Strony

30.09.2015

Książka na kozetce #2. O stereotypach, uproszczeniach i innych książkowych schematach

Ludzki umysł jest leniwy, ale sprytny. Wobec ogromu danych, automatycznie przełącza się na tryb "oszczędzania energii". Aby zrozumieć złożoną rzeczywistość, nierzadko wybiera drogę na skróty i korzysta z gotowych wzorców. Stereotypy to uproszczone "obrazy w naszych głowach"*, które, na wzór szablonu, "przykładamy" do konkretnych sytuacji społecznych. Dzięki stereotypom nie musimy analizować nieprzebranych ilości informacji, żeby otrzymać, co prawda uproszczony, ale często wystarczający do poznania świata skrót. Włosi są pogodni i uwielbiają makaron, blondynki są głupie, rude-wredne, a na dodatek kobiety są gorszymi kierowcami od mężczyzn. Prawda? Niekoniecznie. To stereotypowe uogólnienia, od których są wyjątki. Przecież Luigi to straszny smutas, jasnowłosą Irenę przyjęli do Mensy, a Bożena bierze udział w rajdach samochodowych.
Stereotypy istnieją nie tylko w naszych głowach. Literatura, na podobieństwo naszych umysłów, czasem upraszcza świat, zamiast oddawać jego złożoność, uogólnia, zamiast brać szczegół pod lupę, przekłamuje, żeby trafić w czytelniczy gust. Stereotypy oraz uparte powielanie wciąż tych samych, ogranych chwytów to właśnie to, co - oprócz ich wysokiej ceny - irytuje mnie w książkach najbardziej.
Oto lista najbardziej popularnych książkowych schematów, które wytropiłam w niedawnych lekturach.
1. ODWRÓCONA BRIDGET JONES: ON CHCE, ONA - NIE
Źródło
Kobiety chcą bardziej. Pragną ślubu, zależy im na związkach, dzieciach i rodzinnym ognisku. Tyle stereotyp. A co na to literatura?
Jeśli wierzyć współczesnym książkom o miłości, następczynie Bridget Jones zastrajkowały. Nie uganiają się już za Markiem Darcy'm, nie noszą wyszczuplających majtasów, ani nie pocieszają się po miłosnych niepowodzeniach, obżerając lodami i fast-foodem. Role się odwróciły - teraz to on chce, a ona - nie. Ach, te ckliwe historie z półki z napisem "chic lit", w których to mężczyźni siłą ciągną do ołtarza zapierające się rękami i nogami kobiety! Ach, te dzisiejsze romansidła, w których to chłopcy usychają z miłości, a wredne dziewczyny śmieją im się w nos! Książko, dlaczego?! Czy to sposób na odwrócenie niekorzystnego stereotypu kobiety, według którego jej jedynym życiowym celem jest złowienie męża? Czy to po to, aby ów pogląd odczarować, pokazać, że jest nieaktualny? Być może. Intencje - chwalebne, wykonanie - mniej. Czy, za wyjątkiem książek z gatunku sci-fi, literatura musi na siłę wyprzedzać rzeczywistość?

2. PO MIŁOŚĆ NA PROWINCJĘ (GDZIE ROLNIK SZUKA ŻONY)
Źródło
Motyw ucieczki z miasta na wieś rozmnaża się w książkach przez pączkowanie. Migrują wszyscy, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet po przejściach. Po rozwodzie, ze złamanym sercem i solennym przyrzeczeniem trzymania się z dala od męskiego rodu, bohaterki zaczynają nowe życie w sielankowej scenerii. Początki bywają trudne, ale - jak zwykle - wszystko dobrze się kończy. Okazuje się bowiem, że na każdej (literackiej) wsi jest przynajmniej jeden mężczyzna do wzięcia. I nie jest to rolnik, który szuka żony! To nauczyciel, lokalny biznesmen, policjant (ten ostatni dlatego, że motyw ucieczki z "wielkich aglomeracji" coraz częściej staje się w książkach zalążkiem kryminalnej intrygi, kończącej się, rzecz jasna, zamążpójściem lub przynajmniej gorącym romansem).
Świat rozszerza się na naszych oczach. Podróżujemy, zwiedzamy, przekraczamy granice. Literacki motyw podróży to żadne novum, ale skala jego wykorzystywania - już tak. Bohaterki emigrują nie tylko z miast na wieś. W poszukiwaniu szczęścia zwiedzają świat wzdłuż i wszerz (jak w głośnym bestsellerze Elizabeth Gilbert - "Jedz, módl się, kochaj"). Podobno od samego siebie uciec się nie da, więc co pcha nasze bohaterki w świat, dlaczego nie mogą być szczęśliwe "tu i teraz"? Czy chodzi o samą ideę ruchu, zmiany, wyprawy, od zawsze kojarzoną z nowym początkiem? Tak czy inaczej, bywa miło, i trochę nudno zarazem. Przeprowadzki to zwykle nic przyjemnego. Ile razy można o nich czytać?

