Strony

26.01.2017

W duecie o książce #4. Amerykanie w Paryżu: "Echo" Henry James (ORAZ OGŁOSZENIE!)

Dobre wieści dla miłośników Bolesława Prusa - pierwsza awantura o książkę, z "Lalką" w roli głównej, odbędzie się w najbliższą niedzielę 29. stycznia, na blogu Pyzy Wędrowniczki. Serdecznie zapraszamy!
A teraz - Henry James. Jego powieść pt. "Echo" czekała na polską premierę - bagatela! - niemal 130 lat. Historia paryskich perypetii rodziny Dossonów pierwotnie ukazywała się w odcinkach w Macmillan's Magazine. "Echo" to tematyczny miszmasz i konglomerat ulubionych motywów Jamesa. O książce rozmawiam z Olgą z bloga Okiem Wielkiej Siostry.

Marta: Ponoć "Echo" pozostawia czytelników w stanie niedosytu. Czytając tę mini-powieść (lub, jak chcą niektórzy, nowelę), nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to gotowy scenariusz dla teatralnej sztuki: powściągliwy, ale trafiający w sedno styl, świetnie nakreślone postaci oraz wiecznie żywe tematy - miłosne manewry, społeczna satyra, dyskusja o roli i swobodach prasy. Wszystko tu jest, a skoncentrowana forma, moim zdaniem, wcale nie zubaża treści. To sytuacyjna komedia z przesłaniem - gotowa, aby trafić na scenę!

Olga: Pozostawia, a ja jestem tego najlepszym przykładem, bo książkę, zamiast z poczuciem spełnienia i zadowolenia, odłożyłam ze wzruszeniem ramion, całkiem obojętnie. Wszystkiego było mi mało - paryskich intryg, miłosnych rozterek, nawet bohaterów, którzy doskonale wpasowani zostali w swoje role i nie opuścili gardy nawet na chwilę. Jedynie satyry było tyle, ile trzeba: wystarczająco, by się domyślić i uśmiechnąć w duchu, ale nie na tyle dużo, by poczuć przytłoczenie. Nie ukrywam jednak, że o teatralności "Echa" nie pomyślałam nawet przez chwilę, choć teraz wydaje mi się to oczywistością. One dwie i mężczyzn też dwóch, choć oczywiście obaj zainteresowani tą piękną, efemeryczną i głupiutką. No i jest jeszcze tatuś, który, swoją drogą, jest postacią zaskakująco pobłażliwą. Ewidentnie w tej rodzinie spodnie nosi Delia.

Marta: Tak, szyją tej trzyosobowej rodzinki jest Delia - to ona pragnie zamążpójścia siostry bardziej chyba, niż sama Francie! A pan Dosson i jego wycofanie? Zakochany w swoich córkach ojciec, który, zamiast zwiedzać Paryż, ogląda życie z perspektywy hotelowego dziedzińca, idealnie oddaje ducha prostolinijnego amerykańskiego społeczeństwa, skonfrontowanego z europejskim snobizmem.
"Echo", moim zdaniem, trafia w punkt - można by z tej niespełna 200-stronicowej mini-powieści uczynić rzecz gabarytowo podobną, powiedzmy, "Ambasadorom", ale nie sądzę, żeby odbyło się to z korzyścią dla książki.
Bardziej jednak niż jej objętość, fascynuje mnie mnogość zagadnień poruszonych w "Echu". I pytanie: co tutaj waży więcej? Romantyczne zakusy, krytyka towarzyskiej śmietanki Paryża, kwestia wolności druku i dziennikarskiej odpowiedzialności - aktualna do dziś? A może "Echo" jest powieścią o emancypacji? O wyzwalaniu się spod wpływu rodziny, dojrzewaniu? To, co staje się udziałem Gastona Proberta - walka o Francie wbrew woli rodziny - to jeden z najciekawszych aspektów tej powieści. I chyba najczęściej w rozmowach o książce pomijanych.

