Strony

14.04.2016

W duecie o książce #2. O dojrzewaniu człowieka i świata: "Zabić drozda" & "Idź, postaw wartownika" Harper Lee

W kolejnym odcinku blogowego cyklu rozmawiamy o dwóch powieściach autorstwa Harper Lee. Ubiegłoroczna, głośna premiera "Idź, postaw wartownika" - i narosłe wokół niej kontrowersje - sprawiła, że wraz z Olgą z bloga Okiem Wielkiej Siostry pokusiłyśmy się o dyskusję o twórczości tej amerykańskiej pisarki. A twórczość owa ogranicza się do "Zabić drozda" - literackiego klasyka, na którym wychowały się całe pokolenia Amerykanów - oraz do "Idź, postaw wartownika", odrzuconego przez wydawnictwo debiutu Lee. Czy przesłanie "Zabić drozda" jest wciąż aktualne? Czy "Idź, postaw wartownika" to jedynie literacka wprawka nagrodzonej Pulitzerem autorki - a może coś więcej? Zapraszamy do lektury - i do dyskusji w komentarzach.
Marta: Po ubiegłorocznej premierze "Idź, postaw wartownika" długo zastanawiałam się, w jakiej kolejności przeczytać "dwupak" autorstwa Harper Lee. Postawiłam na kolejność, w jakiej obie powieści ukazały się drukiem - co, jak wiadomo, nie odpowiada chronologii ich powstania - i nie żałuję, bo "Zabić drozda", od której zaczęłam przygodę z prozą Lee, jest książką dojrzalszą i bardziej wzruszającą niż jej tak zwana "kontynuacja". Zanim porozmawiamy o jej przesłaniu, chciałabym wspomnieć o dzieciństwie Jean Louise i jej brata Jema w Maycomb w Alabamie. Bez wahania stwierdzam, że to jedna z najlepszych, najbardziej czułych i chwytających za serce literackich wizji dzieciństwa, jaką miałam przyjemność czytać!

Olga: Nie jesteśmy jedynymi osobami, które tak uważają (ja oczywiście podpisuję się bez wahania pod Twoim stwierdzeniem) - przecież to właśnie dzieciństwo, wspomnienia związane z latami beztroski w Maycomb, najbardziej zainteresowały wydawcę "Zabić drozda". Najmocniejsza strona tej książki była także najmocniejszą stroną "Idź, postaw wartownika", a Harper Lee, dzięki odpowiednim radom, przemieniła tę dobrą, choć niepozbawioną wad powieść w prawdziwe arcydzieło literatury światowej. I stoi ono nie tylko uniwersalnym przekazem i przepiękną historią o inności, ale właśnie tą sielskością, łobuzerstwem Skaut, dorastaniem Jema i najcudowniejszym, doskonałym wręcz wizerunkiem ojca w literaturze, z jakim się kiedykolwiek spotkałam. Atticus Finch to mój prywatny bóg rodzicielstwa, a jego mądrość poczytuję za jedną z najważniejszych zalet "Zabić drozda". Dlatego tak strasznie bałam się "Idź, postaw wartownika"...

Marta: Wydawca miał doskonały pomysł! W "Idź, postaw wartownika" dzieciństwo Skaut pojawia się jedynie we wspomnieniach, a te nie wybrzmiewają z pełną mocą (wyjątkiem jest historia pewnego pocałunku, który prowadzi Skaut do podejrzeń o ciąży i myśli samobójczych - co brzmi poważnie, ale jest jednym z najśmieszniejszych epizodów książki). Co innego "Zabić drozda", w którym Harper Lee czyni z dzieciństwa bohaterów główną oś akcji, bezbłędnie wychwytując jego składowe: pierwsze szkolne doświadczenia, rywalizację i zabawy, budowanie domków na drzewie i picie lemoniady, niewinne zauroczenia i poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia ojciec-opoka, powiernik i głos rozsądku. A to rodzicielska zasługa tym większa, że Atticus Finch jest wdowcem, samotnym ojcem, po którym można spodziewać się raczej problemów z zapanowaniem nad dwójką urwisów niż wychowawczego sukcesu. Ten spiżowy posąg burzy rysa, która pojawia się na jego wizerunku w "Idź, postaw wartownika". Zabieg ten, choć dla czytelnika rozczarowujący, dobrze pokazuje istotę dojrzewania: to bolesny proces, dzięki któremu możemy przejrzeć na oczy...