3. SINGIEL - PRZEJŚCIOWY STAN SKUPIENIA
Źródło
Zewsząd słychać, że bycie singlem to wybór. Może być na krócej, na długo, albo - zwłaszcza, gdy się życie po drodze zapętli - na stałe. Literatura uparła się jednak, że singiel to stan przejściowy, a wszyscy, którzy pary nie mają, desperacko pragną ten stan rzeczy zmienić. Osoby wolne znajdują więc w książkach swoje drugie połówki, nawet, gdy wcale ich nie szukają (a może zwłaszcza wtedy).
Dlaczego każdą pannę i każdego kawalera trzeba literacko wyswatać? Czy to przez inklinację to "happy endów", czyli odwiecznego "i żyli długo i szczęśliwie"? A jeśli ktoś sam, w pojedynkę, to już "długo i szczęśliwie" nie może? Marzą mi się wszystkie odcienie szarości w powieściach o singlach. Chciałabym, żeby na ostatniej stronie książki bohater odszedł czasem w siną dal - solo. I żeby nie był przy tym złamany nieszczęściem i zgarbiony pod brzemieniem samotności. Dla kontrastu, dla odmiany i literackiego poszanowania mnogości form nie tylko współistnienia, ale po prostu - istnienia.

4. WSPÓŁCZESNY SHERLOCK MA KACA
Źródło
Zmieniają się narzędzia zbrodni i same zbrodnie, inne są więc dzisiejsze kryminały. Postać detektywa staje się w nich często ważniejsza, niż zagadka pt. "kto zabił". I nie byłoby w tym nic dziwnego (tradycji powieści detektywistycznych nieobcy jest prymat bohatera nad kryminalną intrygą), gdyby nie wspólny rys charakterologiczny naszych Sherlocków. Coraz rzadziej praca to dla nich powołanie, coraz częściej - ucieczka przed nieudanym życiem osobistym (rozwód w tle - mile widziany). Dawne życie - koniecznie w gruzach, a teraz papieros za papierosem i zimne spojrzenie. Do tego skomplikowane relacje z byłą żoną i obecną kochanką, zmęczenie graniczące z apatią i umysłową ociężałością, która - jakimś cudem - pozwala jednak Sherlockowi posuwać śledztwo do przodu. 
Dlaczego detektywi nie mogą być pełni energii i zapału do pracy? Dlaczego tak rzadko są postrachem dla nieuchwytnych zabójców? Być może komisarz po przejściach lepiej komponuje się z krwawą intrygą dzisiejszych kryminałów. A może nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go? Jakby nie było, współczesny detektyw przechodzi kryzys i czasem lepiej, żeby zamiast iść do pracy, wybrał się do psychologa.

5. MOGĘ WSZYSTKO, CZYLI W MATNI PORADNIKÓW DLA SUPER-BOHATERÓW
Źródło
Zmieniły się czasy, zmieniają przepisy, mówiące, jak żyć i z nowym dawać sobie radę. W modzie jest sukces, a ten rodzi się z wiary w siebie. A przynajmniej tak chcą dzisiejsze poradniki. Nawet vademecum sprzątania czy samouczek gry w brydża mimochodem wzbogacają nas w poczucie wszechmocy i omnipotencji. Przekonują, że zwracając uwagę na szczegóły, z łatwością zmienimy całokształt. Zmień fryzurę, powiększ (lub zmniejsz) biust, a będziesz miała szczęście w miłości! Naucz się chińskiego w weekend, a dostaniesz podwyżkę! Posprzątaj mieszkanie, a znajdziesz życiowe spełnienie! - krzyczą. 
Bezpiecznie żyć w świecie, w którym na wszystko znajdzie się rada, a problemy mają swoje gotowe rozwiązania. Stosujemy się do podręcznikowych dekalogów, zmieniamy dietę, sprzątamy mieszkanie, uczymy się gry w szachy i sztuki autoprezentacji, licząc, że zmieni się nasze życie. I co? I często - nic. Myślenie magiczne, które poradniki sprzedają w pakiecie z niewinnymi instrukcjami, często rozczarowuje. Prawdziwa zmiana to złożony, długotrwały proces, znacznie trudniejszy niż posprzątanie łazienki. Nie ma nic złego w budowaniu wiary we własne siły. To prawda, że czasem małe zmiany bywają początkiem rewolucji, ale lepiej, żeby poradniki pozostały jedynie poradnikami. Kompendium wiedzy o tym, jak czytać poradniki i nie zwariować? Poproszę!
* Pojęcia "obrazy w naszych głowach" ("pictures in our heads") użył Walter Lippman, uznawany za twórcę teorii stereotypu.

43 komentarze:

  1. Mnie się wydaje, że Polacy czytają i to sporo. Co wsiądę w komunikację miejską, to widzę książki. A korzystam z niej codziennie. No to raczej nie oglądają literek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne wrażenia. Dlatego coraz częściej zastanawiam się, czy te ponure dane o polskim czytelnictwie nie są trochę przesadzone... Możliwe, że wnioskujemy głównie z poziomu sprzedaży książek, a tu - wiadomo. Ale są biblioteki i książki pożyczane sobie wzajemnie, które zyskują po kilka żyć.

