Strony

08.11.2015

Karuzela z intrygami: "Złodziejka" Sarah Waters

Czasem białe jest czarne, czarne - białe, a pozory skrywają prawdę głęboką jak studnia. Czasem bezsilność wygląda jak obłęd, a pod przebraniem złoczyńcy znajdziemy serce ze szlachetnego kruszcu. Czasem nic nie jest tym, czym się wydaje, ale wierzymy w to, co mamy przed oczami, bo nie chcemy widzieć, ale zobaczyć to, czego się s  p  o  d  z  i  e  w  a  m  y.
Czary, iluzje, znikające przedmioty i króliki wyciągane z kapelusza - dajemy się oszukać, bo patrzymy, nie widząc. Złudzenia, które wsączają magię w rzeczywistość, łudząco przypominają te, które pozwalają żyć w rzeczywistości bez magii. Jestem pewna, że Sarah Waters uwielbia czary-mary. I niespodzianki. Jej "Złodziejka" to teatr iluzji godny Davida Copperfielda, karuzela zwrotów akcji, od których kręci się w głowie. Waters stworzyła psychologiczny dreszczowiec, stylizowany na powieść wiktoriańską, z perfekcyjną dbałością o szczegół, widoczną w portrecie przedstawionej epoki oraz w rysunku postaci. Jak na najlepszą powieściową magię przystało, pod płaszczykiem wytrawnej rozrywki, "Złodziejka" skrywa drugie - a nawet trzecie - dno.
Londyn roku 1862 jest pełen ciemnych, niebezpiecznych zaułków, w których roi się od podejrzanych spraw i nieczystych interesów. Opary mętnej Tamizy - wodnej arterii miasta - rozsiewają występek i zło do najdalszych zakątków stolicy. Nie omijają Lant Street, gdzie mieszka tytułowa złodziejka (notabene, ten adres znajdziemy również w powieściach Dickensa - jego "Mała Dorrit" bierze ślub w Katedrze świętego Jerzego, niedaleko Lant Street). Susan Trinder to siedemnastoletnia sierota, przygarnięta przez pasera i oszustkę, trudniącą się nielegalną opieką nad porzuconymi niemowlętami. Zła krew - jej matka straciła życie na szubienicy - i środowisko, w jakim przyszło jej dorastać, ciążą nad przyszłością dziewczyny niczym fatum. Sue nie zna dokładnej daty swoich urodzin, a alfabetu uczy się, wypruwając monogramy z delikatnych chusteczek - złodziejskich łupów swego opiekuna.
Tymczasem w pobliskim Buckinghamshire, w starym, ponurym domiszczu, którego ciszę zakłócają jedynie lodowate przeciągi i drżenie szyb w ołowianych ramach, pustelniczy żywot wiedzie bladolica Maud Lilly. Podobnie jak jej londyńska rówieśnica, Maud jest sierotą, nad którą pieczę sprawuje ekscentryczny opiekun. Jej wuj to uczony starzec, dziwak w barwionych okularach, pochłonięty bez reszty tworzeniem spisu pewnego szczególnego gatunku książek.
Na pierwszy rzut oka, dziewczynę z gminu i damę różni prawie wszystko - jak się jednak okaże, łączy je więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Ich wspólna historia zaczyna się w pewien zimowy dzień, gdy na Lant Street przybywa Richard Rivers, zwany Dżentelmenem, aby złożyć Susan propozycję wzbogacenia się kosztem Maud i jej ekscentrycznego wujaszka.
Aby nie pozbawić czytelnika przyjemności obcowania z lekturą, poprzestać należy na uchyleniu jedynie  rąbka fabuły. Historia damy i złodziejki jest niczym powieściowe jajko z niespodzianką albo rosyjska matrioszka - drewniana laleczka, kryjąca w środku swoje, coraz to mniejsze, repliki. Długa sieć wybornej intrygi odsłania się przed czytelnikiem niespiesznie, stopniowo. Nie warto próbować przechytrzyć autorkę - nie dlatego, że to zadanie niełatwe, ale żeby nie pozbawiać się czytelniczej radości, której dostarcza swobodnne podążanie z nurtem powieści i przyzwolenie na to, aby dać się zaskoczyć, a nawet wystrychnąć na dudka.
"Złodziejka" to dwugłos - narratorką pierwszej części jest Susan, w części kolejnej te same zdarzenia poznajemy z perspektywy Maud. Ten prosty zabieg pozwala obejrzeć intrygę jak pod mikroskopem i zauważyć, że nie tylko Susan, ale również młoda dama z Briar zasługuje na miano tytułowej złodziejki. Część trzecia i ostatnia, z najbardziej wartką, sensacyjną akcją, prowadzi do finału - kaskady kolejnych niespodzianek.
Źródłem literackich atrakcji jest w "Złodziejce" nie tylko fabuła, ale również - a może przede wszystkim - postaci. Waters nie pochyla się zbytnio nad ich tragicznymi losami, zdaje się nie współczuć przesadnie swoim bohaterom, ale zarazem nikogo nie potępia. Ten, zdawałoby się, obojętny dystans łączy się jednak ze zrozumieniem ludzkiej natury, pozwalając na wykreowanie wielowymiarowych, pełnokrwistych postaci. W świecie przedstawionym przez Waters wilki chadzają w owczej skórze - dżentelmeni okazują się łotrami spod ciemnej gwiazdy, złodziejki mają serca miękkie jak wosk, a chciwość walczy o lepsze ze skłonnością do największych poświęceń. To świat, w którym płacz dziecka koi naparstek dżinu, ale serce daje się uspokoić jedynie miłością. Nawet powieściowe rekwizyty kryją drugie dno - z pozoru piękne i cenne woluminy w skórzanych oprawach, kolekcjonowane przez wuja Maud, oferują jedynie sprośną, plugawą treść. Całość jest tutaj czymś więcej niż prostą sumą szczegółów, co sprawia, że opowiadana historia jest bliska życiu, a dzięki temu - prawdziwa. Gdy Dżentelmen zwraca się do Maud, mówiąc:
"Rozejrzyj się, Maud. Podejdź do okna, popatrz na ulicę. To prawdziwe życie, nie powieść. Jest trudne, czasami beznadziejne"*,
nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego słowa to literackie credo Waters, która potrafi pisać tak, że proza i życie zyskują wspólny mianownik. Z drugiej strony, jest w "Złodziejce" miejsce na idealizm i sprawiedliwość, których w życiu często brak. Krzywda daje się tu przekuć w zwycięstwo, sprawiedliwość triumfuje, przynosząc szansę na rehabilitację, odkupienie win i nowy początek. 
Opinia, że "Złodziejka" jest jedynie rozrywką, to również pozory. Pod płaszczykiem frapującej historii, Waters udało się przemycić całkiem współczesne tematy: seksualność, wątek lesbijskiej miłości (tak charakterystyczny dla jej prozy, tutaj pojawia się jedynie w tle), wyzwolenie kobiet spod męskiej dominacji. To dodatkowy smaczek, którego próżno szukać w powieściach z epoki.
"Złodziejka" to proza wysokiej próby, niespodzianka dla tych, którzy lubią literacką jazdę bez trzymanki. Jest jak wąska nitka wody, która leniwie płynie przez Briar, a potem porywa niepostrzeżenie niczym potężna, wzburzona Tamiza. Tak pisałby Charles Dickens i Wilkie Collins, gdyby przyszło im żyć w dwudziestym pierwszym wieku.
Waters, S. (2015). Złodziejka. Prószyński i S-ka, Warszawa
Tytuł oryginalny: The Fingersmith
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
*Ibidem, str. 459