Olga: Dokładnie - rada wydawcy okazała się doskonała, a Harper Lee, z książki, w której dzieciństwo jest tylko wspomnieniem, wyłuskała wspaniałą historię, która na stałe zagościła w wielu sercach, zarówno dzieci jak i dorosłych. Naprawdę ogromnie ubolewam nad tym, że "Zabić drozda" nie jest lekturą w naszych szkołach. Myślę, że znajomość takiej przypowieści o akceptacji mogłaby wyjść dzieciom na dobre. A wracając do Atticusa - dużo bardziej zmartwiła mnie sama kampania "Idź, postaw wartownika", w której oznajmiono czytelnikom, że Atticus wcale nie jest taki święty, jak nam się wydawało, niż ta rysa, o której wspominasz. Owszem, w pierwowzorze "Zabić drozda" Harper Lee dokonuje czegoś w rodzaju uśmiercenia boga, jakim dla Jean Louise był ojciec. Jest to jednak śmierć niepozbawiona znaczenia, oderwanie jednego sumienia od drugiego i ukształtowanie się dorosłej kobiety, niezależnej jednostki, która na ojca potrafi spojrzeć jak na człowieka, nie jak na ideał. To mądry zabieg ze strony Harper Lee. I dodatkowo należą się jej podziękowania za to, że do poprawionej wersji, jaką jest "Zabić drozda", wybrała Atticusa niezachwianego, dobrego i sprawiedliwego.
A teraz muszę spytać - bo widziałam już Twoją ocenę "Idź, postaw wartownika" na Lubimy Czytać - jak odczytujesz tę książkę? Jako literacką wprawkę Harper Lee czy jako osobne, pełnowartościowe (bądź nie) dzieło literackie?

Turdus migratorius: drozd wędrowny. Powieściowy Atticus twierdził, że "grzechem jest z a b i ć  d r o z d a".*
Źródło 
Marta: Tak, "Zabić drozda" to świetny materiał na lekturę szkolną, a rysa na wizerunku Atticusa to bodziec wyzwalający proces dojrzewania bohaterki. Dojrzewanie to, jak piszesz, oderwanie się jednego sumienia od drugiego, uniezależnienie własnych opinii od wyroków drugiej osoby. Ciekawym zabiegiem jest włącznie w ten proces s  u  m  i  e  n  i  a, tytułowego wartownika, którego ukształtowanie jest warunkiem koniecznym dojrzałości. Zresztą, czas powieściowej akcji - społeczny niepokój, związany z nadaniem czarnoskórym mieszkańcom Ameryki pełni praw obywatelskich - to moment, w którym sumienie, to indywidualne i zbiorowe, w naturalny sposób staje się głosem pokolenia. A przynajmniej powinno nim być.
Dlaczego "Idź, postaw wartownika" dostało ode mnie tylko cztery gwiazdki? Żebym zachwyciła się książką, ta musi mnie poruszyć, zagrać na emocjach, wytrącić z kolein codzienności. Harper Lee to się udało - ale za sprawą "Zabić drozda". W "Zabić drozda" jest wszystko: jest dorastanie Skaut i Jema na tle dorastania Ameryki, jest beztroska cudownych lat i ból rozumienia, jest wreszcie wzruszający portret ojcostwa. "Idź, postaw..." traktuję jedynie jako uzupełnienie szlachetnego klasyka. Można je, owszem, traktować jako literacką wprawkę Lee, ale czy trzeba podglądać pierwsze próby autora? Czy stracilibyśmy wiele, nie znając pierwowzoru "Zabić drozda"? Dla mnie Lee pozostanie autorką jednej powieści. I jest to komplement.