      Usuń
  2. Ja również uważam, iż ludzie w naszym kraju czytają sporo i Eda nie jest tak źle. Ja nawet zauważyłam modę na czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozbawił mnie Twój wybór książkowych stereotypów :) Tak, szczególnie punkt drugi jest dla mnie irytujący. Nie na każdej wsi znajdzie się godny pożądania mężczyzna do wzięcia, remonty nie robią się same i bardzo niekorzystnie wpływają na manicure, a bycie "panią z miasta" wcale nie uprawnia do zajęcia miejsca na czele lokalnej społeczności, ale jakoś wciąż i wciąż jesteśmy przekonywani, że jest odwrotnie. Co do punktu trzeciego, to nie do końca się z Tobą zgodzę. No i nie zgodzę się co do samych stereotypów, bo wydaje mi się, że wrzucasz je do jednego worka z faktami statystycznymi. U źródeł stereotypów czasem leżą fakty statystyczne, choć czasem są to po prostu popularne opinie wyssane z palca. "Blondynki są głupie" to stereotyp nie mający żadnego potwierdzenia w faktach, ale już w przypadku "mężczyźni są lepszymi kierowcami od kobiet" można się zastanawiać, bo na przykład słyszałam o badaniach, które wykazały, że mężczyźni szybciej i precyzyjniej manewrują na parkingu. Co oczywiście nie oznacza, że każdy mężczyzna zaparkuje lepiej od każdej kobiety albo że nie ma kobiet, które parkują po mistrzowsku. Z kolei jest faktem, że kobiety dużo rzadziej są sprawcami wypadków drogowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, remonty i manicure nie chodzą w parze i to akurat na pewno nie jest stereotyp ;-)
      Powiedziałaś to, co miałam zamiar napisać, zanim doczytałam Twój komentarz do końca - kluczem do każdego stereotypu jest świadomość różnic indywidualnych. Chłopcy są lepsi z matematyki od dziewczynek? Mężczyźni prowadzą auto lepiej? Pytanie brzmi: który mężczyzna jest lepszy od której kobiety, lub który uczeń od której uczennicy.
      Co do przykładu z mężczyzną za kółkiem - pełna zgoda. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy pojęcie "dobrego kierowcy". Dla mnie obok umiejętności manewrowania pojazdem i sprawnego parkowania, liczy się bezpieczeństwo jazdy. Dlatego przykład umieściłam, bo w tym kontekście jest on według mnie czymś więcej niż "obiektywną prawdą" tudzież faktem statystycznym.

      Usuń
    2. Mogę jeszcze coś dorzucić? Bo mnie się wydaje, że to "mężczyzna lepszym kierowcą niż kobieta", właśnie w badaniach tego typu, nie do końca jest ogólnym, "dużym" stwierdzeniem, ale pokazuje raczej, w jakich elementach tego bycia kierowcą (wszak nie chodzi tylko o obsługę techniczną samochodu, płynność jazdy, orientację w terenie, parkowanie, i tak dalej -- bycie kierowcą składa się z wielu elementów) lepsze predyspozycje posiada która płeć. Przy czym nie wiem, na ile uwzględnia się tam zmienne, bo wtedy wychodzi czasem, że na przykład starsze kobiety są lepszymi kierowcami niż młodzi mężczyźni i tak dalej.

      @Tarnina -- z tą wsią to dokładnie, dokładnie tak. Pozwolę sobie tu od razu jeszcze dopowiedzieć coś do komentarza niżej: że wieś się owszem, w polskiej literaturze eksploruje, ale na różne sposoby. Chick lit, z tymi kobietami ruszającymi na wieś, odkrył ją stosunkowo niedawno i właśnie na takich dziwacznych warunkach, na jakie trafnie zwraca uwagę Tarnina.

      Usuń
    3. Właśnie! "Panie z miasta" nie mają przecież w książkach problemów z adaptacją do lokalnej społeczności (mimo iż często pierwszy raz w życiu np. widzą krowę, że o uprawie roli nie wspomnę), a zamiast pełnych politowania uśmieszków wzbudzają pełne życzliwości zainteresowanie. Widać wieś w polskiej świadomości wciąż mocno kojarzy się z sielanką i idyllą :-)

      Usuń
    4. O, ale często i jest to taka wieś, która pomaga naszej bohaterce, bo ją podziwia, jaka to ona piękna i mądra, podczas gdy na wsi co druga bohaterka ma na imię Andżelika i gdzie jej tam do naszej heroiny pod każdym względem! To mnie zawsze bardzo drażni, bo to jest sielanka kosztem innych postaci.