30 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że "Złodziejka" Cię zachwyci :D Wiesz, kiedy tak czytam kolejne recenzje na temat tej powieści, mam ochotę przeczytać ją raz jeszcze - może znajdę coś, czego nie widziałam wcześniej? W każdym razie proza Waters stoi przede mną otworem i, kiedy tylko nadrobię zaległości, mam zamiar się w niej zaczytywać :).
    Do tekstu wkradł Ci się mały chochlik - w 3 akapicie Dżentelmen powinien złożyć propozycję Sue, a nie Maud ;)
    Ps Czy "karuzela z intrygami" powstała pod wpływem Białoszewskiego czy Demarczyk? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogło być inaczej! To chyba najbardziej zaskakująca powieść, jaką czytałam ostatnio (a kto wie, czy nie najbardziej zaskakująca ze wszystkich!).
      Tak, z pewnością można tę książkę czytać wielokrotnie i rozplątywać supły intrygi, które się przeoczyło, ale co z przyjemnością, jaką niesie bycie zaskakiwanym? Chyba że pozwoli się powieści odpocząć, a pamięci - zapomnieć, choć, mam wrażenie, że pierwszemu czytaniu nic nie dorówna ;-)
      Również mam co do Waters ambitne czytelnicze plany - oprócz "Złodziejki", czytałam jeszcze "Niebanalną więź" oraz "Za ścianą", więc trochę jeszcze, na szczęście, zostało. "Za ścianą" przeczytaj, koniecznie, obowiązkowo!
      Chochlik już przegoniony - oczywiście, że chodziło o Sue. Dzięki!
      P.S. Znam wiersz Białoszewskiego, znam wykonanie Demarczyk, ale tytuł posta powstał w głowie. Nawet o "Karuzeli z madonnami" nie pomyślałam, naprawdę :-)

