Strony

08.05.2016

Cztery kółka i studium charakterów: "Zagubiony autobus" John Steinbeck

Podobno w podróżowaniu chodzi o to, żeby dotrzeć na czas z punktu A do punktu B. Owszem, to konieczny warunek udanej podróży - ale niewystarczający. Co bowiem z możliwością podziwiania widoków? Co z wygodnym środkiem transportu? Co z bezpieczeństwem i miłym towarzystwem współpasażerów? To wszystko równie ważne, ale czy wystarczy, żeby przemieszczanie się w przestrzeni czegoś nas nauczyło? Bo mówią, że podróże kształcą. I dzieje się tak nie za sprawą lekcji geografii, odbywanej podczas jazdy koleją lub samochodem, ale z powodu możliwości, jaką podróże stwarzają dla podglądania i studiowania charakterów.
W opublikowanej w roku 1947 powieści pt. "Zagubiony autobus" John Steinbeck zabiera czytelnika w podróż po bezdrożach powojennej Ameryki - i po meandrach ludzkiej psyche. Eksplorując kalifornijskie peryferia, Noblista odsłania prawdę o delikatnej materii emocji. Wyprawa zaczyna się w Rebel Corners, miejscowości położonej malowniczo wśród pól uprawnych i gór, którą z okien autobusu oglądają zmierzający do Hollywood szczęśliwcy. W cieniu Wielkiego Świata mieszka Juan Chicoy, "trochę Meksykanin, a trochę Irlandczyk" [1], kierowca autobusu na trasie między Rozdrożem Buntowników a San Juan de la Cruz, mąż obsesyjnie zazdrosnej Alice, która w przydrożnej restauracji codziennie
"(...) smażyła jajka i kiełbaski, grzała zupę z puszek, nalewała beczkowe piwo do kufli, nakładała lody - a gdy zbliżał się wieczór, piekły ją dotkliwie stopy i stawała się zła i podrażniona". [2]
To w restauracji Chicoy'ów - w której owoce stoją na półkach ułożone w perfekcyjne piramidy, a Alice przegania natrętne muchy z siłą równą tej, z jaką gotowa jest stanąć w szranki z konkurentkami o względy Juana - przetną się drogi kilkorga podróżnych, zmuszonych do postoju w wyniku awarii autobusu o wdzięcznym przydomku Sweetheart. Oprócz przymusowego przystanku w podróży, łączy ich walka o własne marzenia. "Zagubiony autobus" to katalog skrajnie różnych postaci - w każdej z nich, dzięki mistrzostwu autora, odnajdujemy cząstkę siebie, i każdą z nich doskonale rozumiemy. Bo czyż nie pragniemy czasem niemożliwego, jak powieściowa Norma, wzdychająca do Clarka Gable'a, filmowego amanta z celuloidu? Czy nie bywamy jak Ed Carson, alias Pryszcz, który niepowodzenia osładza kokosowym ciastem i cukierkami? Czy, jak Camille Oaks, nie skrywamy tajemnicy i nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy - i nigdy nie będziemy? Czy nie rozpoznajemy siebie w panu Prtichardzie, z pozoru rzutkim biznesmenie, który, pozbawiony nadzoru żony, traci grunt pod nogami? Czy wreszcie nie jesteśmy jak Bernice Pritchard, sprytna manipulantka, która wiecznymi migrenami kupuje chwile wytchnienia od rodziny i sposobność snucia marzeń o ploteczkach z przyjaciółkami?
Tak, wszyscy tacy jesteśmy - niedoskonali, zagubieni, zwyczajnie mali - lub przynajmniej bywamy. Ale powieść Steinbecka to coś więcej niż studium charakterów: to studium emocjonalnych zależności, analiza psychologicznego uwikłania. Jest interesująco, gdy Sweetheart gładko mknie po kalifornijskich bezdrożach, ale znacznie ciekawiej, kiedy autobus grzęźnie w podmytej deszczem ziemi, a do głosu dochodzą tłumione pragnienia pasażerów. Steinbeck pokazuje ludzi, którzy po omacku szukają szczęścia i padają ofiarą sił większych od nich samych: złudzeń, cielesnych i psychicznych żądz, manipulacji. Rojenia o hollywoodzkim aktorze Norma zamienia na mrzonkę o wspólnym mieszkaniu z Camille, pan Pritchard zaś nie wytrzymuje napięcia i - w sposób tak symboliczny, co brutalny - sprzeciwia się żonie, a Juan, tchórzliwy kierowca, w desperackim pragnieniu odmiany swojego losu, porzuca nie tylko stery autobusu, ale i własnego życia, oddając najważniejsze decyzje w ręce Matki Boskiej z Guadalupe. 
Ten kameralny obraz życiowych rozbitków to wnikliwa diagnoza powojennej Ameryki, która dzięki wrażliwości Steinbecka - pisarza, zamienia się w uniwersalny portret zagubionego, nieporadnego i nieszczęśliwego człowieka. Steinbeck to mistrz realizmu z obsesją psychologicznej prawdy i przywiązaniem do detalu, widocznym w rysunku postaci oraz w opisach przyrody. Niemal w każdym rozdziale oddaje hołd pięknu żywiołu, które zdaje się stać w opozycji do brzydoty ludzkiej natury:
"Zimą, kiedy padały ciężkie deszcze, restauracja w Rebel Corners dawała ciepłe, pachnące kawą i gorącym ciastem schronienie. Gdy wiosna była w pełni, gdy trawa zieleniła się na polach i u podnóża pagórków, gdy maki i łubiny czyniły ziemię wspaniale niebieską i złotą, gdy wielkie drzewa budziły się w żółtozielonym kolorze młodych liści - wtedy nigdzie na świecie nie znalazłbyś piękniejszego miejsca. Nie była to piękność, której się nie spostrzega, bo już się do niej przywykło. Każdego ranka chwytała na nowo za gardło". [3]
Przypadkowe spotkanie nieznajomych posłużyło za pretekst do stworzenia przypowieści o Everymanie, o każdym z nas, naszych marzeniach, frustracjach, lękach i nadziei. To uczucia - zdaje się mówić Steinbeck - są paliwem człowieka. Podobne do silnika, który wprawia autobus w ruch, są motorem wszelkiego działania. Czy światła San Juan de la Cruz, widoczne w finale powieści, przyniosą spełnienie bohaterom "Zagubionego autobusu"?
"Daleko przed nimi, trochę na lewo od drogi, zabłysły odległe światełka - maleńkie, migocące w oddali, zagubione i samotne w pustce nocy, odległe, zimne, migotliwe, jak nanizane koraliki". [4]
Czy kres wyprawy będzie dla nich nowym początkiem, a może przeciwnie - okaże się, że nie sposób uciec od samego siebie, niezależnie od tego, jak daleko zawędrujemy w wojażach? Tego Steinbeck nie zdradza - i dobrze. Bo tajemnica to kolejny warunek udanej podróży.
Steinbeck, J. (2016). Zagubiony autobus. Prószyński i S-ka, Warszawa.
Tytuł oryginalny: The Wayward Bus
Tłumaczenie: Andrzej Nowicki
[1] Ibidem, str. 12;
[2] Ibidem, str. 12;
[3] Ibidem, str. 18;
[4] Ibidem, str. 304.

