Strony

01.02.2016

Książka na kozetce #7. Literatura zamiast psychoterapii, czyli o książkowych odpowiedziach na życiowe problemy

Smutki i smuteczki, małe i duże kłopoty - nikt ich mieć nie chce, a mają wszyscy. Jak poradzić sobie ze stresem, niską samooceną, nudą? Co zrobić, gdy dziecko nas nie słucha, szef daje się we znaki, a życie miłosne przypomina pole bitwy? Niektórzy idą do psychoterapeuty. Inni - do księgarni.
Nie od dziś wiadomo, że literatura ma właściwości terapeutyczne: dodaje otuchy, zmienia perspektywę, otwiera na nowe pomysły i rozwiązania. Niczym najlepszy psycholog, inspiruje i dodaje odwagi do dobrej zmiany. Książka najlepszym lekarstwem na wszystko? Czasem bez pomocy terapeuty się nie obejdzie, ale zamiast od razu kłaść się na kozetce, warto najpierw udać się do biblioteki. Zobaczmy, jak literatura zmaga się z życiem. I wyciągnijmy z tego wnioski dla siebie.

1.  DLA NIEPOTRAFIĄCYCH POGODZIĆ SIĘ ZE STRATĄ: "POŻEGNANIE DLA POCZĄTKUJĄCYCH" ANNE TYLER
Życie niepełnosprawnego Aarona zmienia się w chwili, gdy mężczyzna spotyka Dorothy. Wielka miłość, ślub, szczęście. Sielanka kończy się, gdy młoda żona ginie w nieszczęśliwym wypadku. Aaron traci chęć do życia, więc żona musi interweniować - przybywa z zaświatów, by pomóc mu przejść przez wszystkie stadia żałoby i ułatwić pożegnanie. Bajkowa historia, która pociesza i uczy, że nawet po najgorszych przejściach można odnaleźć nadzieję. Bo życie trwa nadal.
Tyler, A. (2014). Pożegnanie dla początkujących. Świat Książki, Warszawa

2. DLA NIESZCZĘŚLIWIE ZAKOCHANYCH: "NASZE ROZSTANIA" DAVID FOENKINOS
 Co począć, gdy dwoje ludzi, jak Fritz i Alice z powieści Foenkinosa, nie potrafi żyć bez siebie, any tym bardziej - ze sobą? Co zrobić, gdy miłość się kończy i nie da się jej zatrzymać? Historia Fritza i Alice jest jak gorzka czekolada: jest w niej miłosne szczęście i kryzysy, jest namiętność, ale i zdrada, są rozstania i powroty. A między wierszami zwyczajna prawda, którą warto wziąć sobie do serca: do miłości trzeba dojrzeć. A wtedy może przytrafić się po raz kolejny. Tym razem już z happy endem.
Foenkinos, D. (2013). Nasze rozstania. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków

3.  DLA PRZECHODZĄCYCH KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO: "CYTRYNOWY STOLIK" JULIAN BARNES
Wyśmienity zbiór opowiadań o ludziach, których łączy podeszły wiek i nieuchronna perspektywa kresu. Barnes pisze o tym, że starzeć się można różnie - z goryczą, żalem, ale też godnie i pięknie. I o tym, że szczęście nie zna metryki. Angielski pisarz w kilku krótkich opowieściach przekonuje, że więcej jest powodów, żeby żyć, niż żeby umierać. I że świadomość przemijania może być wyzwalająca - łatwiej dzięki niej pogodzić się ze strachem przed śmiercią. Oraz przed życiem.
Barnes, J. (2013). Cytrynowy stolik. Świat Książki, Warszawa

4. DLA ZNUDZONYCH RUTYNĄ I MONOTONIĄ: "DZIEWCZYNA Z POCZTY" STEFAN ZWEIG
Austria, rok 1936. Christine pracuje na poczcie, a jej codzienność skażona jest nudą i beznadzieją. Lęk o przyszłość i opieka nad schorowaną matką pozbawiają dziewczynę radości życia. Pewnego dnia Christine otrzymuje zaproszenie od bogatej ciotki i wyjeżdża do szwajcarskiego kurortu. Czy, zaznawszy uroków życia w luksusie, wróci ta sama? Czy nadzieja na lepsze życie, obudzona wizytą w Szwajcarii, nie okaże się złudna i zabójcza? Wielka proza, która dowodzi, że nie warto ścigać marzeń  za wszelką cenę. Czasem lepiej docenić zwyczajną, z pozoru nudną codzienność. Bo to w niej kryje się to, co najważniejsze.
Zweig, S. (2012). Dziewczyna z poczty. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa

5. DLA WĄTPIĄCYCH WE WŁASNE ZDROWIE PSYCHICZNE: "CZY JESTEŚ PSYCHOPATĄ? FASCYNUJĄCA PODRÓŻ PO ŚWIECIE OBŁĘDU" JON RONSON
Gdy życie raz za razem daje w kość, trudno, jak wańka-wstańka, chwiać się pod ciosami od losu, ale się nie przewracać. Zadajemy wtedy pytanie: czy to ze światem jest coś nie tak, czy ze mną? Mający podobne wątpliwości mogą sięgnąć po przewodnik po świecie obłędu pod wymownym tytułem "Czy jesteś psychopatą?". Ronson opisuje w nim swoje spotkania z psychopatami oraz z ludźmi, którzy zarabiają na obłędzie innych. Tropi różnice między normą i szaleństwem. Pyta, co jest normą w świecie, który piętnuje wszystko, co "inne". A my odzyskujemy zaburzoną równowagę, dowiedziawszy się, że z reguły to świat jest bardziej szalony niż my.
Ronson, J. (2014). Czy jesteś psychopatą? Fascynująca podróż po świecie obłędu. Wydawnictwo Insignis, Kraków

6. DLA TYCH, KTÓRZY UTRACILI NADZIEJĘ: "PROCHY ANGELI" FRANK McCOURT
Limerick, Irlandia, czasy Wielkiego Kryzysu. Nędza i upodlenie, brud i błoto irlandzkich slumsów - oto codzienność rodziny McCourt'ów: Franka, czwórki jego rodzeństwa, matki oraz ojca, który w pubie bywa częściej niż w pracy. Tym, co nie pozwala się załamać, jest pogoda ducha i niezłomna wiara w marzenia. Autobiograficzne "Prochy Angeli" to dowód, że o zimnym, głodnym dzieciństwie można pisać ze swadą i poczuciem humoru. Ta książka dodaje otuchy i przypomina, że jutro jest nowy dzień. Dla malkontentów - pozycja obowiązkowa.
McCourt, F. (2007). Prochy Angeli. Wydawnictwo Albatros, Warszawa

7. DLA POSZUKUJĄCYCH SENSU: "MYSZY I LUDZIE" JOHN STEINBECK
Twardziel George oraz Lennie, olbrzym o wrażliwości i umyśle dziecka, to dwójka niecodziennych przyjaciół. Połączył ich wspólny cel: marzą o własnej farmie i hodowli królików. Wędrują przez pogrążone w kryzysie Stany w poszukiwaniu pracy, własnego miejsca na ziemi i akceptacji. Czy uda im się spełnić marzenie o farmie? Czasem ważniejsza od celu jest droga do niego. To ona nadaje sens, stanowi pociechę wobec trudów codzienności. Literacka baśń dla dorosłych, która dowodzi, że znaczenia nadają życiu sprawy najprostsze: marzenia i przyjaźń. Odnaleźć sens dzięki marzeniom - dlaczego nie? Pierwszy krok: odważ się je mieć.
Steinbeck, J. (2012). Myszy i ludzie. Prószyński i S-ka, Warszawa 

8. DLA SAMOTNYCH: "MADONNA W FUTRZE" SABAHATTIN ALI
Ta historia zaczyna się, jak wiele innych: mężczyzna zakochuje się w kobiecie. Problem polega na tym, że jest to kobieta... z portretu. Mimo, iż bohaterka obrazu i młody mężczyzna spotykają się w rzeczywistości, ich historia nie będzie cukierkową love story. To opowieść o tym, że wszyscy jesteśmy skazani na samotność, a bliskość między ludźmi najczęściej jest chwilowa i pozorna. Powieść Aliego nie uleczy z samotności, ale pozwala ten przykry stan oswoić. Łatwiej zaakceptować samotność, gdy wiemy, że to naturalna cecha ludzkiej kondycji. I znaleźć pocieszenie w tym, że wszystko ma swój kres. Samotność też.
Ali, S. (2015). Madonna w futrze. Wydawnictwo Rebis, Poznań

