Strony

26.10.2015

Książka na kozetce #3. Dlaczego lubimy się bać oraz książki, które straszą, czyli idealna lektura na Halloween

Północ. Ciemny zaułek, przepalone latarnie i odgłos kroków w oddali. Ktoś się zbliża, a wraz z nim jego niecne zamiary. Tajemnicze odgłosy w pokoju obok, szuranie, pukanie, akurat gdy - co za pech! - jesteśmy sami w domu. Środek lasu, sielska atmosfera jesiennego grzybobrania. Błysk srebrzystego koloru na rudo-złotych liściach. Oczami wyobraźni widzimy, jak długa, wężowa nitka błyskawicznie znajduje się pod naszymi stopami, podnosząc głowę i strasząc rozdwojonym językiem. Ratunku!!!
Strach to nic przyjemnego, prawda? Serce wali jak oszalałe, do tego spocone dłonie, gęsia skórka na karku i paraliż mięśni. Gdy rzezimieszek w ciemnym zaułku okazuje się być zbłąkanym kotem, trzeszczenie drewnianej podłogi - harcami kornika, nie duchów, wąż - nieszkodliwym zaskrońcem albo plamą słońca, odbijającą się w leśnym poszyciu, oddychamy z ulgą. A to, dla odmiany, jedno z najlepszych uczuć na świecie.
Skoro strach nie jest przyjemny, dlaczego wielu z nas celowo go poszukuje? Uprawiamy sporty ekstremalne, czytamy i oglądamy horrory, a na dobranoc opowiadamy przerażające historie. Czy to możliwe, że po prostu... lubimy się bać? Psychologia zna odpowiedź na to pytanie.
Owszem, lubimy dreszczyk emocji, pod warunkiem, że to my (a nie duch, wampir czy zombie) mamy kontrolę nad sytuacją. Zagrożenia realne zwykle trudno przewidzieć; co innego, gdy na "seans strachu" można zawczasu się przygotować. Doskonale wiemy, czego się spodziewać, gdy kupujemy bilet na kolejkę górską lub gdy wypożyczamy powieść grozy z biblioteki. 
Naukowcy twierdzą*, że oglądając i czytając horrory w domowym zaciszu, w bezpieczny i przyjemny sposób poznajemy strach i testujemy własną tolerancję na natężenie tej emocji. Odkrycie, że jesteśmy odważniejsi, niż przypuszczaliśmy, nierzadko staje się źródłem sporej satysfakcji. A przerażający seans z filmem czy książką zawsze można przerwać, nie przestając być panem sytuacji i własnego lęku.
Nasze zamiłowanie do kontrolowanych seansów grozy ma, według naukowców*, podłoże hormonalne. Wyrzut adrenaliny - naturalna reakcja organizmu na sytuację realnego lub wyobrażonego zagrożenia - skutkuje poczuciem mocy i fizycznej siły. A gdy wiemy, że jesteśmy bezpieczni we własnym fotelu, mamy tendencję do interpretowania tego stanu jako bardzo przyjemnego. Lubimy się bać, bo strach - ten "na niby" - to również doskonała okazja do ucieczki od smutków i nudy codzienności**.
Potrzeba stymulacji to fundamentalna cecha ludzkiej psychiki, ale niektórzy z nas zdają się być bardziej gorliwymi poszukiwaczami wrażeń niż inni. Różni nas również indywidualny próg tolerancji strachu, dlatego warto pamiętać, że to, co dla kogoś będzie przyjemnym dreszczykiem emocji, dla innego może okazać się przyczyną nieprzespanej nocy. Zasiadając do lektury lub włączając DVD, warto zdawać sobie sprawę, że zagrożenie, jakiego za chwilę doświadczymy, jest fikcją - tylko wtedy taki seans ma szansę stać się nieszkodliwą rozrywką.
Jeśli macie potrzebę silnych wrażeń, a w najbliższy, halloweenowy weekend nie wybieracie się w odwiedziny do chaty na odludziu lub do opuszczonego zamczyska, proponuję literacką wyprawę w rejony strachu kontrolowanego. Oto sześć książkowych propozycji na Halloween. Bójmy się - byle z głową, a po lekturze doceńmy nasze własne, zwyczajne, spokojne życie!

