Strony

06.03.2017

Rodzina nasza powszednia: "Pod śniegiem" Petra Soukupová

Kto twierdzi, że rodzina to temat literacko wyeksploatowany, ten nie czytał Petry Soukupovej - pisarki, nazywanej nad Wisłą czeską Masłowską. Jeden dzień z życia zwyczajnej rodziny jest niezwyczajnie bolesny i nadzwyczaj prawdziwy. Tyle wystarczy, aby uznać "Pod śniegiem" za przejmującą wiwisekcję współczesnych relacji.
Oto one: trzy siostry, prawie jak te u Czechowa. Olga, kobieta sukcesu w nudnej garsonce, samotna matka pięciolatka. Blanka, która, zamiast o sobie, myśli o innych: o dorastających córkach, niedorosłym synu i zapracowanym mężu. Oraz Kristýna, oczko w głowie tatusia - ta, która ma kaca. I żonatego kochanka. W mroźny, zimowy dzień siostry wybierają się do domu rodzinnego na urodziny ojca. Niedogodności wspólnej podróży - ktoś się spóźnił, ktoś nie chce siedzieć obok kierowcy, dzieci chcą tablet, auto łapie gumę - są jak uwertura familijnej katastrofy. A na miejscu czeka przykra niespodzianka...
O tym, co ważne, Soukupová mówi bez wielkich słów, za to z ogromną atencją dla błahostek codzienności. Literacką materię tka z tego, co z pozoru nieistotne: wzajemnych aluzji, przytyków, gorzkich słów rzucanych w pośpiechu przez trzy pokolenia. Powrót do domu staje się dla sióstr powtórką z dzieciństwa: budzi żale, pretensje i obawy, zadawnione urazy i zawiedzione nadzieje. To właśnie one leżą pod śniegiem - a ten jest wszędzie taki sam. Tej banalnej prawdy Soukupová dowodzi w niebanalny sposób: prostym językiem, bez stylistycznych popisów, bez morałów czy wniosków. Te ostatnie rodzą się same, między z życia wziętymi dialogami i scenami, które odgrywamy na co dzień za zamkniętymi drzwiami. Pisarka siedzi w naszych głowach i przelewa na papier język naszych myśli: niepiękny, chwilami niezgrabny, ale trafiający w punkt - i w serce. Soukupová, zainteresowana jedynie beznamiętną relacją, zachowuje dystans, a zarazem pozostaje bliska opisywanym postaciom - bliskością, jaką niesie wspólnota rodzinnych czy - szerzej - życiowych doświadczeń.
Akapity w "Pod śniegiem" to armia przecinków - zdania płyną wartko jak zirytowane myśli:
"Libor stoi przy bramce i patrzy, jak żona cofa. Mógł pomyśleć wcześniej, wyjechać tyłem i zostawić jej samochód na ulicy, ale nie pomyślał i teraz Blanka musi cofać, nie żeby nie dała rady wyjechać tyłem z parkingu, ale nie potrafiłaby chyba, jak Libor, przejechać tyłem całej ulicy, co za bzdet, dziecko się wydziera, a ona ma cofać, zero komfortu, a ten jeszcze stoi i się gapi". [1]
I chociaż chciałoby się, żeby "(...) życie było lekkie i piękne jak świeży śnieg w lesie" [2], ono najczęściej przypomina to, co p o d  ś n i e g i e m:
"Mamo, zatrzymaj się na tej stacji, gdzie jest McDonald, okej? Po prostu zatrzymam się na najbliższej, odpowiada Blanka, ale wie, że to będzie ta z McDonaldem, nie żeby tak dobrze pamiętała drogę, ale wie, że tak właśnie będzie, bo takie jest życie". [3]
Może to prawda, że wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne. Po lekturze tej książki łatwo uwierzyć, że wszystkie zwyczajne rodziny są również jednakie: tak samo niedoskonałe, identycznie życiowo poobijane. O swych bolączkach mówią wspólnym, uniwersalnym językiem. I właśnie to familijne esperanto, które każdy zna biegle od urodzenia, przesądza o sukcesie "Pod śniegiem".
Soukupová, P. (2016). Pod śniegiem. Wydawnictwo Afera, Wrocław
Tytuł oryginalny: Pod sněhem
Tłumaczenie: Julia Różewicz
[1] Ibidem, str. 65;
[2] Ibidem, str. 382;
[3] Ibidem, str. 123.