9.  DLA TYCH, KTÓRZY NIE MAJĄ CZASU: "TRAKTAT O ŁUSKANIU FASOLI" WIESŁAW MYŚLIWSKI
Medytacja nad kolejami losu, rolą przeznaczenia i przypadku, przedstawiona w formie literackiego monologu. Narrator podsumowuje swoje życie, wraca we wspomnieniach do dzieciństwa, młodości, opisuje trudy emigracji. Opowieść płynie niespiesznie, inaczej niż życie, które zawsze mija zbyt szybko. Ta książka to świetny pretekst, żeby na chwilę zatrzymać się w biegu i pozwolić myślom płynąć. Rozsmakować się w powolności i w czynnościach, które wymagają czasu - jak tytułowe łuskanie fasoli. Bo to one pozwalają docenić "tu i teraz". 
Myśliwski, W. (2007). Traktat o łuskaniu fasoli. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków

10. DLA CIERPIĄCYCH NA SYNDROM PUSTEGO GNIAZDA: "PTASZYNA" DEZSŐ KOSZTOLÁNYI
Węgierska prowincja końca XIX wieku i cicha, skromna trójka - rodzice i dorosła córka. Jedyna latorośl Vajkay'ów, tytułowa Ptaszyna, zostaje wysłana na wakacje do wujostwa. To pozornie zwyczajne wydarzenie jest dla rodziców małą rewolucją - uświadamia im, jak mogłoby wyglądać ich życie bez dziecka. I nie jest to przykre doświadczenie - Akacjusz i Antonina korzystają z uroków odzyskanej "wolności", odwiedzą teatr i restaurację, odnowią towarzyskie kontakty. Jeśli Twoje dziecko zaczęło już życie na własny rachunek i nie ma szans, żeby, jak powieściowa Ptaszyna, wróciło do rodzinnego domu, weź przykład z Vajkay'ów. Odnów dawne pasje, poszukaj nowych przyjemności. Jest szansa, że "puste gniazdo" zapełnisz szczęściem i radością.
Kosztolányi, D. (2011). Ptaszyna. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa

25 komentarzy:

  1. Ciekawe pozycje. Po niektóre sięgniemy z przyjemnością :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jak widać jest dobra dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - książka jest lekiem na całe zło ;-)

      Usuń
  3. Świetny pomysł na wpis, o większości książek nie słyszałam, ale zapamiętam i przy stosownej okazji sięgnę. Chociaż zauważyłam taką prawidłowość, że kiedy mam poważny problem to literatura przestaje mnie interesować. Nie obchodzą mnie fikcyjne życiorysy, nie interesują historie. Ciekawe jaka książka mogłaby przełamać taką niechęć do czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam wszystkie z tej listy, nie tylko na problemy.
      A propos problemów - gdy spotyka nas coś niespodziewanego i wyjątkowo stresującego, wtedy owszem, nie ma się raczej ochoty (ani głowy) do czytania. Mam tak samo. Inaczej jest, mam wrażenie, w przypadku tych mniejszych, uporczywych i natrętnych kłopotów. Wtedy można spróbować poratować się książką.
      Trudna sprawa z książką-lekiem na czytelniczą awersję. Na mnie działają "Prochy Angeli", oraz wszystkie inne książki McCourta. To optymizm i radość w pigułce. Gdy mam chwilowy przesyt lub książkowego kaca (zdarza się, gdy czytam za dużo ;-) ), McCourt pozwala na powrót poczuć radość z lektur. To dla takich książek czytamy. Polecam, zakochasz się od pierwszego przeczytania! ;-)

      Usuń
    2. Będę o liście pamiętać, niektóre tytuły już zanotowałam, więc mam nadzieję, że zagoszczą u mnie za jakiś czas :)
      Masz rację, kiedy problem niejako powszednieje to rzeczywiście powoli wracam do książek, ale przy pierwszym szoku, że tak to ujmę, literatura mogłaby przestać istnieć dla mnie.
      Nie czytałam nigdy żadnej książki McCourta, nawet nazwisko jakoś niewiele mi mówi, ale zaraz pogrzebię w sieci :) Dzięki za propozycje :)