1. "DOMOFON" ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI
Autor, znany z trylogii o prokuratorze Szackim, zadebiutował (o czym wie niewielu) powieścią grozy pt. "Domofon". Do szarego wieżowca na warszawskim Bródnie wprowadza się para nowożeńców. Groza narasta z każdą stroną powieści, a przerażające i dziwne wydarzenia, które dzieją się na klatce schodowej, w windzie i w piwnicy, sięgają apogeum, gdy straszny blok zamyka się, odcinając mieszkańcom wyjście i więżąc ich w środku. Czarny humor, szybkie zwroty akcji oraz znajome realia miejskich osiedli i blokowisk podsycają atmosferę niepokoju. Na dodatek - świetny wątek obyczajowy i wiarygodni bohaterowie, z których każdy mógłby być naszym własnym sąsiadem. Kto winien - nawiedzony blok, tajemniczy złoczyńca, a może ludzkie lęki i słabości? Sprawdźcie sami!
Miłoszewski, Z. (2013). Domofon. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa.

2. "DRACULA" BRAM STOKER
Klasyka horroru, która, mimo upływu lat, wciąż straszy i rozpala wyobraźnię. Konsekwentnie zaliczana do grona stu najlepszych powieści, to historia, której nie wypada nie znać. Stoker stworzył najsłynniejszego literackiego wampira, prawdziwie - nomen omen - pełnokrwistą postać. I choć ta dziewiętnastowieczna opowieść trochę trąci dziś myszką, warto poznać pierwowzór współczesnych krwiopijców. Tytułowy hrabia Dracula to krwiożercza bestia, przesiąknięty złem upiór, bezwzględny drapieżnik, który przeraża naprawdę, w odróżnieniu od swych przystojnych następców, wzbudzających, miast strachu, jedynie miłosne westchnienia. Przekonajcie się w Halloween, jak smakuje literacka mieszanka strachu, krwi i czosnku!
Stoker, B. (2011). Dracula. Wydawnictwo Vesper, Czerwonak.

3. "BEST GHOST STORIES" CHARLES DICKENS
Autor "Olivera Twista" i "Davida Copperfielda" przez całe życie żywo interesował się światem umarłych i uwielbiał opowieści o duchach. Zamiłowanie do grozy i makabreski zaszczepiła w małym Chalesie niania, która w dzieciństwie opowiadała mu straszne historie. Dorosły Charles, zafascynowany profetyczną mocą snów, bywał częstym bywalcem seansów spirytystycznych. To wszystko - świat nadprzyrodzony, senne marzenia i groza, okraszona groteską i czarnym humorem, mamy okazję poznać, czytając jego opowiadania o duchach. Oprócz słynnej "Opowieści wigilijnej" ("A Christmas Carol"), znajdziemy tu również opowiadania pt. "To be Read at Dusk", "The Haunted House" oraz, napisane wspólnie z Wilkiem Collinsem, "The Ghost in the Bride's Chamber". 
Dickens, Ch. (1997). Best Ghost Stories. Wordsworth Editions, Ware, Hertfordshire.

4. "NIESAMOWITE HISTORIE" ELIZABETH GASKELL
Ta dziewiętnastowieczna brytyjska pisarka, znana czytelnikowi z pełnych rozmachu opowieści o miłości ("Północ i południe", "Żony i córki"), była również autorką opowiadań o duchach. Jej literackie próby w dziedzinie grozy zyskały uznanie Charlesa Dickensa, a to wystarczająca rekomendacja, by sprawdzić, czy autorka potrafi straszyć równie umiejętnie, jak opowiadać o stosunkach damsko-męskich.
Jej "Niesamowite historie" są naprawdę niesamowite. Dość wspomnieć najsłynniejsze opowiadanie - "Opowieść starej piastunki", a oprócz niego znajdziemy w tym tomie opowieści w duchu najlepszych historii gotyckich ("Szara dama", "Opowieść dziedzica"). Mrok, tajemnica oraz uczucie niepokoju, które nie opuszcza czytelnika na długo po skończonej lekturze. Strach się bać!
Gaskell, E. (2014). Niesamowite historie. Wydawnictwo C&T, Toruń.