21 komentarzy:

  1. Tak się zastanawiam nad ostatnim akapitem Twojego tekstu. Bo wynikałoby z niego, że szczęśliwa = zwyczajna, a doświadczenie mi podpowiada (i wnioski także z lektury „Pod śniegiem”), że zwyczajna = nieszczęśliwa właśnie. Chyba, że „szczęśliwą” odczytujemy ironicznie, jako tę, w której na pierwszy rzut oka wszystko jest okej, a pod piękną fasadą przez lata trwają procesy gnilne. Czasem, w końcu, trujące gazy rozsadzają fasadę, jak u Soukupovej (a przynajmniej w małżeństwie rodziców). Czyżby Tołstoj też, w tym swoim słynnym pierwszym zdaniu, używał określenia „szczęśliwy” przewrotnie? Ależ mi dałaś do myślenia! :) A książka jest świetna, faktycznie, głównie właśnie przez tę wspólnotę doświadczeń. Niby nic takiego odkrywczego Soukupová nie pisze, ale jednak rąbie nas ta prawda między oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmartwiłaś mnie, że ten ostatni akapit wyszedł inaczej, niż zamierzałam ;-) Rodziny szczęśliwe i te zwyczajne to, moim zdaniem, zbiory rozłączne (pełna zgoda!). Tołstoj znalazł wspólny mianownik tych szczęśliwych, Soukupová pokazuje cechę wspólną przeciętnych - bolączki, frustracje, nieporozumienia; wszystko to, co pod śniegiem. A ja podsumowuję jedynie ich obserwacje. (Nie mam pojęcia dlaczego, jako humanistka z wykształcenia i urodzenia, użyłam tylu matematycznych pojęć ;-)).
      Może podobieństwo rodzin szczęśliwych wynika z ich śladowej... obecności w przyrodzie?
      Przy okazji dziękuję za inspirację - "Pod śniegiem" przeczytałam dzięki Twojej recenzji :-) A teraz zaczynam rozglądać się za "Zniknąć". Świetnie trafia do mnie styl Soukupovej. Prosto i wprost - tak chyba najlepiej pisać o tym, co ważne.

      Usuń
    2. Niecnie pozwolę sobie się wtrącić. Jak dla mnie zwyczajne to ani szczęśliwe, ani nieszczęśliwe. Owszem - są bolączki i nieporozumienia, ale wielkiego dramatu nie ma. Raczej szarość i codzienność ze wszystkimi przyległościami.

      Ale zdecydowanie zgadzam się, że szczęśliwe to nadzwyczajne.

      Usuń
    3. A ja się zastanawiam - po lekturze "Pod śniegiem coraz częściej - ile tej zwyczajnej szczęśliwości jest pozorne, ile jest fasadą, którą rozbije czas...

      Usuń
    4. Właśnie. Też mam wrażenie, że w zdecydowanej większości przypadków ta „zwyczajność” jest zbudowana na czyimś poświęceniu i niespełnieniu. Z reguły to kobieta, żona i matka, jest poszkodowana, musi z czegoś rezygnować w imię dobra rodziny, ale na pewno są też przypadki, kiedy to mąż/ojciec ukrywa frustrację. I niestety są o to wiele poważniejsze sprawy niż codzienne sprzeczki o to, kto nie sprzątnął skarpetek z podłogi w łazience albo kto ma wynieść śmieci. Choć chciałabym się mylić, oczywiście.

      Bardzo mi miło, że zainspirowałam Cię do tej lektury! „Zniknąć” też jeszcze nie czytałam, ale mam, i jest w moich planach na najbliższe tygodnie, podobnie jak jeszcze jedna książka Soukupovej, „K moři”. O wszystkich będę pisać. Soukupová wciąga :).

      Usuń
    5. Wydaje mi się, Aniu, że - niestety - masz rację... A jeśli zajrzę w rozwodowe statystyki, to jestem tego pewna. Soukupová wie, o czym pisze... Na pewno będę czytać ją dalej. I wypatrywać Twoich wrażeń :-)

      Usuń
  2. Dużo dobrego słyszałam o tej książce, dzięki czemu mam zamiar po nią sięgnąć. Ciekawi mnie te portret zwyczajnej rodziny, ze wszystkimi jej bolączkami i przywarami. Ciekawi mnie także pióro czeskiej pisarki, bo na palcach jednej ręki mogę policzyć książki czeskich autorów, które miałam okazję poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, niestety: recenzja "Pod śniegiem" to mój pierwszy blogowy wpis o literaturze czeskiej... A od dawna obiecuję sobie przeczytać Hrabala, na przykład. Ech!
      Co do Soukupovej, to wcale mnie nie dziwi, że jest polecana. I temat (wciąż nośny), i styl (bezpośredni, szczery), trafiają do wszystkich :-) "Pod śniegiem" niesamowicie wciąga, a że czyta się błyskawicznie, to już zaczynam rozglądać się za "Zniknąć", poprzednią książką pisarki!