      Usuń
    5. Jakby nie było, literatura może okazać się tu prorocza. Według prognoz, za 20 lat ma się ponoć wyludnić większość dużych polskich miast (poza Warszawą i Krakowem). Wszyscy będziemy wędrować na wieś, rzekomo na dobre zmęczeni tempem życia i rozpadem relacji - konsekwencjami życia w mieście. I wtedy na pewno żaden rolnik nie będzie już musiał szukać żony w TV ;-)

      Usuń
    6. Za ten wtręt statystyczny to przepraszam, ale jestem z wykształcenia ekologiem ewolucyjnym/behawioralnym, statystyka jest jednym z głównych narzędzi pracy w tej dziedzinie, a kwestie, jakie są kobiety/mężczyźni i dlaczego, mieszczą się w obszarze jej zainteresowań ;) Problem ze stereotypami pojawia się wtedy, jeśli na podstawie uogólnień wyciągamy wnioski co do do przypadków indywidualnych, nie zdając sobie sprawy, że "w większości", "na ogół", "średnio" to nie znaczy zawsze. Np. często można się spotkać ze stwierdzeniem że na blogach książkowych to TYLKO stosiki i zachwyty nad bardzo podrzędną literaturą. Nie jestem pewna, jak się sytuacja przedstawia procentowo, ale wszystkie blogi, które ja odwiedzam zaliczają się do zupełnie innego gatunku (a stosiki też mogą być różne ;)).

      A jeśli chodzi o ten idylliczny obraz wsi - to się chyba zaczęło od Toskanii, a dopiero potem przywędrowało na nasze rozlewiska ;))

      I błagam, nie straszcie mnie, że mi się za chwilę pół Polski pod płotem osiedli! Ciekawe, że w tych książkach bohaterki zawsze osiedlają się w takich miejscach, że nikt im przez płot na podwórko nie zagląda, a to zupełnie nie ma potwierdzenia w realiach polskiej wsi.

      Usuń
    7. Blogi są po to, żeby dyskutować, a skoro można o literaturze, to dlaczego nie o statystyce? ;-) Chyba zainspirowałaś mnie do wpisu na temat stereotypów dotyczących książkowej blogosfery. Ale trochę się obawiam, że temat mógłby wywołać bardzo (!) gorącą dyskusję.
      Odnoszę podobne wrażenie - najpierw chwaliliśmy cudze (toskańskie) wiejskie azyle, dopiero potem doceniamy własne (napisałam o tym poniżej, w odpowiedzi Pyzie Wędrowniczce).
      Dla mnie te migracje - przewidywane przez statystyczne urzędy - byłyby akurat na rękę, bo moje piękne, ale zatłoczone miasto trochę daje mi w kość ;-)

      Usuń
    8. Ano właśnie -- chyba w tym leży problem, że przekłada się bardzo łatwo statystki na pojedyncze egzemplarze (nie wiedziałam, to tak na marginesie, że statystyka jest taka istotna w ekologii ewolucyjnej -- mogłam się teoretycznie domyślić, ale to jest bardzo ciekawe jednak, dowiedzieć się czegoś takiego przy okazji :)).

      Zapewne macie rację z tymi przenosinami trendu z Toskanii na Mazury, ale mnie irytuje w tym toposie jeszcze jedna rzecz: jak ta wieś wygląda. Bo to jest zazwyczaj taka wieś uniwersalna, która najbardziej przypomina, czy ja wiem co, taką wypraną hybrydę dziwnych przyzwyczajeń, wspomnień z wakacji u babci z lat 80., opowieści o dwudziestoleciu międzywojennym, programu publicystycznego po Wiadomościach i do tego wszyscy tam mówią dziwną gwarą, stylizowaną najczęściej na góralszczyznę. I nagle się okazuje, że ta nasza bohaterka z miasta to jest jakby z innego świata, jeśli nie gatunku. To mnie tak strasznie drażni.

      Usuń
    9. Marto, tak teraz zauważyłam, że już tę uwagę o Toskanii wcześniej napisałaś, ale dyskusja tak wre, że nie zdążyłam wcześniej przeczytać wszystkich komentarzy.
      Ha, ja sobie obiecałam, że nie będę zamieszczać wpisów dotyczących blogosfery książkowej. Bo to jest co prawda sposób na wywołanie ożywionej (bardzo) dyskusji, ale chyba niczemu nie służącej. Powzięłam to postanowienie po tym, jak w zeszłym roku uczestniczyłam w zjeździe blogerów na targach książki w Krakowie. Oj, jaka burza przeszła na blogach po tym spotkaniu, a wydarzenie było z gatunku tych, które lepiej pominąć milczeniem ;)

      Pyzo, tak, w każdej ekologii :) A w ogóle to walka ze stereotypami powinna się zacząć chyba właśnie od nauki statystyki w szkołach.
      Tak, myślę, że te opowieści o dwudziestoleciu międzywojennym wiodą prym. Ale zapewne wszędzie jest Internet ;)

      Usuń
    10. Otóż to, dyskusje są ok, pod warunkiem, że nie są zbyt gorące ;-) Raczej więc nie zaryzykuję, tym bardziej, że jestem w blogosferze nowa i wciąż ją poznaję. Chociaż, o literaturę to bym mogła i chciała się kiedyś na blogu pokłócić ;-)

      Usuń
  4. Nad tym detektywem to żeśmy się z dziewczynami kiedyś zastanawiały, chyba pod wpisem Ćmy książkowej ;). Bo to się jednak strasznie rzuca w oczy: te złamane serca, kariery, małżeństwa i odkorkowane butelki ;).