Olga: Stąd też wiele kontrowersji narosłych wokół wydania tej książki. Dla jednych jest to możliwość kolejnego spotkania ze Skautem, dla innych to powieść oderwana od "Zabić drozda" - dla mnie, jako literaturoznawczyni (tak, to okropne wykształcenie daje o sobie znać podczas lektury), był to jedyny sposób na prześledzenie procesu twórczego, dojrzewania Harper Lee. Z autorki średniej książki stała się autorką czegoś, co bez problemu mogę nazwać genialną powieścią. Owszem, nie stracilibyśmy zupełnie nic z historii Skaut i Jema, gdyby "Idź, postaw wartownika" nie zostało wydane. Stracilibyśmy jednak możliwość podziwiania Harper Lee nie tylko za wspaniałego "Zabić drozda", ale za intelektualny trud, który włożyła w przemianę ze średniaka w artystkę. Dla mnie również Lee pozostanie autorką jednej powieści, choć cieszę się, że mogłam zobaczyć w niej kogoś więcej, niż utalentowaną pisarkę, której udało się już za pierwszym razem (i nigdy więcej) napisać arcydzieło. No, chyba że to Truman Capote jest autorem "Zabić drozda" i całe moje rozumowanie diabli wzięli ;)
A skoro już poruszyłyśmy temat sumienia, to może postaramy się jakoś ogarnąć główną problematykę powieści? No właśnie - w "Zabić drozda" czytelnicy znajdują przede wszystkim sprzeciwienie się rasizmowi, który w tamtych czasach był przecież normą, przyjętym stanem rzeczy. Czy nie uważasz, że to trochę krzywdzące dla powieści Lee, by patrzeć na nią tylko z punktu widzenia sprawy, którą prowadził Atticus? A gdzie miejsce dla Artura, drugiego niesamowicie ważnego bohatera, który pozwala nam dostrzec uniwersalizm w powieści Lee?  
Domki na drzewie - kwintesencja amerykańskiego dzieciństwa. Również tego z lat 30. XX wieku w Alabamie.
Źródło 
Marta: Jeśli "Idź, postaw wartownika" potraktować jako szansę kolejnego spotkania ze Skaut - psotnicą w dżinsowych ogrodniczkach, to powieść nie powinna rozczarować. Bo dorosła Jean Louise ma w sobie wiele z uroczej chłopczycy, którą była w dzieciństwie. Na pewno ciekawa, z perspektywy literaturoznawcy, jest możliwość śledzenia rozwoju Lee-pisarki, ale poza tym, ta książka nie oferuje zbyt wiele. Brak w niej między innymi Arthura "Boo" Radley'a, tajemniczego mężczyzny, który od lat nie opuszcza domu. "Boo", odludek o białych dłoniach, udowadnia, że nie warto bać się inności i że wsparcie często przychodzi od tych, po których się go nie spodziewamy. "Zabić drozda", ważny komentarz do ówczesnej rzeczywistości amerykańskiego Południa, za sprawą tej postaci staje się powieścią o uniwersalnym, wciąż aktualnym przesłaniu. "Boo był naszym sąsiadem. Podarował nam dwie mydlane figurki, zepsuty zegarek z łańcuszkiem, parę drobniaków oraz życie"**, mówi Skaut. A w zakończeniu powieści stwierdza: "Myślałam i o tym, że minie jeszcze trochę czasu, zanim dorośniemy, ale niewiele nam zostało do nauczenia się - no, może poza algebrą"***. Czy to nie zaskakujące, że jednostka dorasta szybciej niż społeczeństwo - i że jest od niego mądrzejsza? Czy to nie dziwne, że prawdę o świecie szybciej pojmują dzieci niż dorośli, którzy bywają dla siebie okrutni i gardzą sobą nawzajem?

