Strony

30.08.2015

"Jaśnie pan" Jaume Cabré: stołek, teleskop i szafot

Gdyby "Jaśnie pan" był teatralną inscenizacją, do jej wystawienia wystarczyłyby trzy rekwizyty. Stołek (albo drabina, po której aktor wspinałby się na uprzywilejowaną pozycję, a potem spadał z niej z hukiem), teleskop (władcy Barcelony A.D. 1799 oddawali się marzeniom i spoglądali w gwiazdy, ale lubili też podziwiać wdzięki cudzych żon, do czego ten optyczny przyrząd nadawał się doskonale) i szafot (symbol nie tyle sprawiedliwości i kary, co mściwego przypadku i okrucieństwa losu). Niby nic, a w zupełności wystarczy, by odmalować królewskie miasto schyłku osiemnastego wieku i uczynić z niego miejsce kipiące od namiętności, niepoddających się upływowi czasu. 
Zawiązanie akcji w powieści Cabré pozwala sądzić, że mamy do czynienia z kryminałem, przestrzegającym gatunkowych reguł.
Wybitna śpiewaczka, umilająca występem raut barcelońskiej arystokracji, zostaje znaleziona martwa w hotelowym pokoju. Władza nadspodziewanie szybko znajduje oskarżonego w osobie młodziutkiego poety, który feralnej nocy spędził ze słowikiem z Orleanu namiętne chwile. Nazwanie "Jaśnie pana" kryminałem wydaje się jednak uproszczeniem. Czytelnik nie ulega tu zwyczajowej dla gatunku pokusie przechytrzenia narratora i rozwiązania zagadki: kto zabił? Nie o to tu zresztą chodzi. Zasztyletowanie śpiewaczki to pretekst do akcji pełnej intryg, emocji i namiętności. 
Ta powieść to więcej niż kryminał, to traktat o władzy i fascynujący portret psychologiczny. Cabré jawi się - nie po raz pierwszy zresztą, znamy przecież Jego "Wyznaję" i "Głosy Pamano" - jako przenikliwy znawca mrocznych zakamarków ludzkiej duszy. Raczy nas ciętym dowcipem, nie owija w bawełnę i nie zostawia suchej nitki na barcelońskiej arystokracji. Każdy tu komuś czegoś zazdrości, każdy czegoś pragnie i prawie każdy knuje, żeby te pragnienia (bez względu na cenę) ziścić. Dla jednych są to uciechy cielesne (które smakują najlepiej w pozamałżeńskim łożu), dla innych - kariera, a dla niektórych to rozpaczliwe pragnienie życia, które budzi się dopiero, gdy śmierć zagląda w oczy.
Są też i tacy, jak tytułowy "Jaśnie pan", którzy pragną wszystkiego naraz. Don Rafel Massó, prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie, karierowicz bez szlacheckiego tytułu, którego lata walki o polityczny awans skutecznie pozbawiły skrupułów, nie uśmiechnął się od dwóch lat, a noce spędza z otwartymi oczami, strzegąc pewnej tajemnicy. Ten ciemny sekret i złośliwy przypadek splotą jego losy z historią poety, oskarżonego o mord na śpiewaczce. Nie muszę dodawać, że żadnemu z nich nie wyjdzie to na dobre.
Zakłamany i amoralny, jest Don Rafel postacią szczególną. Uosabia wszelkie przywary arystokracji, której głównym pomysłem na życie są intrygi i romanse, a jednocześnie Cabré nie odmawia mu zdolności do autorefleksji, do marzeń i patrzenia w gwiazdy. Nie pozbawia go także bolesnej świadomości, że to nie władza jest źródłem szczęścia, ale czyste sumienie. Nie daje mu jedynie najważniejszego - siły i determinacji większej niż chciwość, która pomogłaby wydostać się Don Rafelowi z pułapki, w którą sam się schwytał.
Namiętności, intrygi, walka o władzę i stawiający kropkę nad "i" przypadek - to wszystko sprawia, że czas spędzony na lekturze "Jaśnie pana" mija niezauważalnie. A do tego bonus nie byle jaki, Barcelona przełomu stuleci jako pełnoprawny bohater powieści. To miasto pełne sprzeczności, chciwe i rozpustne, które codziennie staje się sceną boskiego koncertu 243 kościelnych dzwonów, przypominających o upływie czasu. Sceneria utkana z błota i deszczu (w Barcelonie Cabré ciągle leje i pada) podkreśla zepsucie i degrengoladę zamieszkujących miasto "jaśnie panów". Ich postępkom przyglądają się z góry płochliwe Plejady i gwiazdy z konstelacji Oriona, z niewzruszonym spokojem gwoździ wbitych w niebieski firmament. Od czasu do czasu mrugają tylko, z niedowierzaniem.