    Naprawdę ten schemat "odwróconej BJ" jest taki popularny? Bo schemat nieodwrócony spotykam dość często -- a tego jakoś nie umiem znaleźć teraz w pamięci w ogóle (a dla równowagi by się przydał).

    Co do wyprowadzki na wieś -- mnie się wydaje, że to właśnie ta wieś jest taka szczególna, że nasz rodzimy chic lit odkrył wieś i ją teraz eksploruje. W tym sensie, że wieś przestała być nieatrakcyjna -- a zaczęła nagle się stawać jakimś Eldorado, a co więcej: na tym tle nasza piękna, miejska, wykształcona bohaterka błyszczy. Argh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to w ogóle jest przykład na obecność jakiegoś głębszego kryzysu męskości, któremu przygląda się literatura? Kryminały są bardzo popularne, i męski bohater, jakiego znamy z literatury współczesnej, to często właśnie policjant/detektyw/komisarz śledczy itp. Może więc nie tyle chodzi o kryzys pracowników branży detektywistycznej, ale o coś głębszego (myślę "na gorąco", równolegle z pisaniem, ale być może to jakiś trop do rozwiązania zagadki "zmęczonego Sherlocka")?
      "Odwrócona Bridget", jeśli nawet pod względem popularności nie dorównuje jeszcze liczbie wersji tradycyjnej kobiecości, obecnej w literaturze, to chyba wszystko jeszcze przed nami. W USA w pop-kulturze to "odwrócenie ról" zaczęło się na dobre chyba od "Seksu w wielkim mieście" (książka plus serial), a teraz my to literacko przenosimy na nasze pole. Ostatnio wpadła mi w ręce książka pt. "Przypadki pewnej desperatki" Magdaleny Wali, gdzie przystojny, bogaty ideał, szaleńczo zakochany w swej dziewczynie, chce zakładać rodzinę, a ona... no cóż. To przykład pierwszy z brzegu (bardzo dosłowny), ale niezależnych singielek po trzydziestce, które nie chcą męża, jest więcej - np. seria "Literatura w spódnicy" Axel Springer. Czytałam, że w Stanach modny jest teraz trend "bridezillas" - dziewczyny nie chcą już kariery i awansów, ich marzenia są na powrót zwyczajne: dom, mąż, dzieci. Bridget więc i do nas pewnie jeszcze wróci, na razie tkwimy w fazie "wyzwolonej kobiety sukcesu" (bo zachodnie trendy łapiemy zwykle z opóźnieniem).
      Wiejska literacka przeprowadzka to też, mam wrażenie, pomysł zachodni (np. książki Marleny de Blasi, Frances Mayes - słynne "Pod słońcem Toskanii"). Choć przecież literacko Polacy wieś eksplorują nie od dziś - "Wsi spokojna, wsi wesoła!" ;-)

      Usuń
  5. O, naprawdę teraz w książkach to panowie ciągną siłą panie do ołtarza? Chyba dawno nie czytałam żadnej obyczajówki i już wypadłam z tematów :D Ale z tymi detektywami po przejściach przyznaję rację. Gdzie ci młodzi, z pomysłami, pełni entuzjazmu, gotowi poświęcić się dla sprawy?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mam wrażenie, że "odwrócenie ról" na dobre zagościło również w rodzimych obyczajówkach.
      Detektywi cierpią, ale, przyznać trzeba, pracę mają wyczerpującą. "Gdzie ci mężczyźni... prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy?!" ;-)

      Usuń
  6. Rany, jak ja nie trawię Bridget Jones i tych wszystkich historyjek, w których dorosłe kobiety zachowują się jakby postradały rozum, kiedy na widoku pojawia się przystojny facet. Myślę, że odwrotna konfiguracja też by mnie drażniła, ale przyznam, że nie mogę sobie przypomnieć, bym czytała książkę, w której to mężczyzna chce zaciągnąć kobietę przed ołtarz. Mogłabyś podrzucić parę tytułów? Może mi się pamięć odświeży :)

    Powieści z wątkiem ucieczek na prowincje też mnie koszmarnie irytują. Są tak schematyczne, że głowa boli. Ona jest po przejściach, więc wyjeżdża na wieś, a tam sielsko i przyjacielsko, a na dodatek na bohaterkę czeka atrakcyjny weterynarz :P

    O postaci detektywa mogłabym rozmawiać godzinami, bo okazuje się, że denerwuje nas to samo w nowych kryminałach. Ze świecą szukać policjanta, który wiedzie udane życie rodzinne. Zamiast tego musi być wiecznie skacowany, w depresji, z trudnymi relacjami z dorastającymi dziećmi itd. Aż dziw bierze, że taki bohater jest w ogóle w stanie łapać zbrodniarzy.

