Strony

03.11.2015

Życie jest opowieścią: "Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl" Javier Marías

Przez Johna Maxwella Coetzee nazwany najlepszym współczesnym pisarzem, przez krytyków porównywany do Márqueza, odziedziczył koronę królestwa Redondy i rozdaje tytuły literackiego szlachectwa kolegom "po piórze" (z jego rąk otrzymali je, między innymi, Umberto Eco i Alice Munro). I choć stylem bliżej mu do Marcela Prousta, przyznaje się do angielskich inspiracji - pełnymi garściami czerpie z Szekspira, którego zna na wyrywki.
Javier Marías, bo o nim mowa, to mag słowa, który czytelnicze zainteresowanie potrafi pozyskać od pierwszego zdania powieści. Tak właśnie jest w przypadku "Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl", które rozpoczyna się prawdziwym trzęsieniem ziemi.
"Nikomu nigdy przez myśl nawet nie przejdzie, że będzie trzymać w objęciach ciało dopiero co zmarłej i że już nigdy nie ujrzy jej twarzy, choć jej imię pamięta. Nikomu nigdy przez myśl nawet nie przejdzie, że można umrzeć w najmniej stosownym momencie, mimo iż zdarza się to co chwila, i przekonani jesteśmy, że nikomu, przynajmniej nikomu przygodnemu, nie zdarzy się umrzeć przy nas".*
Znawcy prozy Maríasa bez trudu rozpoznają w tym krótkim fragmencie charakterystyczny styl pisarza; ci, którzy słyszą o nim po raz pierwszy, być może pomylą go z autorem kryminalnych historii, w których to właśnie śmierć, odwrotnie niż w życiu, jest motorem akcji. Tymczasem ani akcja, ani jej gwałtowne zwroty nie są powieściowym celem Maríasa, a to, co mogliśmy uznać za jej obiecujące zawiązanie, staje się pretekstem do pasjonującej wyprawy w głąb świadomości głównego bohatera, który w wyniku pewnego tragicznego i groteskowego zarazem zdarzenia, wycofuje się w wewnętrzny świat przeżyć i myśli.
W zimową madrycką noc, jasną światłem ulicznych latarni, Victor, rozwiedziony scenarzysta telewizyjny, odwiedza niedawno poznaną Martę Téllez, której mąż przebywa w delegacji w Londynie. Zanim jednak dojdzie do tego, do czego dojść musi, gdy kobieta, pod nieobecność męża, zaprasza do siebie innego mężczyznę, i zanim jej kilkuletni synek zaśnie pod skrzydłami modeli samolotów, zawieszonych u sufitu dziecięcego pokoju, niedoszła kochanka umiera w ramionach Victora. Mężczyzna, przerażony tą niedorzeczną śmiercią, opuszcza apartament, zabierając stanik Marty i kasetę automatycznej sekretarki, która przechowuje nagranie jego głosu. Nie powiadamia nikogo, i być może dlatego to zdarzenie nie da mu już spokoju. 
Dzięki pomocy przyjaciela, Victor wkracza w życie rodziny zmarłej nieznajomej. Pod zmienionym nazwiskiem, obserwuje życie jej bliskich, uczestniczy w nim, z początku nie przyznając się, że był jedynym świadkiem ostatnich chwil życia ich córki, żony i siostry. Gdyby dodać do tego jeszcze dwie, trzy sceny rzeczywistego czasu akcji, wraz z mistrzowsko spinającą całość końcową klamrą, to byłoby w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o powieściową fabułę. To, co potem i pomiędzy, dzieje się w głowie Victora, który w dygresjach, obsesyjnie powracających myślach i dyskusjach z samym sobą, próbuje zrozumieć, co się zdarzyło i jednocześnie pojąć sens tego, co zdarza się tak rzadko: dobrej miłości i małżeństwa, pamięci, trwania i wspomnień, a raczej - trwania we wspomnieniach. 
Kaseta z nagraniem automatycznej sekretarki pełni funkcję Proustowskiej magdalenki - przywołuje wspomnienie nocy niedokonanej miłości i dokonanej śmierci. Podczas gdy Proust wspominał przeszłość z tęsknotą, Marías nie pozostawia złudzeń - czas miniony to czas stracony, a nasza niedoskonała pamięć, miast go ocalić, pozwala ludziom, rzeczom i historiom mijać bez śladu. Czas daje się odzyskać w jeden tylko sposób - w opowieści. Wspomnienia i retardacje pozwalają na nowo przeżywać to, co już było. Victor tworzy nowe wersje zdarzeń, ich ciągi dalsze i wersje alternatywne. Dygresyjny styl powieści nie ma w sobie nic z chaosu, to misterna, przemyślana konstrukcja, której budulcem jest słowo. Powracające wciąż słowa są źródłem kolejnych reminiscencji, wydobywają z niepamięci kaskady minionych zdarzeń, dostarczając zarazem odpowiedzi na ważne pytania. Zamiast klasycznego rozwoju akcji, mamy tu postęp narracji. Świat nie tyle jest przeżywany i doświadczany, co opowiadany, a dzięki opowieściom, lepiej rozumiany i pamiętany. Słowo jest początkiem wszystkiego, zdaje się twierdzić Marías, przypominając zarazem, iż
"(...) świat zależy od swych opowiadaczy".*
Bohaterowie powieści tego hiszpańskiego pisarza często pracują w zawodach, wykorzystujących żywą tkankę języka. Victor również jest człowiekiem słowa, scenarzystą i ghost writerem. Narratora nurtują kwestie natury lingwistycznej (nic dziwnego, Marías, oprócz pisania, zajmuje się również tłumaczeniem anglojęzycznych pisarzy na hiszpański). Bada etymologię słów, wydobywa z niepamięci wyrazy, które dawno wyszły z użycia, zastanawiając się, na ile język, którym posługujemy się na co dzień, oddaje nasze indywidualne historie. Rytm tej utkanej ze słów opowieści wyznaczają powtórzenia, szatkujące narrację na wzór refrenu w utworze muzycznym. Taką rolę pełni tu cytat z "Ryszarda III" Szekspira, wykorzystany jako tytuł powieści oraz jej przerywnik:
"Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl i niech wypadnie tępy miecz z twojej ręki: rozpaczaj i giń".*
"Jutro ciężarem legnę na twej duszy, ciężkim ołowiem w środku twojej piersi, i w krwawej bitwie zakończ swoje dni: i lanca niech z twej ręki wypadnie (...). Myśl o mnie, gdym był śmiertelny: rozpaczaj i giń".*
Słowa te, wypowiedziane pierwotnie przez duchy krewnych szekspirowskiego króla, to klątwa i życzenie śmierci w czekającej go walce. Tymi samymi słowami w powieści Maríasa zdaje się zwracać do Victora jego zmarła kochanka, nie po to jednak, by szukać zemsty lub złorzeczyć, ale by jej imię na zawsze zapadło mu w pamięć. Imię bowiem, jak twierdzi Marías, to jedyne, co po nas pozostaje - tylko ono, wyryte w nagrobnym kamieniu, ma szansę przetrwać na wieki.
"Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl" to nie jest łatwa opowieść, którą można czytać w tramwaju lub w autobusie. To proza trudna, wymagająca czasu i skupienia. Zaborcza i egoistyczna, pragnie, aby czytelnik poświęcił się jej bez reszty, ale potrafi się odwdzięczyć.
A reszta? Reszta nie jest, jak chciał Szekspir, milczeniem. Reszta jest opowieścią.
Marías, J. (2014). Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl. Sonia Draga, Katowice.
Tytuł oryginalny: Mañana en la batalla piensa en mi
Tłumaczenie: Carlos Marrodán Casas
*Ibidem, str. 7;
**Ibidem, str. 48;
***Ibidem, str. 278.