5. "MISERY" STEPHEN KING
Owszem, jest wiele bardziej krwawych historii niż "Misery", jednak mistrzowsko budowany nastrój niepokoju, gęstniejący z każdą stroną powieści, wywołuje efekt lepszy niż fruwające w powietrzu wnętrzności i hektolitry krwi.
Kameralny dramat dwójki bohaterów jest źródłem niekameralnego, bo wszechogarniającego lęku. Paul Sheldon, poczytny pisarz, literacko uśmierca Misery Chastain, bohaterkę romansideł, które przyniosły mu sławę i postanawia zająć się "poważną" literaturą. Wkrótce potem ulega wypadkowi samochodowemu i budzi się w górskim domku na odludziu, z "wybawicielką" u boku. Mógłby to być happy end, gdyby nie fakt, że zbawczyni Sheldona okazuje się zagorzałą fanką literackiej serii o Misery. Dramat zacznie się w chwili, w której Annie Wilkes pojawi się na progu górskiej chaty z ostatnim tomem powieści o swojej ulubionej bohaterce...
King, S. (2008). Misery. Prószyński i S-ka, Warszawa.

6. "FRANKENSTEIN" MARY SHELLEY
Kolejny klasyk, którego najlepiej czytać przy świetle świec i zasłoniętych kotarach (pardon, roletach), napisany przez żonę angielskiego poety, Percy'ego B. Shelley'a, w wieku zaledwie dziewiętnastu lat.
Szwajcarski przyrodnik-naukowiec, Wiktor Frankenstein, opętany pragnieniem poznania tajemnicy życia i śmierci, w laboratorium powołuje do życia potwora. Ten ożywa i obraca się przeciw swemu stwórcy. Poszukująca miłości i akceptacji bestia jest alegorią ludzkich obaw i lęków - przed konsekwencjami postępu nauki, samotnością i nieznaną przyszłością. Obok dreszczyku grozy, lektura prowokuje do stawiania całkiem poważnych pytań. Kto jest prawdziwą bestią - naukowiec czy jego budzący grozę twór? I czy najgorsze monstra to przypadkiem wcale nie wampiry, wilkołaki i strzygi, ale my sami - ludzie?
Shelley, M. (2013). Frankenstein. Wydawnictwo Vesper, Czerwonak.
 *http://www.today.com/health/why-we-be-scared-science-behind-scream-8C11469347W
**http://www.huffingtonpost.com/2014/10/15/science-of-fear-why-we-love-to-scare-ourselves_n_5976266.html

22 komentarze:

  1. Ostatnio oglądałam film "MISERY" - faktycznie straszne. Strach chwycić za pióro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już będziemy pisały swoje bestsellery, trzeba będzie pamiętać, żeby pod żadnym pozorem nie uśmiercać głównych postaci (pobocznych zresztą też). Psychofani czyhają! ;-)

      Usuń
  2. Ja mam z horrorami ogromny problem - uwielbiam je, jednak nie pamiętam, kiedy ostatnio się bałam. Tyczy się to zarówno książek jak i filmów, choć preferuję przede wszystkim te filmowe. Dlatego, z psychologicznego punktu widzenia, nie wiem czemu oglądam horrory ;) Do Twojej listy dorzuciłabym koniecznie jakiegoś Lovecrafta, Poe no i przede wszystkim Blackwooda - ten facet był niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że czytasz i oglądasz je nadal, bo nie tracisz nadziei, że któryś Cię jednak przestraszy ;-) Lovecraft i Poe mieli się tu znaleźć, ale ostatecznie te miejsca zajęła Gaskell i Miłoszewski - mniej oczywiste nazwiska, gdy myśli się o pisarzach grozy.
      Blackwood'a nie znałam, ale już zrobiłam mały research w sieci. Podobno zachwycał się nim sam Lovecraft właśnie, a to naprawdę dobra rekomendacja. Może uda mi się dorwać jego opowiadania na Halloween :-)

      Usuń
    2. Dokładnie tak jest, choć nadziei mam niewiele. Raczej traktuję to jako dobrą zabawę lub analizę porównawczą dotyczącą schematów w tym gatunku ;)
      Bardzo cieszę się, że przywołałaś Gaskell - miałam zapoznać się z jej twórczością już dawno, ale zupełnie o niej zapomniałam. Może w najbliższym czasie, który sprzyja horrorom, dorwę jej opowiadania.
      A Blackwood, och, to moja wczesna fascynacja grozą. W Polsce wydano chyba tylko jeden zbiór, "Wendigo i inne upiory", jednak jest naprawdę dobry, zwłaszcza otwierające go "Wierzby" - niesamowicie klimatyczny tekst.