Olga: Relacja Delii i Francie wydaje mi się rzeczywiście ciekawa, choć zaskakująco szablonowa - starsza i rozgarnięta kieruje losami młodej i naiwnej. Co zaskakujące - o manipulacjach Pana Flacka myśli się chętnie i co najmniej krytycznie. Działania Delii zaś zdają się dużo mniej szkodliwe, choć jej obsesja wejścia do świata francuskiej socjety dorównuje manii Flacka do zdobycia ręki (bądź zainteresowania) Francie.
Cieszy mnie, że wspominasz o Gastonie Probercie, to chyba moja ulubiona postać, choć awansował na to miejsce z samej końcówki listy. Nie odniosłaś wrażenia, że tylko Probert - utrzymanek, przerażony myślą o samodzielnym życiu - jest bohaterem, który rzeczywiście ewoluował? Jako jedyny zmienia diametralnie swoje życie, pozostawiając za sobą wygodne, ale i pętające go więzi rodzinne. Gdybym miała więc udzielić odpowiedzi na Twoje pytanie, za temat ważący najwięcej uznałabym właśnie to burzliwe wkroczenie w dorosłość. Choć, to trzeba Jamesowi przyznać, umiejętnie rozkłada akcenty.

Siostry Dosson w Paryżu przeżyły przygodę życia (źródło).
Marta: Umiejętnie rozkłada akcenty i po raz kolejny bawi się ulubionymi literackimi motywami. A Probert budzi sympatię z powodu, o którym wspomniałaś - bo zmienia się, ewoluuje. Porzuca wygodną rolę "dziecka swoich czasów", które utrzymuje się ze spadku po bliskich oraz wypłacanej przez ojca pensji. Czytelnik jest skłonny wierzyć w szlachetne pobudki jego uczucia do Francie, w odróżnieniu od motywacji reportera "Echa", Georga Flacka. Ten skłonny jest obsmarować rodzinkę konkurenta (napuszoną i snobistyczną, fakt) w "towarzyskiej gazecie" - wszystko po to, żeby zdobyć rękę dziewczyny!
Ale najciekawsze jest to, że - po raz pierwszy chyba? - mamy rozbieżne opinie o książce. "Echo" uważam, między innymi, za dobry wstęp do poznawania twórczości Jamesa. Ciebie książka pozostawiła niewzruszoną. A może dostrzegasz jakieś plusy?

Olga: Rzeczywiście, taka sytuacja nie miała jeszcze miejsca. Po raz pierwszy nie rozpływamy się wspólnie nad powieścią i autorem, choć daleka jestem od zawyrokowania, że "Echo" jest książką złą. Co więcej, uważam, że jest dobra, choć czuję po niej spory niedosyt i istotnie pozostawiła mnie niewzruszoną. A nie tego od literatury oczekuję. Zawiodłam się przede wszystkim na owym braku zmian, o którym już wspomniałam - zwłaszcza jeśli chodzi o postać Francie. Oczekiwałam przemiany z dziecka w kobietę, jednak Francie pozostała tam samo naiwna i, o dziwo, nietknięta przez życie jak na początku powieści. Wychodzi więc na to, że niepoprawni optymiści mają w życiu łatwiej. A ja chyba nie przepadam za optymistami.
Nie da się jednak nie zauważyć plusów: prześmiewczego ukazania francuskiej śmietanki towarzyskiej czy prasy brukowej, lekkiego i niezobowiązującego stylu Jamesa, który nie zwiastuje mnogości i powagi tematów, czy chociażby dialogów, które rozpisane zostały wręcz fantastycznie. Nie ukrywam również, że po Twojej teorii dotyczącej teatralności "Echa" trochę łagodniej patrzę na dzieło Jamesa.