      Usuń
    2. Z czeskich autorów czytałam tylko Żambocha, który tworzy raczej czytadła na raz, więc też czuję niedosyt.
      Na pewno sięgnę po "Pod śniegiem:, wszystko mi mówi, że będę z tej książki zadowolona :)

      Usuń
    3. O Żambochu nie słyszałam :-) Ale za to czytałam kilka książek Michala Viewegha - dawno temu, przed erą bloga. Bez większego zachwytu. Soukupová jest dla mnie miłą niespodzianką - że można pisać tak szczerze, otwarcie i wprost o sprawach wcale nieprostych. Jestem prawie pewna, że "Pod śniegiem" trafi w Twój gust :-)

      Usuń
    4. Nic nie tracisz, nie znając Żambocha :) O Vieweghu słyszałam i też przed erą mojego bloga chciałam poznać "Wycieczkowiczów", ale jakoś nie złożyło się i zapomniałam o tym pisarzu. W takim razie obiecuję, że "Pod śniegiem" poznam i to niedługo :)

      Usuń
    5. Chętnie wymienię się wrażeniami z lektury, gdy będziesz już miała "Pod śniegiem" w przeczytanych :-) A Vieweghowi daj szansę - może akurat Tobie się spodoba?

      Usuń
    6. Dam mu szansę, czemu nie, w ramach poszerzania wiedzy o literaturze czeskiej :)

      Usuń
  3. Ha, Twój wpis przypomniał mi, że na mojej półce cały czas leżakują "Wszystkie szczęśliwe rodziny" Fuentesa, do których jakoś nie mogę się zabrać. A co do "Pod śniegiem" to ogromnie podoba mi się tytuł, który jest bardzo pojemny znaczeniowo - śnieg to biel i czystość, ale pod śniegiem bardzo łatwo ukryć też brzydotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł to jedynie początek fajnej czytelniczej przygody! Co ciekawe, w książce odniesień do śniegu jest niewiele - znajdujemy informację, że jednodniowa akcja toczy się w mroźny, lutowy dzień, i może jedną, dwie metafory ze śniegiem w tle. Ale, to prawda, śnieg jest zdradziecki - biała warstwa przykrywająca błoto i brud...
      To zdumiewające, jak nośnym i nieustannie aktualnym tematem - dla literatury, dla kina, dla sztuki w ogóle - jest rodzina i okolice!

      Usuń
  4. Tak!Tak!Tak! Już od pewnego czasu mam chęć przyjrzeć się książce, to coś dla mnie. Niby temat nie taki znowu odkrywczy, można powiedzieć - często eksploatowany np. w filmach, ale wciąż inspirujący. Jak pięknie odniosłaś się do klasyki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie paradoks, którym Soukupová wygrywa - temat znany, zgrany, ale jego ujęcie to coś, moim zdaniem, zupełnie nowego. Czytając, ma się nieodparte - i niesamowite - wrażenie, że autorka doskonale zna nasze własne myśli, zachowania, i całą tę codzienną, rodzinną maszynerię.
      Ciekawa jestem bardzo, czy też się polubisz z Soukupovą :-)

      Usuń
  5. Recenzja niezwykle zachęcająca. I ja z literaturą czeską nie jesteśmy zbyt blisko. Co innego rodzina - to temat bliski każdemu (chyba). Tak myślę. Choć szczęśliwa rodzina to podobnie, jak szczęśliwy człowiek stan przejściowy, przelotny, a jednak dobrze, że bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pod śniegiem" to bardzo ożywcza proza. Co najciekawsze, wielu czytelników określa ją jako "prawdziwą". Świetna sprawa, wykazać się w literacko zgranym (zdawałoby się) temacie i dotknąć czegoś uniwersalnego, ogólnoludzkiego. Szczerze polecam!
      Otóż to: ktoś kiedyś powiedział, że szczęśliwym jedynie się b y w a. Ta reguła odnosi się również do rodzin...

      Usuń
  6. A mnie zachęciłaś informacją, że akapity w tej książce to armia przecinków. Jak ja nie lubię książek, w których wszystkie zdania są króciutkie, a dialogów jest więcej niż opisów i refleksji! :)
    A co do rodzin, te szczęśliwe chyba rzadko są przedstawiane w literaturze. Pisarze bardziej interesują się tymi, w których przynajmniej jedna osoba przeżywa dramat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Pod śniegiem" mamy coś na kształt "strumienia świadomości" poszczególnych członków rodziny - a ich myśli i stany psychiczne oddawane są bez cenzury ;-)
      Mam podobnie: refleksja to podstawa! A dialogi... no cóż, najbardziej lubię te wewnętrzne ;-)
      To prawda, nieszczęście jest literacko wdzięczniejsze. Chociaż nie pogniewałabym się, gdyby jakaś książka zdradziła przepis na bezproblemowe życie. Ale, jak widać, ani takich książek nie ma, ani przepisów!

      Usuń