      Usuń
    3. A ja mam odwrotnie, kiedy mam wielkie problemy, czytam dużo więcej i bardziej przejmuję się losami bohaterów niż wtedy, kiedy wszystko się układa. Zgadzam się, że „Dziewczyna z poczty” jest świetnym przykładem na to, że lepiej nie ścigać marzeń za wszelką cenę. Przecież dla Christine byłoby lepiej, gdyby nie poznała bogatych ludzi i gdyby nigdy nie opuszczała swojego środowiska. Z książek, które przedstawiłaś, zaciekawiła mnie „Madonna w futrze”, poszukam jej.

      Usuń
    4. Dominiko, częstuj się do woli ;-) A propos "Prochów Angeli", polecam również ekranizację tej powieści z Emily Watson i Robertem Carlyle'm. Śmiem twierdzić, że nieczęsto zdarza się dobry film na podstawie książki, a tutaj tak właśnie jest. Ale książka - przede wszystkim!
      Widać wiele zależy od sposobu reagowania na stres. Jeśli będąc w przysłowiowej kropce, mamy ochotę na czytanie, tym lepiej, mam wrażenie, dla nas. Bo książka potrafi również koić emocje. Niestety, sama nie zawsze tak potrafię - w chwilach wielkiego niepokoju, często zapominam o literaturze. Ale gdy pierwszy stres mija, zawsze wracam do książek, żeby uporządkować emocje i uczesać myśli ;-)
      Koczowniczko, myślę sobie, że "Dziewczyna z poczty" jest w pewnym sensie bardzo zachowawcza (to nie zarzut, tylko stwierdzenie). Promuje niezwykle ostrożne, niepopularne dzisiaj podejście do życia. Dziś wszystko przecież "zależy od nas" i trzeba/powinno się, a nawet musi, mierzyć wysoko. Im wyżej, tym lepiej, za wszelką cenę. Sama nie wiem, która wizja jest słuszna, bo w obu widzę odrobinę prawdy.
      "Madonna" - tak!, ale Barnes, jest jeszcze Barnes! Jeśli nie znasz, poszukaj Juliana :-) Nie zawiedzie Cię, obiecuję ;-)

      Usuń
  4. Nie wiem, jak psychoterapia, bo nie korzystałam (choć czasami odczuwałam potrzebę/ chęć, kiedy znajdowałam się na życiowym zakręcie), ale książka rzeczywiście działa na mnie terapeutycznie. Są chwile wielkiego doła, jakiegoś stuporu, kiedy nawet książka nie pomaga, ale jak dotąd w większości smuteczków małych i dużych pozwala ona oderwać się od problemów, albo daje poczucie wspólnoty, albo przypomina, iż nihil novi sub sole (czy jakoś tak- łacinę miałam ładnych x lat temu). Często w książce szukam nie tylko tego, co mnie otacza, ale i siebie samej. I takie spotkania ze sobą (albo moją wizją siebie samej) są całkiem przyjemne. Czytałam 4 i 7 - trafiłaś w sedno z kategorią. Przymierzam się do Traktatu o łuskaniu fasoli (po Widnokręgu pisarz ma u mnie duży kredyt zaufania).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę podobnie jak Ty - książki naprawdę są dobrym "terapeutą", powszechnie dostępnym i, co nie bez znaczenia, dużo tańszym niż profesjonalna terapia ;-) A w zasadzie należałoby nazwać je "coachem", bo motywują i pozwalają na zmianę perspektywy.
      Nihil novi sub sole - no właśnie! Czy może być coś bardziej pocieszającego, niż świadomość, że ktoś przede mną borykał się z podobnym problemem? Że miał identyczne rozterki? Oraz, co najważniejsze, że sobie z nimi poradził?
      Zweiga nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć. Wykorzystuję każdą okazję, żeby wspomnieć o tym genialnym pisarzu :-)
      O, a ja akurat "Widnokręgu" (jeszcze) nie czytałam. Ale "Traktat..." polecam, do powolnego czytania i smakowania :-)

      Usuń
  5. Numery 4, 9 i 10 jak najbardziej popieram :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się nie zgodzić, to najlepsza trójka z tego zestawienia. Zweig czy Kosztolányi, oto jest pytanie! "Ptaszyna" mnie znokautowała. A przeczytałam ją za sprawą... Pilcha i jego "Dzienników".
      Ale, ale, co powiesz na numer 3 i 6? McCourt jest pewnie zbyt "lajtowy" jak na Twój gust, ale Barnes, mam wrażenie, powinien w niego idealnie trafić :-)

      Usuń
    2. O innych się nie wypowiadałem bo ich nie czytałem :-)

      Usuń
    3. W takim razie, naprawdę polecam. Ba, namawiam. Zwłaszcza na Barnesa.