      Usuń
  2. "Złodziejka" marzy mi się już od dłuższego czasu. Szczególnie przyciąga mnie iluzja i gra pozorów. Jeśli przyrównujesz prozę Waters do Dickensa i Collinsa, to tym bardziej brzmi zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waters jest mistrzynią wiktoriańskich klimatów, chociaż w tych bardziej współczesnych czuje się równie dobrze. Polecam również jej ostatnią powieść, "Za ścianą" :-)

      Usuń
  3. Czytałam "Niebanalna więź" tej autorki i pamiętam, że powieść wywarła na mnie dość duże wrażenie. Chętnie zapoznam się wiec z resztą jej książek, zwłaszcza że odkrywanie drugiego a nawet trzeciego dna brzmi zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób to koniecznie, a nie pożałujesz - obiecuję! ;-)

      Usuń
  4. Mam w planach od bardzo dawna. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości znajde nieco czasu na to by się w końcu za nią wziąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Złodziejka" to jedna z tych książek, których lektury nie warto odkładać - jest dość gruba, ale czyta się błyskawicznie, a potem żałuje, że to już koniec! :-)

      Usuń
  5. Bardzo lubię powieści wiktoriańskie, więc... oczywiście się skuszę! Choć okładka bardzo niepozorna. Ale w końcu nie należy oceniać książki po okładce. Mam nadzieję, że ta powieść wpadnie w moje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię skutecznie skusiłam - naprawdę warto.
      Wydawnictwo Prószyński i S-ka publikuje obecnie wszystkie powieści Waters w nowych szatach graficznych. Nie jestem pewna, czy podobają mi się, czy nie, ale wiem jedno - akurat te twarde oprawy są jednocześnie mało trwałe i nieładnie wycierają się na brzegach. A szkoda, bo kolekcja wszystkich powieści Waters to moje marzenie :-)