Olga: Nie jest to dla mnie nawet odrobinę zaskakujące - społeczeństwo nie raz pokazało, że dorasta bardzo, bardzo powoli, a jeśli do głosu do chodzi jednostka, próbuje ją jak najszybciej stłamsić. Myślę, że adekwatnym przykładem może być zachowanie tłumu, który spieszy, by zlinczować przestępcę czy po prostu obrzucić kogoś błotem. Grupa ludzi bardzo łatwo poddaje się wielu negatywnym emocjom, gdy jednostka sama w sobie potrafi niejednokrotnie wykazać się zdrowym rozsądkiem. Bóle, w jakich rodził się ruch abolicjonistów, tylko to potwierdzają. Co do percepcji dziecka - tak, dzieci potrafią być okrutne i boleśnie szczere, ale nie da się ukryć, że są dużo bardziej bystre od niejednego dorosłego, który, zafiksowany na punkcie własnych przekonań i przyzwyczajeń, zamyka się na to, co nowe, nieznane, a przez to tak bardzo przerażające. Dzieci są chyba najzwyczajniej  bardziej otwarte na świat, nie wyobrażają sobie jego ram, pragną poznawać i uczyć się. A te pod przewodnictwem mądrych rodziców, takich jak Atticus, mają dużą szansę, by być ciekawymi świata do końca życia. Ciekawość Skaut i Jema doprowadza ich właśnie do domu "Boo" Radleya, jednej z moich ulubionych, tajemniczych postaci. I chociaż domyślałam się zakończenia tej opowieści, historia Artura i jego "interwencji" wycisnęła mi niemało łez z oczu. Harper Lee dokonała czegoś niesamowitego - oswoiła strachy, nadała im zwykłą, ludzką postać i uczucia. Pokazała, że to, czego nie znamy, nie musi nieść ze sobą groźby. Ta wiedza przydałaby się wielu, wielu z nas.
"Zabić drozda" znajduje się na wielu chlubnych listach, jak chociażby 100 BBC, i na jednej, która bardzo mnie zastanawia. Chodzi oczywiście o listę książek zakazanych. O ile w latach 60tych Lee podpadła "brakiem moralności" - przecież książka "kręci się" wokół sceny gwałtu, tak teraz jej książka oskarżana jest o... niepoprawność polityczną. Myślę, że lista książek zakazanych jest  bardziej reklamą, niż przestrogą, jednak czy nie sądzisz, że to lekka przesada, by w dzisiejszych czasach zabraniać jakiejkolwiek lektury? Tym bardziej takiej, która wyraźnie potępia rasizm i brak tolerancji.

Marta: Zaskakujące, że w naszych wyzwolonych czasach "bez granic", istnieje lista zakazanych książek. A że figuruje na niej "Zabić drozda", to zaskoczenie podwójne. Tym bardziej, że ta powieść to pochwała równości, tolerancji, miłości, dobroci i poszanowania. Polecam "Zabić drozda" każdemu, niezależnie od płci, wieku, światopoglądu i miejsca zamieszkania. To przykład literatury, która porusza sumienia i zmienia świat, a jej najpiękniejszym przesłaniem są słowa, jakie Atticus kieruje do małej Skaut: "(...) trzymaj głowę wysoko, a pięści nisko"****. Myślę, że to dobre motto na życie - dziś i za sto lat.

Olga: A jednak granice istnieją, a gdzieś w ich okolicach plasuje się "Zabić drozda" - książka, jak sama napisałaś, ponadczasowa. Zgadzam się z tym i naprawdę życzyłabym sobie, by jak największa liczba osób poznała tę cudowną historię. Złote rady Atticusa, który proponuje swoim dzieciom, by patrzyły na sprawy z punktu widzenia drugiego człowieka, czy narracja Skaut - prosta i celna, gotowa rozbawić i zastanowić w tym samym czasie, świadczą o sile tej powieści, o tym, że ona nigdy się nie zestarzeje. Nie jestem jednak naiwna i zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy musi uważać, iż istnieje tylko jeden rodzaj ludzi i że nie jest dobrze nienawidzić kogokolwiek. A szkoda - wtedy byłoby nam dużo łatwiej. 
Lee, H. (2011). Zabić drozda. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań.
Tytuł oryginalny: To Kill a Mockingbird
Tłumaczenie: Maciej Szymański
*Ibidem, str. 137;
**Ibidem, str. 417;
***Ibidem, str. 418-419;
****Ibidem, str. 116.

Lee, H. (2015). Idź, postaw wartownika. Wydawnictwo Filia, Poznań.
Tytuł oryginalny: Go Set a Watchman
Tłumaczenie: Maciej Szymański

14 komentarzy:

  1. Pisanie o "Idź, postaw wartownika", jako o klasyku, to chyba "skrót myślowy". Pewnie za jakieś ćwierć wieku przekonamy się czy uzasadniony :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz wyraźnie o dwóch książkach, tej na której wychowały się pokolenia Amerykanów oraz odrzuconym przez wydawcę debiucie ale nie ma o co kruszyć kopii :-), przyjmijmy, że źle Cię zrozumiałem. "Klasyka" "Zabić drozda" oczywiście nie ulega dyskusji. To po jakimś czasie wiemy, czy książka przetrwała i niekoniecznie musi to być "wyższa półka". Przecież "Trędowata" to też swego rodzaju klasyka, podobnie jak kryminały Conan Doyle'a czy powieści Verne'a. Ile ze wzbudzających zachwyt na bieżąco bestsellerów pamiętanych jest po 10 latach? Czy odcisnęły jakieś piętno w kulturze? Pewnie wyjątki, jak wszędzie, zdarzają się np. Harry Potter w swojej kategorii ale moim zdaniem one tylko potwierdzają regułę.

      Usuń
    2. Tego pojęcia użyłam w odniesieniu do "Zabić drozda", które, o ile nie jest klasykiem sensu stricto, to - chyba się ze mną zgodzisz? - jest klasykiem "literatury amerykańskiej", a na pewno - "popularnej". "Idź, postaw wartownika" nazwałam jedynie "literacką wprawką".
      A swoją drogą, czy upływ czasu jest jedynym czynnikiem, który decyduje o tym, co trafia na wyższą półkę literatury?

      Usuń
    3. Po wnikliwej analizie zdania, o które nie kruszymy kopii ;-), stwierdzam, że rzeczywiście mogło wprowadzać w błąd. Skróciłam, poprawiłam i teraz nie ma już - mam nadzieję - wątpliwości, którą z dwóch powieści uważam za klasyk.
      Przekonanie o tym, że tzw. klasyka to nie tylko tytuły, które przetrwały próbę czasu, ale przede wszystkim wartościowe dzieła, silnie we mnie tkwi, choć staram się z nim walczyć. Bo - masz rację - łatka z napisem "klasyka" nie zawsze świadczy o jakości. Ale pojawia się pytanie: co (lub kto) decyduje w takim razie o nadaniu takowego miana? Czas, krytycy, czytelnicy, literackie mody? Można także spytać, po co w ogóle takie "drogowskazy", skoro ostateczną instancją i tak jest czytelnik i jego indywidualny gust.

      Usuń
  2. Po przeczytaniu tego bardzo ciekawego posta mam zamiar sięgnąć po "zabić drozda" i przeczytać ten post jeszcze raz, żeby w pełni zrozumieć co macie na myśli;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, taką "blogową rozmowę" z pewnością lepiej się odbiera, gdy się daną książkę czytało. Ale plus jest taki, że Cię do "Zabić drozda" zachęciłyśmy :-)

      Usuń
  3. Jeszcze nie przeczytałam kontynuacji. "Zabić drozda" jest także dla mnie jedną z najważniejszych lektur, przeczytałam dosyć wcześnie, książka towarzyszy mi całe życie. Nie boję się kontynuacji, bo od początku biorę pod uwagę, że to wprawka. Początkowo miałam dość mieszane uczucia, skłaniałam się ku temu, że niepotrzebnie książka "Idź, postaw wartownika" się ukazała. Ale teraz widząc szum i głosy, że ludzie sięgają po "Zabić drozda" - myślę, że nawet dobrze się stało. W końcu każdy rozsądny człowiek zrozumie, że to jedynie wprawka... Lubię wierzyć, że jednak Harper napisała tę książkę. Ale z pewnością Truman udzielił jej ważnych porad i wskazówek... To naturalne między przyjaciółmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że zwróciłaś uwagę na ten - jakże pozytywny! - skutek uboczny pojawienia się drukiem "Idź, postaw wartownika". Jeśli cały ten szum ma przyczynić się do zwiększonej popularności "Zabić drozda", to chyba spojrzę nieco łaskawszym okiem na tę literacką wprawkę, nie do końca, niestety, udaną...
      Słyszałam, że Lee i Capote bardzo się przyjaźnili, ale o pogłoskach odnośnie rzekomego autorstwa "Zabić drozda" dowiedziałam się przy okazji mojej z Olgą rozmowy. I teraz, jak o tym myślę, przypomina mi się jedna z moich ulubionych książek Capote'a, "Inne głosy, inne ściany". Przedstawienie dzieciństwa głównego bohatera w "Innych głosach..." wydaje mi się niepokojąco - choć w nieuchwytny sposób - podobne do tego z "Zabić drozda". Ale ja też chcę wierzyć, że "Zabić drozda" miało tylko jednego autora. To znaczy: autorkę :-)

