Strony

30.03.2016

Paryski spleen: "Vernon Subutex. Tom 1" Virginie Despentes

Dwudziesty pierwszy wiek, mimo iż ciągle młody, doczekał się wielu diagnoz i naukowych analiz. Załamują nad nim ręce socjolodzy, psycholodzy i specjaliści od lotów w kosmos - uzbrojeni w "szkiełko i oko", bezskutecznie próbują przyszpilić nowoczesność mądrą frazą i objąć naukowym terminem. Literatura ma tę nad "szkiełkiem i okiem" przewagę, że widzi sercem i do serc trafia, bo jest jak kropla, co skałę drążyć zaczyna.
Virginie Despentes, miłośniczka punku i buntowniczka pisarskiego światka, obnosi zwierciadło literatury po paryskim gościńcu, łącząc zmysł obserwacji i wciągający styl w iście wybuchową mieszankę o bolączkach i pustce ponowoczesności. Panie i panowie, oto "Vernon Subutex" - pierwszy tom trylogii o nas samych, dużych dzieciach trzeciego tysiąclecia, okrzyknięty najważniejszym wydarzeniem 2015 roku we Francji.
Tytułowy Subutex ma status bezrobotnego i przebrzmiałą sławę notorycznego kochanka. Jego sklep z winylowymi płytami splajtował wraz z pojawieniem się Napstera i nowoczesnych nośników przekazu. Vernon-bankrut ogląda więc porno w sieci i wyprzedaje dobytek na eBay'u. Prawdziwe tarapaty zaczynają się wraz ze śmiercią Alexa Bleacha, znanego piosenkarza, dzięki któremu Vernon opłacał czynsz. Nasz antybohater ląduje na bruku i zaczyna tułaczkę po mieszkaniach bliższych i dalszych znajomych, a czytelnik ma okazję podejrzeć życie współczesnych paryżan: byłych gwiazdek porno, producentów i scenarzystów telewizyjnych, eks-kochanek przyjaciół, transseksualnych modelek, politycznych radykałów i przedstawicieli półświatka. Najbardziej wpływowi z nich zainteresują się kasetami video, które Vernon ocalił z utraconego lokum - sensacyjny materiał z przedśmiertną spowiedzią Alexa Bleacha, idola nastolatek, to niezła okazja do zbicia kasy.
Choć zawiązanie akcji sugeruje obietnicę kryminalnych porachunków z wieżą Eiffla w tle, Despentes nie rozwija intrygi. W orbicie jej zainteresowań nie leżą eleganckie paryskie bulwary, tylko żywy puls miasta miłości, którego szuka w pobliżu kościołów i supermarketów, tam, gdzie koczują bezdomni, outsiderzy z wyboru i loserzy-nowicjusze. "Vernon Subutex" to drapieżna, bezkompromisowa proza, której sednem są celne obyczajowe obserwacje i punktowanie współczesnych chorób cywilizacyjnych - marazmu, beznadziei i wszechogarniającej pustki. Bohaterowie Despentes nie pasują do epoki komfortu i dobrobytu: mamieni obietnicą szczęścia i beztroskiej konsumpcji, są do bólu samotni, wyprani z uczuć, woli i celu. Tytułowy Vernon - którego nazwisko, Subutex, brzmi identycznie jak lek stosowany w walce z uzależnieniem od opiatów - jest symbolem marnej kondycji współczesnego świata, w którym sukces jest obowiązkiem, a przyzwoitość - obciachem.
