Strony

10.08.2016

Wykolejona: "Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

Jaki powinien być dobry thriller? Pasjonujący i pomysłowy, wiadomo. Pełen napięcia, nieprzewidywalny i porywający? Też. Tak się składa, że te pochlebne przymiotniki, wraz z rekomendacjami mistrzów gatunku, widzimy na okładce "Dziewczyny z pociągu", głośnego pisarskiego debiutu Pauli Hawkins. Czy można oprzeć się lekturze w obliczu takiej zachęty? Pewnie można, zwłaszcza, gdy się wie, jakiemu (marketingowemu) celowi ona służy, ale zarazem trudno, gdy za oknem wakacje i chciałoby się, dla odmiany, przeczytać coś lżejszego. Co więc sprawiło, że dla "Dziewczyny z pociągu" zarwał noc sam Mistrz Grozy, Stephen King?
Niełatwo o jednoznaczną odpowiedź. Powieść angielskiej dziennikarki, którą reklamuje się jako thriller psychologiczny (oczko wyżej niż "zwyczajny" kryminał), czyta się, owszem, świetnie, ale jej fabuła, streszczona w kilku zdaniach, wydaje się nieskomplikowana, żeby nie rzec - banalna. O ile zatem "niedzielni" amatorzy historii z dreszczykiem powinni być usatysfakcjonowani, o tyle wyjadacze gatunku mogą się rozczarować.
Poznajcie Rachel. Jej życie wypadło z torów: jest bezrobotną rozwódką po trzydziestce, a jej były mąż szczęściarzem z nową, wspaniałą rodziną. Rachel zdecydowanie zbyt często popija wino z papierowych kubków i nęka Toma esemesami, a gdy akurat tego nie robi, udaje przed swoją lokatorką - i przed samą sobą - że ma tak zwane normalne życie. Codziennie wsiada do pociągu na trasie Ashbury - Londyn, a potem włóczy się po bibliotekach i wraca do wynajmowanego pokoju. Z okien pociągu można wiele zobaczyć - na przykład młodą parę, która mieszka w domu przy kolejowych torach. Rachel projektuje scenariusz związku Jess i Jasona - bo tak ich w wyobraźni nazywa - i zazdrości im doskonałego życia, które sama straciła. Podglądanie nieznajomych przestanie być niewinną rozrywką, gdy Rachel, wracając jak zwykle pociągiem o siedemnastej pięćdziesiąt sześć, zobaczy Megan (czyli Jess ze swoich fantazji) w objęciach innego mężczyzny. Blond piękność z domu przy torach zniknie bez śladu tego samego dnia, w którym pijana Rachel pojawi się na Blenheim Road, w okolicy zamieszkanej przez podglądaną parę i swojego eks-małżonka. Zanik pamięci, urwany film, czarna dziura - nazwijcie to, jak chcecie, ale Rachel naprawdę nie pamięta, co wydarzyło się feralnej soboty. Wie jedynie, że pamiątką po tamtym wieczorze jest rozbita głowa i kilka siniaków. A może to ona, z niemałą pomocą alkoholu, zrobiła coś strasznego - coś, co ma związek z zaginięciem Megan Hipwell? Rachel próbuje łatać wspomnienia:
"Jeden fragment wspomnień prowadzi do następnego. Jakbym od wielu dni, tygodni i miesięcy błądziła w ciemności, by wreszcie się czegoś przytrzymać. Jakbym macała ręką po ścianie, szukając przejścia z pokoju do pokoju. Przesuwające się cienie zaczęły się wreszcie scalać i gdy oczy przywykły do mroku, coś zobaczyłam".*
Na uwagę zasługuje konstrukcja powieści - wydarzenia przedstawiono z dwóch perspektyw, z punktu widzenia Rachel i Megan. Czytelnik od początku przeczuwa, że linie czasu się przetną - a losy obu bohaterek splotą się w zaskakujący sposób. Przeplatanie perspektyw czasowych oraz dwugłos - a nawet trójgłos, bo wraz z rozwojem akcji swoją wersję zdarzeń opowiada również nowa żona Toma Wilsona - nie jest pomysłem nowym, ale Hawkins potrafi świetnie go wykorzystać, żeby podtrzymać tempo opowieści oraz ujawniać coraz to nowe szczegóły z życia bohaterek. Szybko okazuje się, że dziewczyna z pociągu i obserwowana przez nią nieznajoma mają ze sobą wiele wspólnego - obie są nieszczęśliwe i obie żyją przeszłością, uwikłane w sieć skomplikowanych związków, wokół których zaciska się oś powieściowej intrygi. "Dziewczyna z pociągu" wyróżnia się - na plus - z jeszcze jednego powodu: niewiele uwagi poświęca się w niej działaniom policji. Jak w każdym thrillerze, również i tutaj pojawia się para inspektorów - w typie schematycznych nieudaczników - ale tajemnica przestaje być tajemnicą nie za sprawą policji, a dzięki zaangażowaniu głównej bohaterki. Przeszłość Rachel rozwija się przed czytelnikiem powoli: dziewczyna odzyskuje stracone godziny, a kawałki pamięci, jak puzzle, powoli wskakują na swoje miejsce.
Pod przykrywką kryminalnej historii, w "Dziewczynie z pociągu" wybrzmiewa szereg pytań o naturę ludzkich związków i mechanizmy emocjonalnego uzależnienia, psychiczną manipulację, blaski i cienie małżeństwa i macierzyństwa i wreszcie - o istotę szczęścia. Dramatyczne losy bohaterek Hawkins biorą swój początek z emocji, co, przynajmniej częściowo, tłumaczy sukces książki: emocje opisane w najsłynniejszym thrillerze 2015 roku dotykają prozy życia - a na tej przecież znamy się wszyscy. I wszyscy jej doświadczamy.
"Dziewczyna z pociągu" jest powieścią pełną sprzeczności. Bohaterowie, nakreśleni zgrabną kreską, ostatecznie okazują się przewidywalnymi, przyciętymi na potrzeby gatunku postaciami. I mimo że łatwo domyślić się rozwiązania zagadki, to fakt ten, paradoksalnie, nie odbiera przyjemności czytania, a banalną w gruncie rzeczy fabułę rekompensuje wciągający styl i zwięzły, rzeczowy język. Wszystko to sprawia, że debiut Hawkins można uznać za sprawnie napisany, przyzwoity thriller - ale bez fajerwerków.
Co bowiem sprawia, że książkę uznajemy za dobrą? To, że szybko ją się czyta, że nie pozwala o sobie zapomnieć? Że zarywamy przez nią noce, z wypiekami na twarzy przewracając stronę za stroną, niepomni upływu czasu? Piękno jest w oku patrzącego, a decyzja o wartości książki - w oku jej czytelnika. Jeśli szukamy niezobowiązującej rozrywki, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wsiąść do pociągu razem z Rachel. Nie będzie to podróż życia, ale przyjemna wycieczka - gwarantowana. Czasem nie trzeba nic więcej. Zwłaszcza w wakacje.
Hawkins, P. (2015). Dziewczyna z pociągu. Świat Książki, Warszawa
Tytuł oryginalny: The Girl on the Train
Tłumaczenie: Jan Kraśko 
[1] Ibidem, str. 277.

24 komentarze:

  1. Cieszę się, że tak a nie inaczej odebrałaś tę powieść. Dzięki Twojej recenzji utwierdziłam się w przekonaniu, że książka może mi się podobać. Kiedy pojawiła się na rynku, towarzyszyły jej bardzo entuzjastyczne recenzje, ale później trafiałam na coraz więcej negatywnych opinii, niezostawiających na "Dziewczynie z pociągu" suchej nitki. I tak mój zapał nieco ostygł, a książka zaczęła kurzyć się na półce. Ale teraz mam motywację, żeby spędzić parę wakacyjnych wieczorów z tym thrillerem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten szał jesienią zeszłego roku... Wszyscy czytali "Dziewczynę z pociągu"! To prawda, akurat ten bestseller, po początkowych zachwytach, doczekał się również negatywnych recenzji. Ale ja jestem zdania, że thriller psychologiczny/kryminał to gatunek służący przede wszystkim rozrywce, więc nie oczekuję literackich wyżyn - co oczywiście nie oznacza, że nie powinien trzymać pewnego poziomu. "Dziewczyna..." ten poziom ma, a na pozostałe wady można przymknąć oko. Z jednego powodu: po prostu świetnie się ją czyta! Ale mam wątpliwości, czy wystarczy Ci aż na kilka wakacyjnych wieczorów. Ja połknęłam ją w dwa, a Mistrz Grozy w zaledwie jedną noc :-)
      PS Widziałam trailer filmu z Emily Blunt w roli tytułowej dziewczyny. Premiera jesienią - zapowiada się nieźle, tym bardziej że Blunt gra w dobrych filmach (podobała mi się "Siostra mojej siostry" oraz "I wszystko lśni").

      Usuń
    2. Też jestem zdania, że to gatunek służący rozrywce, ale właśnie musi prezentować pewien poziom. Wypadałoby, żeby taka powieść miała odpowiednio skomplikowaną intrygę, dobrze zarysowanych bohaterów i była napisana w miarę ciekawym stylem. U mnie ostatnio czytanie idzie wolno, bo czas wolny dzielę jeszcze na gry, seriale i jazdę na rowerze :) Ale jak mnie zaintryguje bardzo to pewnie będę czytać i czytać :)
      Właśnie chciałabym wybrać się do kina na film, więc muszę do tego czasu przeczytać, zwłaszcza ze lubię grę aktorską Blunt :)

      Usuń
    3. W serialach mam okropne zaległości - ale to dlatego, że czytam. I piszę. I coraz częściej wyciągam rower na spacer ;-)
      Ciekawa jestem, czy, podobnie jak ja, będziesz raczej na plus odnośnie "Dziewczyny". O, mam tak samo: zanim obejrzę film, muszę przeczytać książkę :-)

      Usuń
    4. No niestety coś za coś, nie da się dzielić czasu po równo między wszystkie rzeczy, które warto zrobić w wolnym czasie. Jestem pozytywnie nastawiona, więc liczę, że będzie dobrze :)

      Usuń
    5. W takim razie będę wypatrywać wpisu u Ciebie!

      Usuń
  2. Zupełnie nie spodziewałam się u Ciebie recenzji akurat tej książki. Może dlatego, że bardzo często słyszę hasła typu: "Dziewczyna z pociągu" to bestseller, czyli musi być dobra. A Ty mi do bestsellerów nie pasujesz. I właściwie utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że to raczej przeciętna powieść (choć czytałam wiele pozytywnych i tak samo dużo negatywnych opinii). Muszę przeczytać - chociażby po to, by móc się swobodnie wypowiedzieć czy to dobre, czy niedobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloger też człowiek, nie samymi arcydziełami żyje ;-) Czasami lubię zgrzeszyć z... bestsellerem. Choćby po to, żeby zobaczyć, czym się wszyscy zachwycają. Ale teraz, żeby podreperować opinię, będę musiała szybko napisać coś o "Idiocie" Dostojewskiego :D
      A bardziej poważnie: z tą książką jest jak z witaminą C, przeczytanie jej w niczym raczej nie pomoże, ale i nie zaszkodzi. Ot, całkiem sprawnie napisana, wciągająca historia. Można się czepiać kilku szczegółów, owszem, ale czy trzeba?
      Naprawdę jestem ciekawa, czy Ci się spodoba :-)

      Usuń
  3. Dłuższy czas zastanawiam się nad fenomenem popularności książki. Gdybym miała więcej czasu - już pewnie miałabym lekturę za sobą. Dziękuję za dotarcie do sedna. Ponieważ najbardziej w kryminałach lubię tę psychologiczno-obyczajową otoczkę, myślę, że jednak obok tytułu nie wypada mi przejść obojętnie. Nawet jeśli King został przyłapany na malutkim marketingowym nadużyciu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na lekturę tej książki nie trzeba dużo czasu - jeden, dwa wieczory wystarczą :-) Czy dotarłam do sedna, nie wiem... Dość, że przed zakończeniem domyśliłam się rozwiązania zagadki (a zwykle nie próbuję przechytrzyć autora, wolę dać się zaskoczyć) i, co ciekawsze, nie odebrało mi to przyjemności czytania.
      "Dziewczyna..." to nie jest krwawy thriller. Pociągi, życie na zakręcie, tajemnice z przeszłości... Rok po głośnej premierze, gdy emocje i zachwyty opadły, to dobry czas, żeby dać jej szansę :-)