      Usuń
    3. Wyrobionego widza i czytelnika trudniej zaskoczyć, ot co. Nie trać jednak nadziei, możliwe, że czeka gdzieś na Ciebie jakaś przeraźliwie upiorna książeczka ;-)
      Gaskell straszy w bardzo elegancki sposób. W ogóle jestem zdania, że pisarze dawni straszyli najlepiej.
      Obejrzałam okładkę opowiadań Blackwooda (przeokropnie potworna!) - jestem zaintrygowana i zachęcona. Bardzo!

      Usuń
  3. Ja będę w Hallowen czytać Kinga i oglądać kultowe już odcinki "Opowieści z krypty" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super plan! :-) Chyba również skuszę się na Kinga z tej okazji (możliwe, że będzie to powtórne czytanie "Misery").

      Usuń
  4. nie znoszę się bać, nie oglądam horrorów i nie czytam strasznych książek. Jak sobie przypomnę "Drugą połowę" Kinga mocno odchorowałam, a jak sobie przypomnę ekranizację "Lśnienia" i ten obłędny wzrok Jacka N. Brrrr.... Ja po prostu nie potrafię racjonalnie sobie wytłumaczyć, że to fikcja i autentycznie się boję, a te wszystkie psychologiczne tezy jakoś mnie nie dotyczą...br....aż mam ciary, jak sobie przypomnę Kinga...brrrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz, w takim razie chyba lepiej zrezygnować z czytania strasznych opowieści, niż fundować sobie nadciśnienie albo osiwienie w trakcie jednej lektury ;-). Istnieje też metoda mniej radykalna: oglądać filmy w towarzystwie, zwłaszcza osób odważniejszych od nas ;-) (książki czytać wspólnie już trudniej, ale czasem wystarczy czyjaś obecność w pokoju obok, wtedy boimy się mniej).
      Pozwalam sobie dać się przestraszyć od czasu do czasu, chociaż mam równie bogatą wyobraźnię i zdarza się, że nieźle powrzeszczę ;-) Ulga i śmiech, jakim człowiek wybucha po tym, jak strach już opadnie, to uczucie, które wiele rekompensuje!

      Usuń
    2. Tylko u mnie jest tak, że ja się nie potrafię przestawić, że to fikcja i naprawdę się później cały czas boję i nakręcam. Obecność odważniejszej osoby nic nie da i próba rozładowania strachu dowcipami też nie skutkuje- próbowałam już wszystkiego, ale na mnie to nie działa. Ja jestem po prostu tchórz. Pamiętam jak oglądałam "Egzorcyzmy Emily Rose"..matko, musiałam iść po tym na mszę z egzorcyzmami, bo tak się bałam. Wiem, ze to głupie, ale ja naprawdę wolę sobie nie fundować takich emocji.

      Usuń
    3. W takim wypadku unikanie mocnych wrażeń to rozsądek, a nie głupota! A swoją drogą, "Egzorcyzmy Emily Rose" naprawdę potrafią przerazić, nawet najodważniejszych.
      Czasem strach ma wielkie oczy - polecam odcinek Jasia Fasoli, w którym wybiera się do kina ze swoją dziewczyną. Zgrywa odważniaka, ale jego reakcje na straszny film mówią same za siebie. Jeśli nie widziałaś, obejrzyj koniecznie - na pewno się nie przestraszysz, obiecuję! :-)
      https://www.youtube.com/watch?v=3aIfMX7FBbI

      Usuń
    4. :) a wiesz co sobie pomyślałam? Że to nie strach, tylko lęk, bo strach to uczucie raczej związnae z konkretem, a lek to uczucie irracjonalne. Bać to ja się mogę np. wściekłego psa, ale jak sobie pooglądam takie horrory o diabłach, to wtedy wzbudzają we mnie lęk i choć wiem,że to głupie, to jednak się boję :)
      A Jasia Fasolę z chęcią obejrzę, lubię :)