Galeria typów ludzkich, którym przyglądamy się w krótkich rozdziałach powieści, przeraża i smuci zarazem: cierpiąca na depresję Emilie, wściekły na wszystkich i wszystko Xavier, chora z zazdrości Sophie i walczący z napadami lęku Laurent, jednoczą się w manii zagłuszania rzeczywistości, nadrzędnej umiejętności epoki. Spędzają czas z nosem w portalach społecznościowych, biorą narkotyki, zdradzają, cierpią na napady jedzenia albo agresji, oddają się zarabianiu pieniędzy, a wszystko po to, żeby
"(...) odsunąć od siebie myśli tak zatrważające, że mogłyby ich unicestwić, doszczętnie".*
Despentes nie potępia swych bohaterów, choć nie pozwala poczuć do nich nawet cienia sympatii. Niektórym, zwłaszcza tym, którzy nie utracili jeszcze umiejętności odczuwania, jak rozpaczający po stracie ukochanych psów Xavier i bezdomna Olga, daje nawet nadzieję. Ale najczęściej nokautuje szczerością, sprowadza do parteru nieskrępowaną odwagą nazywania rzeczy po imieniu i szokuje, żeby przypomnieć nam, kim się stajemy - psychopatycznymi zombie, biegającymi jak chomiki w kołowrotku w jałowym wyścigu, w którym nie ma zwycięzców:
"Gdy się przekroczy granicę, zgiełk nagle ustaje, wszystko toczy się gładko i w niepokojącym tempie: przeszedł na drugą stronę. Świat ludzi aktywnych wydaje mu się odległy. Gdzieś im się spieszy i wstydzą się własnego strachu, że mogą skończyć jak on, jeśli nie będą wystarczająco żwawo chodzili w kieracie".**
Despentes jest jak Houellebecq w spódnicy, a raczej - w skórzanych spodniach, równie modnych, co niewygodnych. I taka jest też jej proza: pieprzna i na czasie, a zarazem uwierająca jak za ciasny but, wytrącająca ze sfery komfortu. Mimo powagi tematu, styl Despentes jest lekki, a książkę czyta się znakomicie - co nie znaczy, że to lektura lekkostrawna, o której łatwo zapomnieć. Pełnoprawnym bohaterem powieści jest również muzyka, która pojawia się w tle pod postacią idoli Vernona. Głośne i wściekłe na świat brzmienie The Clash, Beastie Boys, Public Enemy, Led Zeppelin i Radio Birdman, staje się głosem pokolenia bez głosu, których życie odmierza nie puls, ale liczba lajków na Facebooku. 
Non omnis moriar - nie wszystek umrę, oto motto "Vernona Subutexa". Przewrotnie, to właśnie ta maksyma ilustruje powieść o czasach, w których lepiej jest mieć niż być. Co zostanie po obywatelach epoki, która szlachetne wartości zastąpiła ideałem kasy, pięknego mieszkania i pełnej lodówki? Co odczytają z cyfrowych śladów archeolodzy, którzy za sto lat będą szukać przeszłości w naszych tabletach i smartfonach? Parę wpisów na Twitterze, kilka selfies na Facebooku? To mało. Naprawdę niewiele. Jeśli istnieje instrukcja obsługi dwudziestego pierwszego wieku, ktoś trzyma ją w pilnie strzeżonym miejscu, a klucz do niego leży na dnie oceanu. 
Na szczęście powieść Despentes, w odróżnieniu od aptecznego Subutexa, można dostać bez recepty. Polecam wszystkim, którzy nie boją się spojrzeć na świat bez lukru i usłyszeć tego, czego sami nie mają odwagi pomyśleć.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Despentes, V. (2016). Vernon Subutex. Tom 1. Wydawnictwo Otwarte, Kraków.
Tytuł oryginalny: Vernon Subutex. Tome 1
Tłumaczenie: Jacek Giszczak
*Ibidem, str. 79-80;
**Ibidem, str. 306.