Marta: Ależ Francie jest, wbrew pozorom, równie ciekawą postacią! I pełną sprzeczności - uwielbia książki, zostawia wszędzie zaczytane egzemplarze, a jednocześnie pozostaje rozbrajająco naiwna i życiowo nieporadna. Pasjonatka literatury odporna na książkową wiedzę - intrygujące, prawda?
Poza tym Francie doskonale wie, że Probert stawia rodzinę na pierwszym miejscu. I przeczuwa, że po ślubie nic się nie zmieni - gdy będzie musiał wybierać między własną żoną a ojcem i siostrami, ich wybierze. Jej obawy są dalekie od optymizmu. Niepostrzeżenie, dzięki "rzędowi francuskich krytyków", Francie również się zmienia. Choć z pewnością nie w tak spektakularny sposób jak Gaston.

Olga: Widocznie stopień oddziaływania literatury na Francie był dość niski. Albo zostawiła w niej tylko to, co chciała przyjąć - wiarę w miłość i ludzką dobroć.
Mówisz, że Francie wie o stosunku Proberta do własnej rodziny. Racja, pogodziła się z tym, że ślub przyniesie zmiany, przeprowadzki i nowych krewnych. Jednak chce ciągać ze sobą siostrę, którą towarzystwo nie jest zachwycone. W ogólnym rozrachunku to nie ona opuszcza swoją rodzinę i, nawet gdyby miała pożegnać się z Probertem na zawsze, taki stan rzeczy bardziej jej odpowiada. Francie zmienia się odrobinę, ale w ramach tego, co już zna. Nie boi się życia, bo zawsze było ono bezpieczne. Probert robi krok do przodu, zostawia rodzinę i robi to, na co Francie nigdy się nie zdecyduje - zaczyna dorosłe życie.
Dużo bardziej niż sama Francie, zastanawia mnie jej związek z siostrą. Delia jest jej zaprzeczeniem, drugą stroną monety. Czy możesz wyobrazić sobie życie jednej bez drugiej? To przecież relacja nieomal symbiotyczna.

Francie i Delia jedzą cukrzone kasztany, przesiadując w obitym atłasem saloniku. Ale ich problemy nie straciły na aktualności (źródło).
Marta: Chodziło mi raczej o to, że Francie, wbrew zapewnieniom narratora, jest przenikliwą osóbką. Nie każdą kobietę, zwłaszcza zakochaną, stać na taki chłodny, racjonalny osąd.
Zgodziłyśmy się, że to Delia nosi w tej rodzinie spodnie - a zarazem usunęła się w cień ładniejszej siostry. Możliwe, że przelała na nią swoje ambicje - podobnie jak rodzice kierują życiem dzieci w sposób, który pozwala zrealizować ich własne, niemożliwe już do spełnienia, marzenia. To silny siostrzany związek, ale chyba nie aż tak niezwykły.
Zobacz, jak uniwersalne są tematy, poruszane w "Echu" - siostry jedzą cukrzone kasztany, przesiadując w obitym atłasem saloniku, ale z powodzeniem można sobie je wyobrazić, jak w 2017 przemierzają Pola Elizejskie ze smartfonami i kawą w papierowych kubkach! Pstrykają selfie, rozmawiają o absztyfikantach Francie i skandalu w towarzyskiej rubryce popularnej gazety...

Olga: Podczas lektury traktowałam tę siostrzaną relację jak swojego rodzaju dopełnienie - Delia rozporządza nie tylko życiem siostry, ale także ojca. Francie zaś odgrywa rolę roztrzepanej choć uroczej. I chociaż pozornie mogłybyśmy wyobrazić sobie Delie bez Francie, to starsza siostra bez młodszej byłaby równie bezbronna i zagubiona, co w sytuacji odwrotnej. To miałam na myśli mówiąc o symbiozie - choć Delia psioczy na Francie, jest zależna od jej pogody ducha.
Chociaż nie zgadzamy się co do "wielkości" powieści Jamesa, to w kwestii uniwersalności "Echa" kłócić się nie będę. Wielka zmiana Proberta to temat aktualny dla wielu żerujących na rodzicach pociech, a artykuł Flacka mógłby być równie dobrze złośliwym wpisem na Facebooku. I mimo że odczułam pewien zawód po lekturze "Echa", sam fakt, że powieść została wydana niesamowicie mnie cieszy. Oznacza to przecież, że autor nadal jest czytany, że oddziałuje na czytelnika, który w tych dylematach może odnaleźć otaczającą go rzeczywistość - chociaż, oczywiście, w odrobinę starszych dekoracjach.