Cabré, J. (2015). Jaśnie pan. Wydawnictwo Marginesy, Warszawa.
Tytuł oryginalny: Senyoria
Tłumaczenie: Anna Sawicka

20 komentarzy:

  1. Mam w planach. Niedawno skończyłam "Wyznaję" autora i jestem zachwycona jego stylem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu styl jest inny, nie ma już tak oryginalnej, urywanej narracji. Jest stylistycznie lżej, ale wcale nie mniej ciekawie :-)

      Usuń
  2. "Jaśnie Pan" jest stylistycznie poukładany, bo to debiut, Cabre dopiero zaczyna tu kombinować z konstrukcją. Łatwiej się to czyta, ale ja uwielbiam ten późniejszy styl, te zmiany osób, czasów na poziomie zdania. W ogóle Cabre to dla mnie mistrz, podobnie jak Llosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te narracyjne ekwilibrystyki to Jego znak rozpoznawczy i, przy okazji, wspaniała gimnastyka dla mózgu czytelnika. Osobiście podobają mi się oba style - i ten wcześniejszy, z "Jaśnie pana" i ten bardziej wymagający. A przy okazji, wspaniałych lektur życzę z okazji Międzynarodowego Dnia Blogera! :-)

      Usuń
    2. aaaa, nawzajem :) i cieszę się, że zajrzałaś do mnie i mogłyśmy się poznać. Już Cię mam w swoich ulubieńcach :)

      Usuń
    3. Bardzo mi miło, dziękuję :-)

      Usuń
  3. Czytałam, ale "Wyznaję" tak mi się podobało, że tutaj się trochę zawiodłam. ;) Z całą pewnością nie jest to (tylko) kryminał; to określenie jest chyba tylko chwytem marketingowym. Zawsze doceniam powieści, w których dużą rolę odgrywa przypadek, tło też jest fajnie opisane, ale bohaterowie mnie nie urzekli. Don Rafel należy do tych, co mnie irytują w trakcie lektury.
    Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, główni bohaterowie "Jaśnie pana" raczej nie budzą sympatii. Don Rafel jest pełen wad, ale jak bardzo przez to ludzki! Każda kolejna powieść Cabre (mam na myśli kolejność wydań na naszym rynku) podoba mi się coraz bardziej. A "Jaśnie pan" to właśnie moje książkowe klimaty.

      Usuń
  4. Nie czytałem jeszcze nic Cabre, może "Jaśnie pan" nadaje się na pierwsze spotkanie..
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jaśnie pan" jest na pierwsze spotkanie z Cabré wprost wymarzony. Pozdrowienia!

      Usuń
  5. U mnie Cabre wciąż leży na półce i czeka na swoją kolej - a nie mogę się już doczekać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich wrażeń po lekturze :-) A osobiście z niecierpliwością czekam na kolejną Jego powieść.

      Usuń
  6. Trochę zapomniałam już o planach przeczytania "Jaśnie pana", ale mam nadzieję, że w końcu uda mi się tę książkę poznać... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twojej opinii po lekturze :-) Jak to dobrze, że tyle książek wciąż jeszcze przed nami!

      Usuń
  7. Chodzi ta książka za mną i chodzi ;)
    Przy okazji dostałaś nominację do Tagu http://pani-poczytalna.blogspot.com/2015/09/alboalbotag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! W wolnej chwili postaram się wziąć udział w zabawie.

      Usuń
  8. Przyznaję, że czuję podobnie jak Kasjeusz, po genialnym "Wyznaję" każda kolejna pozycja, którą czytam wydaje mi się słabsza. Teraz gdybym miała wybór to wolałabym zacząć przygodę z tym pisarzem od "Jaśnie pana", potem "Głosy Pamano" a potem "Wyznaję". Wtedy z każdą kolejną powieścią byłby coraz większy efekt łał, a nie na odwrót :( Ale i tak Cabre z miejsca sobie zyskał miejsce wśród moich ulubionych autorów i myślę, że tak już zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyznaję" robi wrażenie. "Jaśnie pan" pozwala odpocząć od konstrukcyjnych zawikłań i cieszyć się samą treścią. Cabre pewnie jeszcze nie raz nas zaskoczy!

      Usuń
  9. No nie...w ogóle nie znam tego autora. Wcale! Trza mi nadrobić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! "Jaśnie pan" doskonale się nada na początek.

      Usuń