16 komentarzy:

  1. Książkę po prostu muszę przeczytać. Taka tematyka to coś, co daję do myślenia nad naszymi czasami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetna lektura, która prowokuje do niebywale gorzkich refleksji. Warto przeczytać!

      Usuń
  2. Mocne. Wygląda na to, że żyją tylko ci, którzy nie weszli całą swoją osobą w wiek XXI...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że mało kto żyje, większość jedynie egzystuje. Zresztą, gdy się człowiek uważniej przyjrzy współczesnemu światu, sam dochodzi do wniosków podobnych jak Despentes.
      I właśnie-czy dawniej było lepiej? Czy może było tak samo, ale mniej o tej odwiecznej degrengoladzie wiedzieliśmy, bo nie było TV, tabletów i smartfonów?

      Usuń
  3. Marto,Ty mnie chyba kiedyś wykończysz. Zaczynam bać się wchodzić na Twojego bloga, bo moja lista lektur do przeczytania rośnie niebezpiecznie, a doba jakby się skraca. Kolejny raz piszesz recenzję, obok której nie można przejść obojętnie.
    Także pomyślałam o Houellebecqu, czytając Twój tekst. Ale do głowy przyszedł mi jeszcze jeden autor i popraw mnie jeśli się mylę, że tematyka bliska może być staremu świntuchowi Bukowskiemu, który już w XX wieku zasiedlał swoje powieści i opowiadania bohaterami bezdomnymi, wiecznie pijanymi, uciekającymi od tej degrengolady, o której mówi Despentes. Praca u Bukowskiego traktowana jest jak fabryka zombie, zabijająca wszelkie przejawy indywidualizmu, a pociechą okazuje się seks i alkohol - stoczenie się totalne, które pozwala zachować cząstkę duszy. Czy leży to choć trochę obok "Vernona Subutexa"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko zaczęłam czytać "Vernona", od razu wsiąkłam i równie szybko pomyślałam, że na pewno spodobałaby Ci się ta książka :-) Jak zwykle miło mi słyszeć, że podsuwam pomysły na kolejne lektury, ale zarazem zaczynam się martwić, że jestem sprawczynią klęski książkowego urodzaju ;-) Na pocieszenie powiem, że mam to samo z Twoim blogiem - wynotowałam już multum autorów do "natychmiastowego" przeczytania. A i tak mam gorzej, bo ja czytam powoli.
      Bukowski to dobry trop, chociaż - o ile dobrze pamiętam - jego bohaterowie świadomie uciekali od zbzikowanego świata, z jego bezsensownym poukładaniem pt. praca-dom-rodzina, celowo ustawiali się poza głównym nurtem. U Despentes jest trochę inaczej: jej postaci pragną sukcesu, sytości, konsumpcji, ale albo nie potrafią tych pragnień zrealizować, albo, gdy już te współczesne synonimy dobrobytu zdobędą, odkrywają, że są bardzo nieszczęśliwi. Wspólne są z pewnością metody "pocieszania się" i zagłuszania rzeczywistości: seks, alkohol, narkotyki i cała podskórna krytyka naszej epoki.
      W każdym razie, ostatecznie porównałam autorkę do Houellebecq'a również z tej przyczyny, że oboje są Francuzami i, mimo że te powieści mają, moim zdaniem, wymiar uniwersalny, to ich kraj rodzinny jest w nich bardzo widoczny.

      Usuń
    2. Nie martw się - jakoś staram się trzymać w ryzach moje książkowe zachciewajki(chociaż ten "Vernon Subutex" chodzi mi po głowie cały czas!). Musisz od czasu do czasu wrzucić jakąś negatywną recenzję, żebym nie dostawała apopleksji z powodu nieznajomości kolejnej świetnej powieści. I nawet nie wspominaj o Lambie, bo już kombinuję jak połączyć lekturę "Shantaram" (800 stron) z np. "To wiem na pewno". Mózg się przegrzewa :)
      Dokładnie - Henry Chinaski nie godzi się na wyścig szczurów, rezygnuje z sukcesu choć z drugiej strony pożąda uwagi; chce spełniać się jako pisarz. O Bukowskim pomyślałam głównie przez wzgląd na surową krytykę konsumpcjonizmu. On robił to niezbyt subtelnie, krzykliwie i wulgarnie. Po Despentes spodziewam się czegoś innego, choć równie zatrważającego.