Marta: Zatem jesteśmy zgodne co do najważniejszego – że warto Jamesa czytać!
James. H. (2016). Echo. Prószyński i S-ka, Warszawa
Tytuł oryginalny: The Reverberator
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska

12 komentarzy:

  1. Pewnie, że warto:) Pamiętam, że James potrafił z każdej sceny zrobić perełkę - uchwycił każde wrażenie, zmienną myśl, każką najmniejszą zmianę nastroju swojego bohatera. To mi zaimponowało najbardziej:) Niestety "Echa" nie miałam jeszcze przyjemności przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się: świetnie oddana psychologia postaci, nawet w tak niewielkim książkowym formacie ("Echo" ma niespełna 200 stron).
      Lubię mówić, że styl Jamesa jest "elegancki". Bez zbędnych słów, autor trafia w sedno. Dodatkowo, ta powieść jest wyjątkowa z jeszcze jednego powodu - narrator jest tu bardzo "bezpośredni". Wyciąga do czytelnika rękę i sam często ustawia się na pozycji obserwatora :-)

      Usuń
  2. Zacznę od tego, że czekam na awanturę o "Lalkę", mam nadzieję, że nie przegapię postu. Co do "Echa" nie chcę się powtarzać, bo napisałam komentarz już u Olgi, ale mogę zdradzić, że dzięki waszej rozmowie nabrałam ochoty na poznanie tej historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Lalce" będziemy rozmawiać już jutro, ale, oczywiście, można dołączyć w każdej chwili - zapraszam! :-)

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o Jamesa, który ciągle cieszy się sporą popularnością na naszym rynku czytelniczym, to jak dotąd czytałem tylko "Daisy Miller". Nowelka przypadła mi do gustu, ale póki co nie sięgnąłem po pozostałą twórczość tego artysty. "Echo" mimo charakteru czegoś ledwie zarysowanego, niedokończonego szkicu, wydaje mi się lekturą, której warto poświęcić swój czytelniczy czas. Takie miniaturki, które bardziej coś sygnalizują niż stanowią kompletną historię samą w sobie, posiadają swój nieodparty urok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniaturka to ładne określenie "Echa" :-) Ale szkicem raczej bym tej książki nie nazwała, zwłaszcza szkicem niedokończonym - bo to, wbrew niepozornej objętości, dopracowana w każdym calu rzecz.
      A ja poznawanie Jamesa zaczęłam od "Dokręcania śruby", jak być może pamiętasz ;-) I to był znakomity początek. Jestem ciekawa, czy spodoba Ci się ta książka. Jest niepokojąca, mroczna. Doskonała!

      Usuń
  4. Mnie skromna objętość zachęca, bo ostatnio nie lubię grubych książek. Henry James i Paryż? Z takim zestawieniem nie miałam jeszcze do czynienia. To dosyć nietypowe miejsce akcji u tego autora. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nowy rok zaczęłam od czytania grubaśnych cegiełek, a kolejne, jeszcze grubsze, czekają.
      Paryż, no tak. Na tle wieży Eiffla dobrze widać europejski snobizm i pretensjonalność ;-)

      Usuń
  5. Problem z nazewnictwem bywa irytujący - zwłaszcza, że podziały anglosaskie nie przystają do naszej nomenklatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo wiem, co masz na myśli - wątpliwości, czy "Echo" jest powieścią, nowelą, szkicem? ;-)

      Usuń
  6. Dopiero dziś znalazłam Twojego bloga, obserwuję i zostaję na dłużej :) Bardzo sympatyczne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Rozgość się, zapraszam ;-)

      Usuń