      Usuń
  6. W audycji, którą podlinkowałm przy swojej notce, Sarah Waters opowiedziała o tworzeniu powieści. Najpierw wymyśliła całą fabułę, a potem dopiero zajęła się tworzeniem postaci. A jednak mimo skoncentrowania się na akcji, psychologiczne portrety postaci wyszły z "Złodziejce" ciekawie i przekonująco.
    Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale miałam wrażenie, że kiedy Maud mówi w książce swoim głosem, to przedstawia się jako osoba bardziej bezwzględna, niż była w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dylemat, za co autorkę docenić bardziej - za fabułę, czy konstrukcję postaci. Bohaterowie (bez wyjątku, ważni i ważniejsi, pierwszo- i drugoplanowi) są złożeni i niewiarygodnie prawdziwi, a to rzadkość w powieściach z tak wartką akcją. Wygląda na to, że Waters jest zarówno świetnym magikiem, jak i psychologiem.
      Myślę, że trudniej byłoby ulepić bohaterów (przynajmniej takich, jak w "Złodziejce"), nie znając uprzednio wydarzeń, w wir których planuje się ich wrzucić. Chociaż, to bardzo ciekawa sprawa, bo na pewno są pisarze, którzy zaczynają od stworzenia postaci, a potem dopisują ich życiorysy.
      Jak teraz o tym myślę, to w pierwszym odruchu chcę się z Tobą zgodzić. Maud ma rzeczywiście mniej litości dla samej siebie i zrozumienia dla własnych postępków, niż Sue. Ale, pamiętajmy, że Maud tylko z pozoru jest damą... To w niej, a nie w Sue, płynie "zła krew", o której wielokrotnie wspomina Waters. Potwierdzałoby to również zakończenie (pisałam już o tym u Ciebie) - Maud nie boi się zanurzyć ponownie w plugawy światek, w którym wyrosła. Robi to dla własnych korzyści, owszem, ale z pełną premedytacją, i, kto wie, czy nie z perwersyjnym upodobaniem tematu ;-). Teza o większej bezwzględności Maud idealnie wpisuje się również w powieściowe "drugie dno" i zamiłowanie Waters do stwarzania literackich pozorów. Mówiąc krótko - uważam, że to Maud jest "czarnym charakterem". A na pewno czarniejszym niż Sue.

      Usuń
    2. Oczywiście, z tym się zgodzę, że to Susan jest tą bohaterką, dla której czytelnik ma więcej sympatii, Maud jest zdecydowanie bardziej diaboliczna (choć nie ze względu na więzy krwi, a właśnie przez swoje wychowanie - przypomnij sobie również jej najwcześniejsze dzieciństwo) i tak - bardziej bezwzględna. Ale sformułowanie "czarny charakter" jest tu zdecydowanie nietrafione ;) To mężczyźni (właściwie wszyscy bez wyjątku) są w powieści czarnymi charakterami, a kobiety, nawet jeśli przybierają role oprawców, są równocześnie, a może przede wszystkim, ofiarami okoliczności, na które nie mają wpływu, a które można ogólnie nazwać męską dominacją. Ale chodziło mi o coś innego. Kiedy Maud zaczyna opowiadać, przedstawia swoją relację z Sue wyłącznie jako grę. A jednak wytworzyła się w tym czasie między nimi jakaś prawdziwa więź, mimo tego, że obie strony przez cały czas miały zamiar wykorzystać tę drugą. Coś z tego, co wydawało się Susan, było prawdą.

      Usuń
    3. Bez wątpienia, to mężczyźni w "Złodziejce" pełnią rolę "tych złych" (swoją drogą, w pozostałych powieściach Waters jest chyba podobnie?). Odrobinę litości miałabym jedynie dla Charliego, pomywacza z Briar - jakby nie było, pomógł Sue, choć bardziej z tchórzostwa, niż ze szczerej chęci poratowania jej z tarapatów. No i nie zrobił tego bezinteresownie, choć jego reakcja na tragedię na Lant Street, również pozwala sądzić, że chłopak nie był z gruntu zły.
      Nie jestem tak wyrozumiała, jak Ty, w ocenie kobiecych bohaterek. Okoliczności łagodzące w postaci męskiej opresji to jedno, a pewna indywidualna dyspozycja do, nazwijmy to, czynienia zła - to inna sprawa. Możliwe, że nazwanie Maud "czarnym charakterem" jest trochę na wyrost, ale miałam na myśli jedynie to, co do czego obie się zgadzamy - że Maud jest charakterem "czarniejszym" niż Sue. Co oczywiste, są w "Złodziejce" więksi plugawcy niż ona.
      Maud, przedstawiając historię ze swojego punktu widzenia, ma nad Sue zdecydowaną przewagę, która zupełnie zmienia jej optykę - ona wie, kim jest Sue i w jakim celu znalazła się w Briar. Czy nie dlatego decyduje traktować dziewczynę z rezerwą, a nawet z pogardą? Niewątpliwie, z czasem zaczyna dostrzegać ich pokrętną wspólnotę losów, może nawet coś więcej, ale to, co wie, nie pozwala jej uwierzyć w szczerość odruchów i uczuć pokojówki. A może i własnych. To chyba dlatego jej opowieść wydaje się bardziej neutralna, a ona sama - bardziej bezwzględna.
      Zakończenie nie pozostawia jednak wątpliwości, że - zaryzykuję stwierdzenie - większość z tego, co wydawało się Susan, było prawdą :-)

      Usuń
  7. Niezwykle intryguje mnie ta książka :) Poza tym z tego wiem jest niezwykle obszerna, a to jeszcze bardziej mnie ciekawi, co jest w środku... Poza tym aż wstyd tego pięknego wydania nie mieć na półce!

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest obszerna, czyta się błyskawicznie, a potem żal, że tak szybko się kończy ;-)
      Jeśli podoba Ci się wydanie, polecam skompletować wszystkie powieści Waters - Prószyński i S-ka właśnie wznawia jej książki w nowej szacie.

      Usuń
  8. Cieszę się, że każda recenzja, którą czytam jest pozytywna. Już się w tę książkę zaopatrzyłam, liczę na dobrą lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję, że się nie przeliczysz! ;-) Czekam na Twoją opinię - miłej lektury!

      Usuń
  9. Wyobraziłam sobie, jak na tę książkę zareagowano by w XIX wieku - chyba tylko zawałami serca i ogólnym zbulwersowaniem :D Podoba mi się to, że historia jest w książce przedstawiana z perspektywy osób, które na pierwszy rzut oka różni wszystko. Mam nadzieję, że będę miała okazję ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno! Chociaż i wtedy istniały książeczki, od których być może i nam, których niewiele jest już w stanie zadziwić, stanęłyby włosy na głowie ;-) Mam na myśli encyklopedię literatury erotycznej Henry'ego Spencera Ashbee, którą napisał pod pseudonimem "Pisanus Fraxi". To właśnie na podstawie jego dzieł, Waters wpadła na pomysł ekscentrycznego wujaszka ze "Złodziejki" i jego niecodziennej pasji.
      I na pierwszy, i na drugi rzut oka bohaterki "Złodziejki" różni wiele, ale potem okazuje się, że... Nie, nic nie zdradzę, przekonaj się sama :-)

      Usuń
  10. Tak dużo stron w ogóle mnie nie zniechęca. A nieszablonowość tej książki bardzo zachęca. Zapisuję sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po lekturze człowiek żałuje, że nie było tych stron jeszcze więcej ;-) W takim razie-miłej lektury!

      Usuń
  11. Przez chwilę musiałam się zastanowić czy tę ksiażkę warto czytać, ale ostatecznie stwierdziłam, że tak! Taka niebanalna fabuła (jak mi się wydaje) zachęca i to bardzo...

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o książki Waters, nie warto tracić ani chwili na zastanawianie się, czy warto je czytać - trzeba czytać bez wahania :-)

      Usuń
  12. Aż wstyd, ale nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki - uwielbiam jednak książki w klimacie wiktoriańskim, choć nie miałam okazji przeczytać zbyt wiele naprawdę dobrych powieści osadzonych w podobnych realiach, więc po twojej recenzji "Złodziejka" wskakuje na szczyt listy :)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to "Złodziejka" jest wyborem najlepszym z możliwych. Polecam jeszcze "Niebanalną więź" Waters - jak i wszystkie pozostałe powieści autorki!

      Usuń
  13. Waters to moje „must have and read” odkąd pierwszy raz usłyszałam o tej pisarce. To „must” jest jednak umowne, bo twórczość Waters wciąż poznaję tylko dzięki recenzjom. Chyba poproszę Mikołaja o to, żeby pomógł mi to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrób, koniecznie! Obok tylu zachęt (opinie o powieściach Waters są w większości pozytywne) nie sposób przejść obojętnie ;-) Ale tak czy siak, najlepiej sprawdzić samej. Gorąco polecam :-)

      Usuń
  14. To powieść, która zapada w pamięć ! Bardzo lubię takie klimaty i .. fabularne niespodzianki !
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespodzianek tutaj rzeczywiście nie brakuje :-) To z pewnością jedna z najbardziej zaskakujących książek Waters, a kto wie, czy nie najbardziej zaskakująca, jaką kiedykolwiek czytałam!

      Usuń