      Usuń
    3. Ależ wrzucam nie tylko pochwały (vide: ostatnio "Jolanta" Chutnik) - chociaż tak się szczęśliwie dla mnie składa, że tych jest więcej niż krytyki. Możliwe, że nauczona czytelniczym doświadczeniem, wybieram to, co mi się podoba i mam tzw. dobrą rękę do książek. A to, co mnie męczy i nuży - odkładam niedoczytane i wtedy recenzji nie piszę. Wolę zachęcać (zawsze szczerze) niż narzekać na gnioty, które, o ile mi wiadomo, i tak swoją publiczność znajdują.
      Dwie książki naraz, po 800 stron każda?! Teraz naprawdę mam wyrzuty sumienia. Co ja pocznę, jeśli Lamb Ci się nie spodoba (to raczej niemożliwe, ale kto wie)?
      Bukowski, Houellebecq, teraz Despentes - niezależnie od różnic w ujęciu tematu, wszystkich łączy wrażliwość na bolączki epoki i piszą o tym raz, drugi i znów. I chwała im za to - dobrze, że ktoś ma odwagę nazywać rzeczy po imieniu, zamiast mamić czytelników, że wszystko jest fajnie, cool i ok. Bo nie jest.

      Usuń
  4. Kurcze od pierwszych słów tej recenzji wiem że z chęcią sięgnęłabym po tę pozycje. Oj coś czuję, że budżet na literaturę będzie szczuplał w kwietniu w tempie rekordowym, no ale warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to czuję się w obowiązku uprzedzić, że to dopiero pierwszy tom - będą dwa kolejne! ;-) Ale, tak jak piszesz - naprawdę warto.

      Usuń
  5. "Literatura ma tę nad "szkiełkiem i okiem" przewagę, że widzi sercem i do serc trafia, bo jest jak kropla, co skałę drążyć zaczyna." Piękne jest to zdanie, ale jeszcze piękniejsza jest prawda, która zdaje się przenikać francuskie ulice. Widać, że autorka postarała się w sposób dosadny przedstawić wszelkie niedoskonałości i choroby cywilizacyjne współczesnego świata. Jeżeli ubrała temat w dość lekki i przystępny język, to czuję się co najmniej zachęcona, aby również podążyć śladami Paryżan. Twoja recenzja jest mocna, ale czyta się ją z ogromną przyjemnością. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój wpis Ci się podoba i jestem pewna, że książka spodoba Ci się jeszcze bardziej ;-) Język jest bardzo przystępny - choć mocny i dosadny. Krótko mówiąc, od "Vernona Subutexa" nie sposób się oderwać. A to dopiero pierwszy tom, ciekawe, co będzie dalej :-)

      Usuń
  6. Ech, ech. Czasy nasze rzeczywiście duchowości i refleksji nie sprzyjają. Ciekaw jestem, czy ten konsumpcjonizm będzie się rozpędzał i rozpędzał, czy może niedługo się wykolei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Polskę, to socjolodzy twierdzą, że dopóki będziemy tzw. społeczeństwem na dorobku, konsumpcjonizm nas nie opuści. Podobno w krajach bardziej zamożnych, tendencja do kupowania i kredytobrania maleje. Ale książki takie jak "Vernon Subutex" pokazują, że socjologia swoje, a życie - swoje. Potrzeba sukcesu i kasy (lub kasy i sukcesu) wydaje się uniwersalna i niezależna od szerokości geograficznej.

      Usuń
  7. "Co odczytają z cyfrowych śladów archeolodzy, którzy za sto lat będą szukać przeszłości w naszych tabletach i smartfonach? Parę wpisów na Twitterze, kilka selfies na Facebooku?" - A wiesz, że mnie to bardzo ciekawi? Tyle że myślę optymistycznie, bo lubię czasy, w których się urodziłam. ;) Jak to będzie fajnie, kiedy smsy i aktywność internetowa znanych osób znajdzie się w podręcznikach i opracowaniach! Powstaną może monografie o memach! Czy jakieś przepowiednie literackie się spełnią? To wszystkie jest takie ciekawe, szkoda, że nigdy się nie dowiem, jak zmieni się świat w kolejnych stuleciach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Facebookowe monografie sławnych i bogatych za X lat mogą być gratką, ale obawiam się, że niektórzy ich autorzy niekoniecznie będą z tego faktu zadowoleni ;-) Zwiększający się dystans między ludźmi i coraz bardziej skrótowa komunikacja (vide: Twitterowe hasła, lekkostrawne obrazki zamiast słów) raczej mnie przeraża niż cieszy. W każdym razie, będę próbować zarazić się Twoim optymizmem ;-)

      Usuń