Strony

19.08.2015

"Fistaszki" albo o tym, dlaczego komiks Schulza to rzecz niekoniecznie dla dzieci

Polska, połowa lat 80-tych. Pokój w M-4, ciemnobrązowa Bonanza, hit wystroju wnętrz rodem z PRL-u. Pośrodku regału stylowy sekretarzyk, a w nim półki z książkami, chronione przed kurzem i ciekawskim spojrzeniem drzwiczkami z drewnianą żaluzją. Między "Panem Tadeuszem" a otrzymaną na zakończenie zerówki "Królową Solą", stoją niepozorne książeczki w miękkiej oprawie. Ich kolorowe okładki przyciągają moje kilkuletnie spojrzenie, ale wnętrze, kryjące czarno-białe rysunki, nie podtrzymuje zainteresowania.
W ten sposób moje dzieciństwo minęło nieskażone "Fistaszkami" (chociaż fistaszki solone, te sprowadzane z zagranicy, w puszkach, jadałam nadzwyczaj chętnie). Szkoda, fakt. Teraz wiem, że byłam wtedy za mała, żeby zrozumieć ten komiks. 
"Fistaszki" odkryłam dopiero w wieku dorosłym, dzięki wydawnictwu "Nasza Księgarnia", które podjęło się publikacji prawie 18 tysięcy komiksowych pasków. Dzieło życia Charlesa Schulza ma się zmieścić w 25 przepięknie zaprojektowanych tomach.
Te czarno-białe historyjki to dziś klasyka komiksu. Są szkicowane prostą, surową kreską, bez ozdobników i zbytniego przywiązania do szczegółu, jakby Autor chciał w ten sposób pokazać, że treść liczy się tu bardziej niż obraz. "Fistaszki" nie epatują krzykliwymi kolorami ani wykrzyknikami w komiksowych "dymkach", to wszystko jest zbędne, gdyż - zaryzykuję twierdzenie - dzieło Schulza to komiks filozoficzny. To coś więcej niż zwyczajne oglądanie obrazków. Wszechświat "Fistaszków" to bohaterowie dziecięcy. Dorosłych tu brak, co najwyżej bywają obecni, ale i tak schowani poza komiksową ramką. Myli się jednak ten, kto sądzi, że Schulz stworzył przesłodzoną, cukierkową krainę dzieciństwa. Charlie Brown, Lucy i Linus Van Pelt, a nawet Snoopy, ekscentryczny beagle, mają "dorosłe" problemy i dojrzałe refleksje o życiu i ludzkiej naturze. Może i nie doświadczają prawdziwych tragedii, ale przykrości, rozczarowania i porażki są tu na porządku dziennym. "Fistaszki" to nie bajkowy lukier, to proza życia opakowana w subtelną ironię i wyjątkowy humor. 
Charlie Brown i spółka są zamrożeni w czasie. Schulz rysował swoje paski codziennie przez - bagatela! - 50 lat, ale w tym czasie nie pozwolił swoim bohaterom dorosnąć, skończyć szkół, czy pójść do pracy. Wydawać by się mogło, że ci "lil' people" ("mali ludzie", jak nazywał ich Autor) nie znają prawdziwego życia. Ale, ale! Czy Lucy, zakochana nieszczęśliwie w Schroederze, który zamiast niej woli muzykę klasyczną, nie zna życia?! Czy nie doświadcza jego mrocznej strony Charlie, najgorszy na świecie kapitan drużyny baseballowej, który nigdy nie wygrał meczu? A może ból istnienia jest obcy Snoopy'emu, który chce przestać być psem i bezskutecznie poszukuje innych "wcieleń", które również nie przynoszą mu szczęścia? Ci "mali ludzie" może są mali, ale o życiu wiedzą wszystko, bo wszystkiego doświadczają. A jeśli nawet nie wszystkiego, to na pewno ciemniejszej strony rzeczy. 

Nie, "Fistaszki" to nie jest komiks dla dzieci. To literatura obrazkowa wysokiego lotu, dla czytelnika, który zna życie i wie, jak potrafi ono czasem dopiec. To komiks dla tego, kto woli raczej uśmiechnąć się w zamyśleniu niż śmiać się do rozpuku. 
Problemy dzieciństwa są zastępowane przez udręki dorosłości, a porażki ponoszone w młodym wieku są po to, żeby łatwiej było nam znosić późniejsze prztyczki od losu - zdaje się mówić Schulz zza swojej kreski. Pytany o źródło inspiracji do pracy nad komiksem, trwającej nieprzerwanie od 1950 do 2000 roku, powiedział podobno, że codziennie zamykał się w swej pracowni i przywoływał smutne wspomnienia. Ten smutek znajdziemy na kartach "Fistaszków", ale bez obaw, nie złamie on nam serca. Są tutaj małe i większe nieszczęścia, ale jest też śmiech. Ten, który niesie siłę do stawiania czoła kolejnym nieszczęściom.
Dziś dorosłam i lepiej rozumiem fistaszkowy świat. Kolejne tomy komiksu ustawiam już nie w regale Bonanza, ale na półce z IKEI. Jednak oprócz dekoracji, niewiele zmieniło się ludzkie życie od chwili, w której Schulz po raz pierwszy narysował "dzieciaka z dużą głową" i jego psa. A na pewno nie aż tak bardzo, żeby "Fistaszki" przestały być aktualne.
Czytajmy "Fistaszki", czerpmy z nich mądrość, radość i siłę do kolejnych przepychanek z życiem. Schulz to wiedział i my też, w głębi serca, jesteśmy pewni, że prędzej czy później życie da nam w kość. Prawda?

Schulz, Ch. M. (2009). Fistaszki zebrane 1953-1954. Nasza Księgarnia, Warszawa.
Tytuł oryginalny: The Complete Peanuts: 1953 to 1954
Tłumaczenie: Michał Rusinek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz