Strony

18.01.2017

Śmiech nad przepaścią: "Interwencje 2" Michel Houellebecq

Różnica między Houellebecqiem-pisarzem a Houellebecqiem-feletonistą? Niewielka. W obydwu rolach francuski pisarz jest krytykiem współczesności. I w podobnie pesymistyczny sposób postrzega kondycję zanurzonego w niej - po uszy - homo sapiens
Trudno polemizować z tezą, obecną zarówno w jego powieściach, jak i w "Interwencjach 2" - zbiorze felietonów, wywiadów i prozatorskich drobiazgów, ukazujących się, w znakomitej większości, we francuskojęzycznej prasie i zbiorach literackich w latach 1992-2008 - zgodnie z którą "wszechświat oparty jest na separacji, cierpieniu i złu" [1]. Przyjemnie natomiast odkryć, że depresyjno-cyniczne emploi pisarza to nie wszystko. Houellebecq w "Interwencjach" jawi się jako nieśmiały marzyciel, który chciałby zamieszkać w bajce:
"Chciałbym uciec przed obsesyjną obecnością współczesnego świata; przenieść się do świata w stylu Mary Poppins, w którym wszystko byłoby dobre". [2]
Jednak zamiast bajki, dostajemy solidny zbiór felietonów, w którym stary, dobry Houellebecq godzi ogień z wodą: komentując nastawione na zysk i przyjemność sprężyny dzisiejszego działania, stawia filozoficzne pytania; obnażając obłudę, budzi i wstyd, i śmiech. Śmiech specyficzny, chichot znad przepaści, nad którą wszyscy stoimy. A Houellebecq interweniuje, pisząc o ulubionych książkach, filmach i muzyce, o religii, etyce hipermarketu i feminizmie; o tym, że czyta nie tylko "Przekroje glebowe" Alaina Robbe'a-Grilleta, ale również to, co uda mu się podejrzeć współpasażerom przez ramię podczas podróży paryskim metrem.
"Interwencje 2" to niebywały rozmach tematyczny i bodaj pierwsza okazja, dzięki której polski czytelnik ma szansę poznać pisarza od kuchni. Houellebecq nie unika osobistych tematów: udziela odpowiedzi na pytanie, czy dałby się sklonować, jak wyobraża sobie życie wieczne i do czego służą mężczyźni. Jest szczery, ironiczny - autoironiczny nawet, co widać w zawartych w "Interwencjach" wywiadach z pisarzem, które zaczynają się od pytań o książki ("Platformę" i "Poszerzenie pola walki"), a potem szybko dryfują w stronę tematów odleglejszych. I dobrze. Bo to w nich Houellebecq - przenikliwie spostrzegawczy, rozbrajająco śmieszny, ironicznie dowcipny - czuje się najlepiej. Jak w felietonie o formach współczesnej zabawy, którego lektura pozwoli przeżyć nudę towarzyskich spotkań ("Zawsze zakładać, że będzie się wracać taksówką i samotnie" [3]), lub wtedy, gdy prosto z mostu wyznaje, że nie lubi samego siebie ("Czuję do siebie niewiele sympatii, a jeszcze mniej szacunku; na dodatek sam siebie niezbyt interesuję" [4]). 
Celne puenty i komentarze pobudzają do refleksji, otwierają oczy, pokazują rzeczywistość bez filtra i lukru. Ale ich autor, pozbawiony złudzeń cynik-marzyciel, chwyta za serce najmocniej, gdy zwierza się ze swej miłości do książek - wspomina dziecięcy zachwyt nad Vernem, baśniami Andersena i "Klubem Pickwicka" Dickensa. Pozwala to odkryć kolejny wymiar porozumienia z pisarzem - czytelniczą wspólnotę:
"Teraz już wiem, że czytać będę do końca swoich dni - może przestanę palić, na pewno uprawiać seks, a rozmowy z innymi ludźmi stopniowo przestaną mnie bawić; nie potrafię jednak sobie wyobrazić siebie bez książki". [5]
Dla fanów Houellebecqa pozycja z gatunku niezbędnych, dla reszty - lektura uzupełniająca myślenie o świecie współczesnym. Dla wszystkich - przyjemność podobna do tej, której źródłem musi być, jak łatwo sobie wyobrazić, wyprawa do Las Vegas z milionem dolarów w kieszeni.
Houellebecq, M. (2016). Interwencje 2. Wydawnictwo Literackie, Kraków
Tytuł oryginalny: Interventions: Tome 2, Traces
Tłumaczenie: Beata Geppert
[1] Ibidem, str. 47;
[2] Ibidem, str. 54;
[3] Ibidem, str. 77;
[4] Ibidem, str. 183;
[5] Ibidem, str. 242.