18 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze okazji jechać "Zagubionym autobusem", ale autor zauroczył mnie innymi pozycjami i wiem, że po prozie Steinbecka mogę spodziewać się wspomnianego realizmu i dużej szczegółowości, która ubrana jest w pozornie banalną historyjkę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam przejażdżkę tym autobusem, zwłaszcza, że znasz już kierowcę ;-) - tak, Steinbeck zawsze zabiera czytelnika w niebanalną podróż. Niedługo wybieram się "Na wschód od Edenu".

      Usuń
  2. Przepięknie napisałaś o tej cudownej powieści! Bardzo podobał mi się ten tekst. I masz rację - Steinbeck z dbałością o każdy detal stworzył historię o człowieku w pojęciu wręcz uniwersalnym, o jego bolączkach i pragnieniach. Kiedy znajdę odrobinę czasu (piszę to chyba za każdym razem!), skuszę się na kolejną wyprawę ze Steinbeckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło słyszeć, że moja pisanina się podoba :-)
      W każdej kolejnej przeczytanej powieści Steinbecka dostrzegam tę podskórną prawdę - zawsze aktualną i uniwersalną - o człowieku i jego naturze. Nieważne, jak błaha i zwyczajna zdaje się sama historia, u tego autora zdaje się ona być raczej przypowieścią niż opowieścią.
      Mnie też kuszą jego pozostałe książki: "Na wschód od Edenu", "Tortilla Flat" i "Podróże z Charley'em". Tylko - no właśnie - kiedy, kiedy? Muszę zapisać się na kurs szybkiego czytania ;-)