      Usuń
  6. "Traktat o łuskaniu fasoli" był pierwszą książką Myśliwskiego, którą dane mi było czytać. Cały jego dorobek ma wartości terapeutyczne - czasem chodzi o godzenie się z przeszłością, czasem o relacje ojciec-syn, czasem o dawne traumy. No i wszystko jest przepięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też i moja pierwsza jego książka. I - jak dotąd - jedyna. Ale już teraz mogę się z Tobą zgodzić, że Myśliwski pisze pięknie. I mądrze. "Widnokrąg" jest ponoć niezły.

      Usuń
    2. Ja najbardziej polecałbym "Kamień na kamieniu". To chyba najbardziej przygnębiająca z jego powieści, ale według mnie najlepsza. Ale i "Widnokrąg" bardzo dobry, nieco lżejszy w wydźwięku. Do "Traktatu..." chciałbym zaś wrócić, bo chyba już z 10 lat minęło.

      Usuń
    3. "Kamień na kamieniu" - zapisuję (w pamięci). Lubię, gdy tytuły "mówią", a ten właśnie taki jest.
      Time flies! To już 10 lat od ukazania się "Traktatu...". Czytałam go tuż po premierze, a wydaje mi się, że to było wczoraj. No, może przedwczoraj ;-)
      Mnóstwo jest książek, które chciałabym przeczytać ponownie. Ale raz, że czas biegnie, a dwa - czasem się takich powrotów obawiam. Bo co, jeśli ponowna lektura rozczaruje? Jakoś tak... szkoda by było. I nieprzyjemnie.

      Usuń
  7. Serdecznie polecam "Pożegnania dla początkujących" Anne Tyler. To mądra i ciepła opowieść :)
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mam wspólnika do polecania książek Anne Tyler ;-)
      "Pożegnanie dla początkujących" to niebanalna powieść - przypowiastka właściwie. Żadna z książek Tyler mnie jeszcze nie zawiodła!

      Usuń
    2. A ja właśnie zamówiłem w bibliotece "Na szpulce niebieskiej nici" :)
      tommy z Samotni

      Usuń
    3. Ciekawa jestem, czy Ci się spodoba. Pewnie przeczytasz ją szybciej niż ja, bo mnie gonią terminy biblioteczne, a "Szpulkę" mam na własność - dostałam w prezencie. Na razie cierpliwie czeka na półce :-)

      Usuń
  8. Ha, świetny wpis. Podzielam Twoje zdanie, że literatura to świetna forma terapii, a niejedna książka może zastąpić wizytę u psychoterapeuty. Rozwiązania wielu problemów skrywają w powieściach - doświadczenia bohaterów (kłopoty przez które musieli przejść i z jakimi musieli się zmagać) można przenieść na nasz grunt, do naszej egzystencji, co znacznie ułatwia "ugryzienie" danej kwestii.

    Generalnie literatura oferuje bardzo dużo i tylko od czytelnika zależy, ile z tych skarbów jest w stanie wykorzystać i użyć - jedni między znaczkami będą szukać rozrywki i zapomnienia, inni znajdą tam odpowiedzi na dręczące ich pytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-)
      Najlepiej, gdy można w książkach znaleźć 2 w 1": i rozrywkę, i "dobrą radę". I odstresowanie, i możliwość podglądania cudzego świata z korzyścią dla siebie. Bardzo sobie cenię ten "walor użytkowy" książek. To jeden z ważniejszych powodów, dla których je czytam - chcę się zainspirować, zdobyć wiedzę, znaleźć odpowiedź, przeżyć coś wspólnie z bohaterem i wyjść z tego doświadczenia życiowo mądrzejsza. Przynajmniej trochę ;-)

      Usuń