      Usuń
  4. Olga - podoba mi się sposób, w jaki opisałaś możliwość obserwowania przemiany Harper Lee w artystkę.
    Marta - Jestem niesamowicie ciekawa, czy mój sposób odbioru obu pozycji byłby podobny. Wierzę, że "Idź, postaw wartownika" jest jedynie uzupełnieniem, które można potraktować jako bonus dla czytelnika. Prawdopodobnie to nie on świadczy jednak o kunszcie twórczości autorki.
    Obie książki nadal przede mną, jednak takie dyskusje każą odłożyć wszystko inne i zacząć czytać, tak po prostu, z ciekawości... :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie proponuję Ci zacząć czytanie od "Zabić drozda". Ta powieść prawdziwie zachwyca, więc łatwiej znieść ewentualne rozczarowanie "bonusem". Przynajmniej tak było w moim wypadku. Ciekawe, czy będziesz miała podobne do naszego zdanie o twórczości Lee :-)

      Usuń
  5. Zajmująco piszecie o obu głośnych powieściach. Aż wstyd przyznać, że nie przeczytałem dotąd żadnej z nich :(
    tommy z samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą, można to zmienić! I warto - zwłaszcza jeśli chodzi o "Zabić drozda" :-)

      Usuń
  6. Ha, odkąd parę lat temu zacząłem baczniej przyglądać się temu, z której części świata literaturę czytam, ze zgrozą skonstatowałem, że ograniczałem się głównie do prozy angielskojęzycznej oraz rodzimej. Pragnąć poszerzyć swoje horyzonty śmielej zacząłem sięgać po książki z całego świata, ale poskutkowało to oczywiście tym, że ilość poznanych przeze mnie powieści amerykańskich czy brytyjskich znacząco spadła - to chyba jedno z niewielu racjonalnych tłumaczeń, które mogę przedstawić, by jakoś wyjaśnić, dlaczego nie obcowałem jeszcze z "Zabić drozda". Sporo dobrego (wręcz bardzo dobrego) słyszałem o tym utworze, a wasza interesująca dyskusja dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu, że nieznajomość tej pozycji Lee to fatalna zaległość :)

    P.S. Mierzi mnie ogromnie, że tego typu klasyka jest dostępna na naszym rynku jedynie w wydaniu "miękkookładkowym". Akurat w ramach Salamandry, na łamach której pojawił się "Zabić drozda", opublikowano sporo dzieł w twardej oprawce.

    P.S.2 Wydanie po tylu latach "Idź, postaw wartownika" po raz kolejny każe zastanowić się, czym kierują się wydawcy w takich sytuacjach - misja edukacyjna (wspomniana przez Miłkę możliwość obserwacji jak utalentowana artystka przedzierzga się uznaną pisarkę) czy też "przyziemna" chęć zysku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moim literackim globusie jest wiele białych plam. Z literaturą jest jak z podróżą-całego świata nie zwiedzisz, wszystkich książek nie przeczytasz ;-) Ale próbować warto. Zwłaszcza, że "Zabić drozda" to naprawdę dobra okazja, żeby spojrzeć ponownie na półkę z literaturą anglojęzyczną.
      PS Rzeczywiście, ubiegłoroczne wznowienie "Zabić drozda" również dostało miękką okładkę. Trudno uwierzyć, że nie ma polskiego wydania w twardej oprawie. Muszę to sprawdzić.
      PS 2 Moim zdaniem, "Idź, postaw wartownika" może być gratką jedynie dla wiernych fanów Lee-tym większą, że do roku ubiegłego była ona autorką tylko jednej książki. Natomiast wspomniany walor edukacyjny może zainteresować głównie literaturoznawców. Jak wspominała powyżej Ola, jeśli ukazanie się drukiem "Idź, postaw..." miało skutek uboczny w postaci zwiększonego zainteresowania powieścią z drozdem w tytule, to jestem zdania, że dobrze się stało :-)

      Usuń