      Usuń
  3. Pięknie napisałaś o tej książce :) Steinbecka mam ciągle w planach, ciągle są stosy innych tytułów i autorów w kolejce..
    Czy "Zagubiony autobus" nada się na pierwsze spotkanie z tymże autorem ?
    pozdrawiam serdecznie,
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :-) Też mam mnóstwo książek na liście "do przeczytania", a na dodatek ciągle coś nowego wpada w oko i listę niebezpiecznie wydłuża...
      "Zagubiony autobus" jest idealny na pierwszy raz ze Steinbeckiem - wprowadza w bliską pisarzowi tematykę i dobrze oddaje charakterystyczny dla niego sposób narracji. A poza tym, to po prostu świetna powieść, która na pewno nie odbierze ochoty na więcej! (Myślę, że "Myszy i ludzie" też będą Ci się podobać).

      Usuń
  4. Steinback to dla mnie nadal terra incognita, chociaż autor od pewnego czasu wzbudza moje zainteresowanie. Podróż "Zagubiony autobusem" wydaje się bardzo kusząca - ogromnie ciekawi mnie obraz powojennej Ameryki, interesująco zapowiada się również zaprezentowane studium różnorakich charakterów.

    A jeśli chodzi o sam motyw podróży autobusem w literaturze, to nieodłącznie kojarzy mi się on z opowiadaniem "Autobus" autorstwa japońskiego pisarza Masujiego Ibuse (utwór do odnalezienia w świetnym zbiorze "Irys. Opowiadania japońskie").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto czytać Steinbecka - jestem (prawie) pewna, że jego powieści przypadną Ci do gustu. Dodatkową zachętą może być wznawiana właśnie przez Prószyńskiego i S-kę seria wszystkich jego książek, w całkiem udanej szacie graficznej (vide: "Zagubiony autobus" w stylowej sepii).
      Dzięki za inspirację - literatura japońska to z kolei dla mnie wciąż nieodkryte lądy. Ciekawi mnie, dokąd Japończyk zabiera autobusem swoich czytelników...

      Usuń
  5. Pociąga mnie ta obsesja do przedstawiania psychologicznej prawdy. Czytałam już kilka recenzji tej książki, ale żadna mnie nie porwała, tak jak Twoja:) Autor nie jest mi całkiem obcy, tym chętniej sięgnę. Ten autobus, który zgromadził tak różnorodne typy wygląda na metaforę życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję za przemiłe słowa :-)
      Tak, metafora życia jako podróży, w której spotykamy rozmaitych ludzi dobrze pasuje do "Zagubionego autobusu". Niby pomysł nienowy, ale Steinbeck wycisnął go do ostatniej kropli, co, w połączeniu z jego zmysłem obserwacji i darem opowiadania tworzy niezapomnianą całość. Jednym słowem - uczta! Które jego książki czytałaś?

      Usuń
    2. "Na wschód od Edenu". Lata temu:)

      Usuń
    3. Mam ją w planach :-) Podobnie jak powtórkę z serialu pod tym samym tytułem.

      Usuń
  6. Pięknie napisana recenzja. Zachęcasz i to bardzo:) Nie czytałam tej książki i mogę tylko żałować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Trzeba się cieszyć, że ta wspaniała lektura jeszcze przed Tobą!

      Usuń
  7. Świetny wpis. W powieściach Steinbecka i Caldwella zakochałam się dawno temu i należą do moich ukochanych pisarzy. Przyznam, że ,,Zagubionego autobusu" nie czytałam więc jest do nadrobienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i za przypomnienie Erskine'a Caldwella. Czytałam - lata temu - jego "Dom na wzgórzu" i książka bardzo mi się podobała.

      Usuń
    2. ,,Dom na wzgórzu" to świetna książka.

      Usuń
    3. Niedługo sprawdzę, czy inne jego powieści są równie dobre :-) Co polecasz na następny raz?

      Usuń