    Do Twojej listy dodałabym jeszcze tak powszechne trójkąty miłosne. W wielu powieściach bohaterowie po prostu muszą zakochać się w tej samej kobiecie, a ona oczywiście będzie rozdarta pomiędzy nimi itd. Szczerze nie znoszę tego motywu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najnowszą książką z serii "odwróconej" Bridget są np. "Przypadki pewnej desperatki" Magdaleny Wali. Tam przykład z inteligentnym, przystojnym, majętnym Romeo, który naprzykrza się Julii i ciągnie ją do ślubu, jest potraktowany dosłownie (pisałam o tym 3 komentarze wyżej). Ale obok jest multum książek, w których pojawiają się wyzwolone singielki po 30-stce, które chcą kariery, a nie pieluch i prania męskich skarpetek. To też podobny schemat. Świetnie jest to wszystko opisane w pewnym blogowym artykule, na który trafiłam przypadkiem: http://malvina-pe.pl/post/332-samotni-mezczyzni-i-zajete-kobiety.
      Idźmy dalej: są książki o mężczyznach, którzy pragną miłości, przez mężczyzn pisane (np. "Pożądanie mieszka w szafie" Piotra Adamczyka - bardzo polecam!), są książki, których autorkami są kobiety, bohaterkami też kobiety, ale coraz bardziej w swych zachowaniach i stylu życia przypominające mężczyzn (np. "Nocne zwierzęta" Patrycji Pustkowiak).
      Tak, mamy całe mnóstwo książkowych schematów. Miłosny trójkąt to klasyk, obecnie traktowany nierzadko jako wzmocnienie "odwróconej Bridget", która - biedactwo! - musi się odganiać od kilku, nie tylko od jednego adoratora ;-)

      Usuń
    2. Tak, tę książkę akurat kojarzę, bo niedawno recenzje mi mignęły, innych raczej nie, niemniej rzeczywiście jest tego sporo! Brr na samą myśl już mi się odechciewa czytać.

      Usuń
    3. Można czasem i o naszej polskiej Bridget poczytać, choćby po to, żeby sprawdzić, jak nas w literaturze malują ;-) W końcu literatura to lustro, które pisarz po świecie obnosi.

      Usuń
  7. Właściwie to mogę wypowiedzieć się tylko na temat stereotypu w kryminale - unikam wszelkich książek z romansem w tle, a tym bardziej takich, które są schematyczne. Te, które odchodzą od utartych wzorców, tym bardziej u mnie zyskują - przykładem jest "Intryga małżeńska" (jestem zakochana w tej powieści i pewnie przez dłuższy czas będę gadać o niej non stop), która stanowi pewnego rodzaju dekonstrukcję schematu romantycznego.
    Co do kryminału - w tym gatunku zaszła spora zmiana. Kiedyś detektyw był bohaterem bez skazy: inteligentny, przenikliwy, dobry ( np. polski Joe Alex). Teraz jednoznacznie moralny bohater byłby całkowicie nieprawdopodobny, pozbawiony człowieczeństwa. Dlatego znamy brutalnych, wiecznie pijanych, brzydkich zewnętrznie i wewnętrznie detektywów, którym bliżej do świata zbrodni niż do czystych domków w dobrej dzielnicy. Z tego powodu coraz lepiej rozumieją przestępców, nierzadko bratają się z nimi - jak w prawdziwym świecie. Właściwie to mogłabym rozpisywać się o tym w kółko ^^ - moja praca magisterska dotyczyła zła w prozie kryminalnej, a więc między innymi zła w głównych bohaterach. Ale prawdą jest, że autorzy trochę zapętlili się w tym nowym schemacie. Myślę, że niebawem wykombinują coś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, proza Jeffrey'a Eugenidesa (bo ją masz na myśli, prawda?) jest arcyciekawa sama w sobie, a dodatkowo łamie znane schematy w mądry, niesztampowy sposób. Tego autora odkryłam jakiś czas temu i, podobnie jak Ty, jestem zachwycona ("Przekleństwa niewinności" również bardzo mi się podobały, tak na papierze, jak i na ekranie, co nie zdarza się w moim wypadku zbyt często, bo zwykle prym wiodą u mnie lektury, a nie ich ekranizacje).
      Szczerze zazdroszczę tematu pracy magisterskiej! Pisanie rozprawy musiało być czystą przyjemnością :-) Stereotyp policjanta to niekoniecznie przykładny tatuś i mąż w pięknym domku z ogródkiem, ale mimo wszystko ci złamani psychicznie detektywi są boleśnie schematyczni i powtarzalni. Zastanawia mnie, czy ten ich wspólny rys charakterologiczny nie jest przypadkiem literackim odbiciem kryzysu męskości w ogóle. Ale być może to już zbyt daleka interpretacja.
      Kiedyś na pewno wyewoluuje nowy typ bohatera kryminałów. Obawiam się tylko, żeby nie było to nowe wcielenie Bridget Jones z fajką, lupą i koltem za paskiem spódnicy ;-)