      Usuń
  4. A dopiero wczoraj moja przyjaciółka opowiadała mi, że czytała tę książkę, ostrzegała, że jest mocna i dość brutalna. Niestety nie może mi pożyczyć, ale chyba sama jakoś do niej dotrę innymi drogami, żeby przekonać się samodzielnie, co mam o "Dziewczynie..." myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, najlepiej przekonać się samemu! Ale żeby "Dziewczyna..." mocna i brutalna? Krwi jest tu jak na lekarstwo, parę zadrapań i siniaków... A trup tylko jeden. No, chyba że weźmiemy pod uwagę życie i frustracje bohaterek - wtedy różowo nie jest.

      Usuń
  5. Ha, moja siostra usilnie wciskała mi tę książkę, ale nie odczuwałem żadnej potrzeby, żeby ją przeczytać. Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że niewiele stracę, jeśli nie spróbuję się przekonać o fenomenie "Dziewczyny z pociągu" osobiście.

    Wydaje się mi, że na przykładzie tego typu literackich "objawień" bardzo wyraźnie widać, jak ważna w środowisku czytelniczym stała się reklama. Odpowiednio przeprowadzona kampania nawet z dobrej - ale na tle innych pozycji - średniej i przeciętnej książki jest w stanie stworzyć bestsellera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dziewczyna..." to nie jest ambitna proza, ale to przecież wiadomo. W każdym razie, było wokół niej tyle szumu (no właśnie), że muszę przyznać, iż spodziewałam się czegoś gorszego. Polecam dla przewietrzenia zwojów mózgowych po serii bardziej poważnych tytułów. Ale pewnie i tak nie dasz się namówić ;-)

      Usuń
  6. Książka jest dobra. Nie sprawdzi się jako kryminał, lecz jako psychologiczny dreszczowiec. Rekomendacja Kinga to jedno, a marketing wydawcy to istne mistrzostwo świata. Obserwowałem intensywną kampanię książki, którą prowadził wydawca czyli Świat Książki, i aż momentami czułem żal, że wiele innych - o wiele lepszych - przechodzi bez większego echa, bez tej całej machiny promocyjnej.
    tommy z samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację: marketing zrobił swoje. Niedługo czeka nas (ciekawe, czy równie intensywna) promocja filmu. A zjawisko, o którym piszesz, mam wrażenie, że dotyczy nie tylko rynku książki. Takie czasy...

      Usuń
  7. p.s. Pozostając w kolejowych klimatach polecam nieco podobny thriller, który został wydany bez echa i chyba mało kto o nim słyszał. Mógłbym zaryzykować tezę, że jest lepszy od "Dziewczyny..". Mowa o powieści Emily Barr "Nocny", wyd. WAB.
    tommy z samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obił mi się o uszy ten tytuł. Zapamiętam, bo lubię kolejowe klimaty - dzięki! :-)

      Usuń
  8. Czyli „Dziewczyna z pociągu” nie jest tak dobra jak „Dziewczyna z poczty” :-) Skoro tylko jeden trup, akcja toczy się wolno i autorka pisze wciągającym stylem, to może i się skuszę. Typowych kryminałów nie dam rady czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko która książka jest tak dobra jak "Dziewczyna z poczty" :-)
      A powieść Hawkins to raczej psychologiczny thriller, więc dla miłośniczki bezkrwawych literackich zagadek nada się znakomicie.

      Usuń
  9. "Dobrość" książki jest niezależna od gatunku i statusu bestsellera. A w dodatku "dobrość" "dobrości" nierówna. Tyle truizmów na dziś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam podobne odczucia. Może nie jest to zapowiadany majstersz, ale całkiem przyjemna lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - lektura niezobowiązująca, na jeden-dwa wieczory. Z gatunku tych, które się szybko czyta i równie szybko zapomina.

      Usuń