11 komentarzy:

  1. Niemożliwością było przejść obojętnie obok tekstu, który już w pierwszym zdaniu przywołuje nazwisko Coetzeego i Garcíi Márqueza. Taka bomba na sam początek, a później jest jeszcze lepiej ;) Autora nie znam, jest mi wstyd i mam zamiar nadrobić zaległości. Postanowione!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba mój ulubiony hiszpański autor (a ma mocną konkurencję!). Ta proza to wszystko, co lubię: dygresje, strumienie myśli oraz iście filozoficzne dysputy z samym sobą. Przed erą bloga czytałam "Zakochania" (klimat podobny) oraz, całkiem niedawno, "Pisane życia". Te ostatnie to krótkie literackie biografie największych literackich mistrzów, m.in. Manna, Faulknera, Nabokova, Rimbauda - ale jak napisane! Cudowna rzecz.
      Mam wrażenie, że Marias trafi w Twój literacki gust. A, prawdę mówiąc, jestem o tym przekonana! :-)

      Usuń
  2. Rzadko czytam powieści hiszpańskich autorów, jakoś nigdy nie było tytułu, który by mnie zainteresował, jednak muszę przyznać, że twoja recenzja zachęciła mnie do zapoznania się z twórczością Mariasa. Zapisuję sobie tytuł i gdy tylko nadarzy się okazja, na pewno przeczytam tę powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literatura hiszpańska jest godna polecenia, a Marias - moim zdaniem - w szczególności. Miłej lektury! :-)

      Usuń
  3. Jeśli stylem pisania przypomina Marcela Prousta, to musi to być literacki fenomen. Aż wstyd się przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałam ani o tym autorze, ani tytule..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy Marqueza, Cortazara, Cabre - i dobrze, wręcz wyśmienicie! Ale Marias jest u nas raczej "niszowy" i, mam wrażenie, niedostatecznie promowany. A szkoda. Możliwe, że wynika to również z faktu, że ta proza uchodzi za trudną i wymagającą - wysiłku i czasu. A kto ma dziś czas? ;-) Tak czy inaczej, bardzo zachęcam, żeby spróbować :-)

      Usuń
  4. Co jakiś czas nachodzi mnie ochota na książki tego pisarza, ale ostatecznie zawsze się wycofuje w obawie, że to nie jest dobry moment na trudniejszą lekturę. Jednak Twoja recenzja mnie zmotywowała do przełamania się i nieodwlekania tej lektury w nieskończoność. Pierwszy cytat świetny, naprawdę muszę przeczytać tę książę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zachęciłam. Na dobrą lekturę każdy moment jest dobry! ;-)

      Usuń
    2. I tego będę się trzymać :)

      Usuń
  5. Czyżby w tym dzikim kraju tylko kobiety jeszcze parały się sztuką czytania?

    Polecam "Serce tak Białe"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadoma rzecz, czytają głównie kobiety. "Serce tak białe" już znam-świetne.

      Usuń