      Usuń
    2. Tak, dokładnie tego pana mam na myśli! Nie mogę się otrząsnąć po lekturze "Intrygi małżeńskiej" jednocześnie ciągle myśląc o niedawno wydanym wznowieniu "Middlesex". Nie tylko pięknie pisze - tak rzadko zdarza mi się wejść bez zastanowienia w przedstawiony świat - ale dodatkowo igra z czytelnikiem, każe mu myśleć! "Przekleństwa niewinności" rzeczywiście w obu formach były świetne, co mnie też zadziwia, bo ekranizacje zwykle są dla mnie zbyt niedoskonałe. Więc doskonale rozumiem, co masz na myśli.
      O tak, moja pani profesor była bardzo wyrozumiała, ale też z chęcią czytała o Lecterze, Lisbeth Salander i innych :) Ostatnio czytałam retro-kryminał "Dzieci gniewu" i, o dziwo, główny bohater był przykładnym mężem, ojcem i dobrym policjantem, który stara się nikomu nie wadzić. I było to dziwne doświadczenie, jakby podróż dotyczyła nie tylko historii ale także literatury. Bohater był starym typem gentlemana, schludnie ubranego człowieka o nienagannych manierach. W dzisiejszych czasach taki bohater, choćby nie wiem jak świetnym byłby śledczym, nie dopasowałby się do społeczeństwa. Mężczyźni (a właściwie nie tylko oni) w pracy - każdej pracy, w tym też policyjnej - gryzą się wzajemnie, są okrutni i uczestniczą w wyścigu szczurów. Miły chłopiec nie dałby rady. Z tym kryzysem męskości coś może być, choć to chyba dyskusja na inny raz :)
      Nawet nie chcę myśleć o czasach, w których to kobieta (oczywiście poszukująca zarówno mordercy jak i męża) będzie nowym schematem w prozie kryminalnej. Uwielbiam takie bohaterki jak Salander, bo jest ona androgyniczną postacią uosabiającą cechy męskie w kobiecym ciele, silna i krucha jednocześnie. Jednak niewiele jest postaci kobiecych w kryminałach, które do mnie przemawiają. Dlatego liczę na to, że nie będzie to kolejna Bridget ;)

      Usuń
    3. "Dzieci gniewu" już wrzuciłam w wyszukiwarkę - lubię kryminały z historią w tle, a tu akcja umieszczona jest na dodatek w przełomowym momencie dziejów. Dodatkowo, skoro to detektyw-dżentelmen, w typie prawdziwego Sherlocka, to skuszę się tym bardziej. To może być dobra odtrutka na tych wszystkich zmęczonych życiem policjantów...
      A co do śledczych w spódnicy - niedawno pojawiła się polska panna Marple, a mianowicie Zofia Szczupaczyńska z "Tajemnicy Domu Helclów" Dehnela i Tarczyńskiego. Powieść to kryminał vintage i zabawny pastisz w jednym - wątek tropienia zagadki kryminalnej przez kobietę wypadł tam bardzo zgrabnie. No i mamy kobietę-profilerkę, czyli Saszę Załuską z kryminałów Katarzyny Bondy. O ile w przyszłości schemat kobiet-policjantek zostałby mądrze rozegrany, to osobiście chętnie czytałabym takie kryminały :-)

      Usuń
  8. Pewnie nie czytam tylu obyczajówek, żeby tu błysnąć jeszcze jednym stereotypem,ale tak sobie czytam Waszą dyskusję i zastanawiam się czy np. kryminał sprawdza się z detektywem, który jest ułożony, jest wierny żonie i przepuszcza staruszki w drzwiach. Oczywiście szanujemy takich ludzi,ale czy są dobrymi bohaterami kryminałów? Chyba tak przesiąknięta jestem stereotypem detektywa po przejściach, że oglądając np. film "Mentalista" (widziałam tylko kilka odcinków) zastanawiałam się czego się on tak ciągle uśmiecha? I zaczął mnie denerwować;)
    Co do wizerunku polskiej wsi - też mnie uwiera w polskiej literaturze. Jestem pod wielkim wrażeniem książki "Guguły" Grzegorzewskiej, która pokazuje wieś (z czasów PRL- u, co prawda) - ale jakiż to jest obraz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, w stereotypie policjanta/komisarza śledczego/detektywa jest miejsce raczej tylko na twardą skórę i tradycyjną męskość. Ale dlaczego taki ktoś musi zarazem cierpieć z powodu nieudanej przeszłości, topić smutki w alkoholu itp.? Są (gdzieś na pewno ;-) ) mężczyźni, którzy sprawdzają się w wymagającej pracy, a poza nią potrafią być... hmm, bardziej "kobiecy" i życie mieć w miarę spokojne.
      O "Gugułach" nie słyszałam, ale już sobie co nieco o książce poczytałam - to może być dobra rzecz! Może pomoże odczarować schematyczną polską wieś :-)

      Usuń
    2. Książka bierze udział w ścisłym finale Nagrody Nike. Nie, żeby to był jakiś wyznacznik i cel, którym się trzeba kierować. Trafiłam na książkę, bo miałam napisać tekst o finalistach tej Nike. I stwierdziłam, że większość książek znam, a "Gugułów" nie. Przeczytałam i przepadłam:) Pokochałam...