      Usuń
    5. To prawda, lęk ma w psychologii bardziej irracjonalny wydźwięk i zdecydowanie lepiej pasuje do reakcji, które opisujesz. Zresztą, jak zwał, tak zwał, najgorsze, że się boisz...! Pocieszające, że każdy lęk da się opanować, często to jedynie kwestia treningu.
      Na Halloween życzę samych spokojnych, kojących lektur i równie sielskich filmów :-)

      Usuń
  5. Uwielbiam się bać, ale właśnie tylko w kontrolowany sposób, czyli sięgając po teksty (nie tylko literackie) grozy. W rzeczywistości nigdy nie chciałabym stanąć oko w oko z duchem czy spotkać na swojej drodze mordercę rodem ze slasherów, ale "uczestniczenie" w takich sytuacjach razem z fikcyjnymi bohaterami to zupełnie inna sprawa :)
    "Domofon" uważam za najlepszy polski horror jaki miałam okazję czytać. Ogromnie mi się ta historia podobała i żałuję, że Miłoszewski nie tworzy już powieści grozy. "Draculę" czytałam niedawno i nie byłam śmiertelnie przerażona, ale duże wrażenie zrobiła na mnie cała otoczka, czyli opisy przejazdu przez las, zdarzeń w zamku itp. "Misery" czytałam we wrześniu i muszę przyznać, że King naprawdę się postarał. Nie ma nadprzyrodzonych elementów i innych typowych strachów, ale okazuje się, że ludzkie szaleństwo jest nie mniej przerażające niż upiory i wilkołaki. "Niesamowite historie" Gaskell i "Frankensteina" mam na półce i cóż, chyba nie ma lepszego momentu na ich poznanie niż koniec października :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - strach wyłącznie kontrolowany, a najlepiej w towarzystwie, które w razie czego poratuje i potrzyma za drżącą dłoń ;-)
      "Domofon" mnie również bardzo pozytywnie zaskoczył. Może Miłoszewski szykuje jakąś kolejną powieść grozy, skoro z Szackim już (podobno) koniec? Nie tracę nadziei, zwłaszcza, że debiut był naprawdę udany.
      "Dracula" rzeczywiście nie przeraża w jakiś spektakularny sposób (i trochę "trąci myszką", o czym pisałam), ale klimat robi swoje. Tak, sceny rozgrywające się w lesie (oraz te na cmentarzu) były bardzo sugestywne. "Misery" z kolei to zdecydowanie moja ulubiona powieść Mistrza Grozy. Miłych halloweenowych lektur, Dominiko! :-)

      Usuń
    2. Obyś miała rację. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby Miłoszewski zwrócił się w stronę horroru :) Dziękuję i wzajemnie :) Mam nadzieję, że sobotę spędzę na lekturze jakieś strasznej historii.

      Usuń
    3. Dzięki ;-) Również mam to w planach ;-)

      Usuń
  6. Przywołujesz wspaniałe opowieści ! Osobiście dodałbym tu jeszcze "Kobietę w czerni" Susan Hill - niezwykle klimatyczna opowieść !
    Co do opowiadań, to kupuję zbiory, które wydaje C&T w ciemno - Lovecraft, Blackwood, Gaskell i inni - same wspaniałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za polecenie lektury - spowity mgłą Dom na Węgorzowych Moczarach i tajemnicza kobieta w czerni, brzmi intrygująco i wystarczająco strasznie, żebym już zaczęła się bać ;-)
      Wydawnictwo C&T odkryłam całkiem niedawno, właśnie za sprawą opowiadań Gaskell. Ich "Biblioteka Grozy" to naprawdę wspaniała seria!

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że Elizabeth Gaskell napisała "Niesamowite historie". A to ci niespodzianka. Uwielbiam tę autorkę, więc koniecznie zapisuję tytuł. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkrycie, że Gaskell pisała opowieści o duchach dla mnie też było niespodzianką. Uwielbiam, gdy ulubieni autorzy zaskakują! :-)

      Usuń