Białe ściany przytulnego domu, świeża pościel w różyczki, kubek kawy i puchate ręczniki, dzięki którym można pozbyć się osadu kolejnego dnia: wszystkie małe i duże udogodnienia codzienności, na które zabiegana świadomość nie zwraca uwagi - aż do chwili, w której trzeba zrezygnować z normalności. I uwić gniazdko w tunelu metra, w wilgotnych kanałach lub - jak Stan i Charmaine z powieści Margaret Atwood - wprost na ulicy. Używana honda z trzeciej ręki, w której mieszka młode małżeństwo, willi raczej nie przypomina, choć ma jeden plus: jest mobilna, więc, o ile są pieniądze na benzynę, można uciec przed hordami rzezimieszków, grasujących po bezimiennym, bezpańskim mieście.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA KANADYJSKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA KANADYJSKA. Pokaż wszystkie posty
15.03.2016
Kopciuszek na bis: "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery
Czas to niewidzialny złoczyńca w białych rękawiczkach, którego ślad dojrzeć można jedynie w kalendarzu. Mówią, że leczy rany, ale słychać też, jak złorzeczą, podliczając minione lata, katalogując zmarszczki i siwe włosy. Potrafi być sprzymierzeńcem, ale tylko wtedy, gdy o nim zapomnimy. Gdy zajrzymy w szklaną kulę i poznamy, jak dużo nam go jeszcze zostało - a raczej jak mało, bo to zawsze jest tyle, co nic - zrozumiemy, że czas jest jak wyrok. Co robić, gdy został nam, dajmy na to, rok życia? Jedni udadzą się w podróż dookoła świata, drudzy skoczą na bungy albo spiszą testament, jeszcze inni rozważą wszystkie - od trucizny po sznur - sposoby na skrócenie męki oczekiwania. Będą wreszcie tacy, choć tych najmniej chyba, jak Joanna Stirling z powieści "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery, którzy podobny wyrok zamienią w szansę, a szafot - w trampolinę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