      Myślę i myślę o takim bohaterze, który po godzinach pracy ma normalne życie i raczej nie widzę nic na horyzoncie... Natomiast od razu nasuwa mi się inny stereotyp - jeżeli już taki np. detektyw ma żonę i dziecko, prowadzi normalne życie - z ekranu zaczyna kapać mi na dywan skroplona słodycz - to zaczynam mieć dreszcze, bo jest pewne, że za dwie minuty żona i dziecko zostaną uprowadzone lub co gorszego. Brrr.

      Usuń
    3. Z nagrodami różnie bywa, wolę kierować się marketingiem szeptanym ;-). A skoro mówisz, że warto, to poszukam tego tytułu.
      Wychodzi na to, że trudno stworzyć detektywa "idealnego". Zresztą, pewnie takich nie ma w ogóle - ani w książkach, a ni w życiu...

      Usuń
  9. Z racji tego, że czytam dużo kryminałów, często spotykam się z takim typem detektywa, o jakim piszesz. Irytujące. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trzeba wziąć w końcu sprawy we własne ręce i napisać powieść o szczęśliwym detektywie ;-)

      Usuń
    2. Czyżby szykowałby się nam literacki eksperyment? :)

      Usuń
  10. Detektywi po przejściach - też mnie to denerwuje. Ja rozumiem, praca do najłatwiejszych nie należy, ale bez przesady, żeby każdy pił i miał za sobą co najmniej jeden rozwód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Mam wrażenie, że chyba nastąpił już przesyt "skacowanym Sherlockiem". Ciekawe, w kogo (jeśli w ogóle) przekształci się nasz poobijany życiowo detektyw...

      Usuń
  11. "A jeśli ktoś sam, w pojedynkę, to już "długo i szczęśliwie" nie może?" - No właśnie, chciałabym przeczytać jakąś wciągającą powieść przygodową czy fantastyczną, gdzie bohaterka nie zostaje uszczęśliwiona związkiem mimo wcześniejszych deklaracji, że ceni sobie samotność, albo gorzej: nie zostanie uleczona (z kompleksów lub traumy) dzięki mężczyźnie. I tu pojawia się problem, bo to niezwykle częste zjawisko w powieściach młodzieżowych, po które z kolei sięgam m.in. ze względu na wiek protagonistek; lubię, kiedy protagonistki są w moim wieku, cóż mogę poradzić. :)
    A jeśli chodzi o detektywów po przejściach: kiedyś zbierałam materiały do wpisu o detektywach alkoholikach i odkryłam wtedy, że naprawdę wielu z nich topi smutki na dnie kieliszka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasjeuszu, obawiam się, że taka bohaterka mogłaby wystąpić jedynie... w prozie fantastycznej właśnie ;-) Widać, że schematem niezbyt mądrej Bridget uparcie karmią wszystkich, od najmłodszych lat. A w powieściach dla dorosłych nie jest przecież lepiej.
      Detektywi - cóż, pracę mają niełatwą, stresującą. W ten sposób tłumaczę ostatnio ten literacki typ, ale nie wiem, czy do końca słusznie usprawiedliwiam - i bohaterów, i autorów tych schematycznych postaci.

      Usuń
  12. W najnowszym numerze „Książek” jest ciekawy artykuł o fenomenie farm lit czyli literatury farmerskiej, która sprowadza się mniej więcej do tego, co opisałaś w drugim punkcie, ale nie jest dokładnie tym samym (farm lit jest wersją typowo amerykańską). Bardzo się ubawiłam, czytając zarówno wspomniany artykuł, jak i Twój wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie muszę dorwać ten numer pisma. Wniosek z tego, że mania przeprowadzek na prowincję zatacza coraz szersze kręgi ;-)
      Wpis został stworzony z (dużym) przymrużeniem oka, więc cieszę się, że bawi ;-)

      Usuń
  13. Uwielbiam Twoją wnikliwość i przemyślane tematy w cyklu książka na kozetce. Z przyjemnością opublikuję link do Twojego tekstu w podsumowaniu konkursowym.
    PS. Myślałaś o Disqusie? Sądząc po jakości i objętości komentarzy, polubiłabyś go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję! :-) Mój blog jest jeszcze nowy, więc nie znam wszystkich możliwości. A sama z technologią jestem raczej na bakier, choć konto na Disqus'ie mam i komentuję blogi, które z niego korzystają. Słyszałam opinie, że korzystanie z Disqus'a bywa problematyczne. Tak czy inaczej, rozważę wszystkie "za" i "przeciw" :-)

      Usuń