14 komentarzy:

  1. Miałem okres, kiedy Houellebecq'a czytałem namiętnie (w tym właśnie czasie poznałem "Platformę", "Cząstki elementarne", "Możliwość wyspy" oraz "Mapę i terytorium"), ale od tego momentu upłynęło parę lat. Co ciekawe "Uległość" nabyłem dopiero pod koniec ubiegłego roku - nie mogłem jakoś darować naszemu polskiemu wydawcy, że "Uległość" ukazała się tylko w nowej szacie graficznej (miękka oprawka z kolorowo-pstrokatą okładką), która nijak nie pasuje do starej serii. Summa summarum "Uległość" opublikowano jeszcze w ramach kolekcjonerskiej serii z okazji 25-lecia W.A.B. i to wydanie już kupiłem. "Interwencje 2" także wydają się ciekawą lekturą - swego czasu nie przepadałem za esejami, ale styczność z felietonami Staszka Lema przekonała mnie, że inteligentny pisarz zawsze ma coś interesującego do przekazania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo: wszystkie powieści Houellebecqa przeczytałam kilka lat temu, z zachwytem. "Uległość" już z mniejszym, chociaż uważam, że i tak jest niezła. Te felietony natomiast sprawiły, że zatęskniłam za powtórnym czytaniem jego powieści (możliwe, że wkrótce będzie ku temu okazja, bo w sondzie na książkę, o którą warto się pokłócić, drugie miejsce zajęły "Cząstki elementarne").
      "Inteligentny pisarz zawsze ma coś interesującego do przekazania" - właśnie tak! To najkrótsza i najtrafniejsza recenzja "Interwencji"! ;-)

      Usuń
  2. Do tej pory jedynie czytałam recenzje jego książek. Widzę, że mam sporo do nadrobienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że niezłym pomysłem byłoby rozpocząć znajomość z pisarzem od rzeczonych felietonów. W "Interwencjach" najlepiej widać jego przenikliwość. I przyprawiony ironią, zdystansowany ogląd świata. Olu, szczerze polecam :-)

      Usuń
    2. Wykombinowałam, że warto zacząć od "Cząstek elementarnych", ale posłucham dobrej rady, dziękuję:)

      Usuń
    3. Ja podobnie jak Ola czytałam tylko recenzje. Jestem bardzo ciekawa, co Houellebecq odpowiedział na pytanie, do czego służą mężczyźni. :) Wyznanie, że czuje do siebie niewiele sympatii i szacunku, brzmi dość nietypowo, bo pisarze zazwyczaj mają o sobie bardzo dobre mniemanie. Książka wydaje mi się bardzo ciekawa.

      Usuń
    4. Olu, w takim razie posłuchaj swojej intuicji! Zwłaszcza, że "Cząstki elementarne" mają zamiar wystąpić jako przedmiot kłótni w drugiej "Awanturze o książkę" ;-)

      Usuń
    5. Agnieszko, i książka, i sam pisarz, są bardzo interesujący. To prawda, ludzie pióra - zwłaszcza ci, którzy, jak Houellebecq, odnieśli sukces - zazwyczaj mają spore ego ;-) Ale to nie ten przypadek. Chociaż, zastanawiam się, może to tylko kokieteria?
      A odpowiedzią na pytanie o to, do czego służą dziś mężczyźni, Houellebecq na pewno Cię zaskoczy!

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że felieton to dość wdzięczna forma dla autora i jego fanów, a czasem nawet i miłośników literatury w ogóle. Autor może podzielić się swoimi przemyśleniami w sposób bardziej bezpośredni i natychmiastowy, a i w oczywisty sposób nie ucieknie w nich zapewne od literatury i odwołań do niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykle wdzięczna i jedna z moich ulubionych! To okazja, żeby poznać pisarza z nieco bardziej prywatnej strony.

      Usuń
  4. I ja podobnie, jak Ola, znam pisarza jedynie z blogowych recenzji. Tak więc zgodnie z twoją radą jeśli będę zaczynała przygodę z pisarzem to zacznę właśnie od Interwencji. Tryb przypuszczający nie ma wyrażać wątpliwości co do kwestii czytania Houellebrcqa, ale co do kwestii znalezienia czasu, na to, co już dziś zalega półki i oczekuje na swoją kolejkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, myślę, że nie będziesz rozczarowana!
      Ech, nie porzucam nadziei, że kiedyś będzie czasu dość, żeby przeczytać wszystko. Może na emeryturze? ;-)

      Usuń
  5. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, jestem jej bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń