Strony

16.11.2016

Książka na kozetce #15. Recepta na książkowe antydepresanty

Jesień, pora książkowych moli, przychodzi za wcześnie i trwa zbyt długo. Antidotum na deszczową aurę i szaro-bure myśli? Można je znaleźć w czekoladzie z orzechami, kawałku chałwy i rumowych truflach. Ten jednak, kto dba o jesienne samopoczucie - oraz o linię - powinien dostać skierowanie do... biblioteki. Oto dziesiątka tytułów, które zamiast poziomu cukru we krwi, skutecznie windują poziom endorfin. I, co ważne, pozwalają przetrwać do wiosny!

1. "NASTURCJE I ĆWOKI" MARCIN SZCZYGIELSKI
Do łez, do utraty tchu albo do rozpuku - tak będziecie się śmiać podczas lektury "Nasturcji i ćwoków". Stylistka magazynu dla pań porzuca mrzonki o romantycznym uczuciu, a w pogoni za miłością zaczyna ufać rozumowi. Gdy w oko wpada jej sąsiad zza ściany, zaczyna być... coraz śmieszniej. Zwłaszcza, że dodatkowo wplątuje się w kryminalną aferę, a na horyzoncie pojawia się eks-narzeczony. Dowcipne dialogi, humor sytuacyjny, przezabawne gagi, a w bonusie - ironiczny portret współczesności nad Wisłą. Okładka słusznie ostrzega o niekontrolowanych wybuchach śmiechu - a jeśli nie macie dość, na deser są "Farfocle namiętności", drugi tom śmiechoterapii à la Szczygielski.
Szczygielski, M. (2012). Nasturcje i ćwoki. Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa

2. "HUMOR W GENACH" HANNA ZBOROWSKA
Klątwy rodowe kojarzą się z obłąkanymi starymi pannami, bankrutującymi głowami rodzin i z cieniem, którego macki sięgają z pokolenia na pokolenie. W drzewie genealogicznym Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich był urok innego rodzaju - urok dowcipu i śmiechu. Autorka "Humoru w genach" - siostra Jana Kobuszewskiego, matka Wiktora Zborowskiego - udowadnia, że gen wesołości jest dziedziczny. W swoich wspomnieniach z lat młodości, przypadających na okres międzywojnia i okupacji, przedstawia historię aktorskich rodów Kobuszewskich i Zborowskich. I robi to z werwą i dowcipem. Zarazicie się pogodą ducha, której niestraszne dziejowe zawieruchy - i będziecie wracać do tej książki. Nie tylko jesienią.
Zborowska, H. (2003). Humor w genach. Kowalska/Stiasny, Warszawa

3. "OBRONA SZALEŃSTWA" WOODY ALLEN
Kto lubi filmy Woody'ego Allena, ten polubi się z jego prozą. Czterdzieści sześć tekstów słynnego reżysera, zgromadzonych w tomie pod  (wymownym)  tytułem "Obrona szaleństwa", to gwarancja natychmiastowej poprawy nastroju. Popisy nieskrępowanej wyobraźni i poczucia humoru, doprawionego solidną dawką absurdu to mieszanka, która obudzi z letargu niejednego smutasa. Korespondencyjny pojedynek szachowy? Nieznany epizod z życia hrabiego Drakuli? A może analiza rachunku z pralni pewnego znanego filozofa? Czyste szaleństwo! I więcej perełek w jednej, niepozornej książce niż na wystawie u jubilera.
Allen, W. (2008). Obrona szaleństwa. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań

4. "ZJEM TO, CO MA NA SOBIE" DAVID SEDARIS
Najlepszą rekomendacją dla "Zjem to, co ma na sobie" - książki, która rozśmiesza bardziej niż łaskotki, jest osoba jej autora. Sedaris, amerykański komik-kontestator, zanim zaczął wydawać książki, był tragarzem, ogrodnikiem, a nawet... elfem. A teraz pisze przezabawne dzienniki o dorastaniu u boku groteskowej rodziny - a recenzenci porównują komizm Sedarisa do efektu, jaki wywarłyby "Cudowne lata", gdyby ich reżyserem był... Woody Allen. Jest więc przezabawnie, lekko, dowcipnie - ale między wierszami bywa gorzko i zwyczajnie niewesoło. Zastrzyk humoru i refleksji w jednym, czyli idealna mieszanka na listopadowe wieczory. No i ten tytuł!
Sedaris. D. (2006). Zjem to, co ma na sobie. Wydawnictwo Znak, Kraków

5. "SERAFINA I KOCHANKOWIE" KRYSTYNA NEPOMUCKA
Stosunki damsko-męskie, poważna rzecz. A zarazem krynica niewyczerpanych pokładów humoru. Bo zaobserwować można wiele, w tym wiele śmiesznego, gdy przyjrzymy się tytułowej Serafinie z książki Krystyny Nepomuckiej, panience z niezbyt dobrego domu, oraz tłumowi jej, w większości leciwych i majętnych, kochanków. To jedna z tych książek, które trzeba - i warto - wziąć w nawias, żeby nie pozbawiać się dobrej zabawy. A zabawić się można: czy to z ciotunią Apolonią z piekła rodem, czy z absztyfikantami Serafiny - dorobkiewiczami, którzy pupki nie odróżniają od papki. I spędzić czas z książką, która w sposób zabawny mówi o tym, co właściwie nieśmieszne - i wciąż aktualne.
Nepomucka, K. (2011). Serafina i kochankowie. Akapit Press, Łódź

6. "ŻONA PIEKARZA" MARCEL PAGNOL
Słoneczna Prowansja w środku deszczowej jesieni? Voilà: poznajcie Marcela Pagnola, którego sława nad Sekwaną dorównuje jedynie popularności René Goscinny'ego. Nie bez powodu - Pagnol pisał tak, jak autor słynnego "Mikołajka", czyli lekko i zabawnie. Piekarz Aimable przybywa do urokliwej prowansalskiej wioski. Gdy jego żona ucieka z miejscowym pasterzem, Aimable ogłasza strajk, a skłóceni mieszkańcy muszą się zjednoczyć, aby móc się cieszyć jego wspaniałym chlebem. Nie dość, że wszystko dobrze się kończy, to dodatkowo czytelnik odzyskuje humor!
Pagnol, M. (2010). Żona piekarza. Wydawnictwo Esprit, Kraków

7. "REKREACJE MIKOŁAJKA" RENÉ GOSCINNY, JEAN-JACQUES SEMPÉ
Kolejny klasyk znad Sekwany, który pozwala doświadczyć beztroski dzieciństwa na własnej, dorosłej skórze - a to zawsze poprawia nastrój. Zwłaszcza, gdy podróż wehikułem czasu funduje nam nieznośny, acz uroczy urwis - Mikołajek, i banda jego kumpli. Odzyskać humor w towarzystwie najpopularniejszych łobuziaków dziecięcej literatury - Alcesta, Joachima, Gotfryda, Euzebiusza i Ananiasza - to przyjemność podwójna. I równie przyjemny dylemat: co śmieszniejsze, tekst Goscinny'ego czy ilustracje Sempé?
Goscinny, R., Sempé, J.-J. (2014). Rekreacje Mikołajka. Nasza Księgarnia, Warszawa

8. "PROCHY ANGELI" FRANK McCOURT
Czytając "Prochy Angeli" nie będziecie śmiać się pod rozpuku, ale nadzieja i otucha, jaką napawa powieść Franka McCourta to więcej niż niejeden seans śmiechoterapii. Limerick, Irlandia, czasy Wielkiego Kryzysu. Nędza, upodlenie i błoto irlandzkich slumsów - oto codzienność rodziny McCourt'ów: Franka, czwórki jego rodzeństwa, matki oraz ojca, który w pubie bywa częściej niż w pracy. Tym, co nie pozwala się załamać, jest pogoda ducha i niezłomna wiara w marzenia. Autobiograficzne "Prochy Angeli" to dowód, że o zimnym, głodnym dzieciństwie można pisać ze swadą i poczuciem humoru. Dla jesiennych malkontentów - pozycja obowiązkowa.
McCourt, F. (2007). Prochy Angeli. Wydawnictwo Albatros, Warszawa

9. "OSTATNIA ARYSTOKRATKA" EVŽEN BOČEK
Południowi sąsiedzi kojarzą się Polakom stereotypowo: wiemy, że mają piękną stolicę i dobre piwo. Zanim odwiedzimy Pragę, warto poznać czeską literaturę. Kto jeszcze tego nie zrobił, niech zacznie od "Ostatniej arystokratki" Evžena Bočka. Rodzina Kostków wraca z Ameryki do Czech, aby przejąć zamek Kostka, dawną rodową siedzibę. Na miejscu czeka ich wiele niespodzianek, na czele z dawnymi pracownikami posiadłości: kucharką, ogrodnikiem i kasztelanem. Czy Kostkom uda się odnaleźć w nowej roli? Czy zdobędą zamek? Nie bez przyczyny Mariusz Szczygieł, znany czechofil, stwierdził, że Bóg stworzył Czechów, żeby Polakom było weselej. Ahoj!
Boček. E. (2012). Ostatnia arystokratka. Wydawnictwo Stara Szkoła, Wołów

10. "LESIO" JOANNA CHMIELEWSKA
Lista książkowych rozweselaczy byłaby niepełna, gdyby zabrakło na niej przynajmniej jednego tytułu z dorobku Królowej Polskiego Kryminału. "Lesio", jedna z najdowcipniejszych powieści Chmielewskiej, przenosi czytelnika w ponurą rzeczywistość PRL-u. Są lata 70-te, a tytułowy Lesio pracuje w biurze projektowym. I, ku czytelniczej uciesze, wplątuje się w serię  przezabawnych przygód. Chmielewskiej nie sposób przedawkować, chociaż czytanie jej książek przynosi efekt uboczny w postaci bólu brzucha. Ze śmiechu, oczywiście.
Chmielewska, J. (2007). Lesio. Kobra Media, Warszawa

Jakie książki polecacie na jesienny spleen?

36 komentarzy:

  1. O tak, Chmielewska jest świetna! Uwielbiam jej poczucie humoru. Do swojej listy dopisałabym też "Autostopem przez galaktykę" Douglasa Adamsa i coś Mendozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Autostopem przez galaktykę" - no, to musi być niezła jazda! Dawno temu czytałam "Przygodę fryzjera damskiego" Mendozy i... pozostałam niewzruszona. Pocieszam się, że może to jeden z mniej zabawnych tytułów tego pisarza? Bo wokół same zachwyty, a ja - au contraire... ;-)

      Usuń
    2. Adamsa polecam z całego serca. Mnie Mendoza do łez rozbawił "Brakiem wiadomości od Gurpa", ale do niego nie będę Cię przekonywać skoro fryzjer Ci nie podpasował. :)

      Usuń
    3. Tak łatwo się nie poddam! Spróbuję kiedyś tego "Gurpa", może i ja się popłaczę? ;-)

      Usuń
  2. Delicje, same delicje:) Niektóre znam i już uwielbiam. Ale szczególnie mam ochotę na książkę Woody'ego Allena, a przede wszystkim na "Farfocle namiętności":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nasturcje" i "Farfocle" rozkładają na łopatki! Jest jeszcze "PL-Boy, czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji" (!) oraz "Wiosna PL-Boya, czyli życie seksualnie oswojonych". To z repertuaru lżejszego. A Szczygielski w wersji poważniejszej to "Poczet królowych polskich" (świetny!).
      A jeśli mogę coś zasugerować, to z mojej listy najbardziej polecam "Humor w genach" Zborowskiej - nieczęsty miks wspomnień i lekkości pióra. Jak sądzę, idealnie w Twoim guście :-)

      Usuń
    2. Tak właśnie myślałam... Szczygielski i Allen już zamówione. Na Zborowską dopiero poluję... Będę się niedługo bała do Ciebie zaglądać;)

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że przyczynię się do szampańskiej lektury! ;-) A którą książkę Szczygielskiego zamówiłaś?

      Usuń
  3. No i masz. Po co ja tu zajrzałam? Teraz mam ochotę czytać te wszystkie książki naraz (co z tego, że niektóre znam prawie na pamięć?) ;-). Jeszcze wyżej niż "Prochy Angeli" cenię "I rzeczywiście" McCourta - humor ten sam, a w życiu autora się polepszyło, więc momenty przygnębienia odpadają. Poza tym to kawał znakomitej prozy. Listę uzupełniłabym o "Stefcię Ćwiek w szponach życia" Dubravki Ugresic :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy podobnie: po ułożeniu listy, obiecałam sobie, że przeczytam te książki po raz n-ty :-) Co mi się przyda, zwłaszcza, że moja codzienność to głównie książki poważne i smutne.
      Nie mogę dojść do ładu z tym "I rzeczywiście" - czytałam, nie czytałam? Na półce mam "Prochy..." i "Nauczyciela", wygląda na to, że drugi tom mnie ominął.
      Dzięki za "Stefcię" - podoba mi się już sam tytuł :-)

      Usuń
  4. "Żona piekarza" zainteresowała mnie najbardziej. Może z tego względu, że kiedyś już miałam sięgnąć po tę książkę i w ostatniej chwili zrezygnowałam. Czas nadrobić zaległości :)Nie przekonuje mnie za to Chmielewska. Czytałam jej kilka książek, ale jakoś nie mogę w nich odnaleźć, nie pasuje mi poczucie humoru autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre powieści Chmielewskiej być może trochę "trącą myszką". Autorka debiutowała kilka dekad temu, a od tamtej pory wiele się zmieniło - w tym poczucie humoru. Ale skoro nie Chmielewska, to może Szczygielski? "Nasturcje i ćwoki" są boskie!

      Usuń
    2. Możliwe, chociaż czytałam i te starsze, i te nowsze powieści Chmielewskiej i jakoś mnie nie przekonały do siebie. Ale nie wykluczam, że kiedyś zrobię kolejne podejście. "Nasturcje i ćwoki" mówisz? Czemu nie, dam szansę jeśli nadarzy się okazja :)

      Usuń
    3. "Nasturcje i ćwoki", a potem "Farfocle namiętności", "PL-Boy" i "Wiosna PL-Boya"... A w poważniejszym tonie "Poczet królowych polskich". Nie pożałujesz, zobaczysz! :-)

      Usuń
    4. Już tytuły mnie rozbrajają, więc muszę sprawdzić co się pod nimi kryje :)

      Usuń
  5. "Mikołajek" i "Lesio" to absolutne perełki. Na poprawę humoru proponuję też coś z gatunku fantasy - twórczość Pratchetta to miód na serce każdego człowieka, który pragnie poćwiczyć przeponę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terry Pratchett kojarzy mi się - nie wiem, czy słusznie - z Lemem w wydaniu humorystycznym. Czy poza "Światem dysku" znajdzie się w jego repertuarze coś dla czytelnika, który (tak jak ja) wciąż jest ze sci-fi na bakier?

      Usuń
  6. Woody Allen pisze zabawnie i inteligentnie, przyłączam się do polecania.

    A tak z innej, nieco zapomnianej, mańki - polecam "Dwanaście krzeseł" napisane przez przez Ilję Ilfa i Eugeniusza Pietrowa. Cudna satyra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brylant ukryty w jednym z dwunastu krzeseł szlachcianki? Bimber pędzony z taboretu?! Zapowiada się! A dodatkowo, jak widzę, tłumaczenie: Jan Brzechwa. Dzięki za podpowiedź :-)

      Usuń
  7. Oj, mam zaległości w czytaniu książek antydepresyjnych, bo z tej listy znam tylko „Mikołajka”. Zainteresowała mnie „Serafina i kochankowie”. Nepomucka rozśmieszyła mnie kiedyś swoim „Małżeństwem niedoskonałym”. :)
    Mnie w dobry humor zawsze wprawiają „Wielkie przygody małego ancykrysta” Józefa Mortona. To zapomniana książka, ale jaka świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama posiada całą kolekcję Nepomuckiej, ale dotąd pożyczyłam jedynie "Serafinę". Czy wiesz, że oprócz "Małżeństwa niedoskonałego" jest jeszcze "Miłość niedoskonała", "Samotność niedoskonała" i "Rozwód niedoskonały"? Oraz, dla odmiany, "Kochanek doskonały" i "Starość doskonała"?
      Zerknęłam do zasobów on-line moich bibliotek, ale "Wielkich przygód małego ancykrysta" nie mają... Są za to "Wielkie przygody małej kropelki wody", "Wielkie przygody małej Patrycji" i "Wielkie przygody małej koparki" (!) :D

      Usuń
    2. A ja bym "Małżeństwo ..." odradzał jako antydepresant.

      Usuń
    3. A ja odradzam małżeństwo w ogóle i w szczególe, a na dodatek bez cudzysłowu ;-) Zwłaszcza jako antydepresant :D

      Usuń
  8. Nie zaobserwowałem wpływu pogody na moje wybory czytelnicze. ;) Ale z lekkich i zabawnych, poleciłbym Pratchetta, Stefanię Grodzieńską. Przymierzam się też do Małych eksperymentów. W sumie każda książka jest poprawiaczem humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aura może nie mieć wpływu na wybór książki, ale wesołe książki potrafią odczarować ponurą aurę!
      Czy na pewno każda książka poprawia humor? Kwestia co najmniej dyskusyjna ;-)

      Usuń
    2. Dla mnie nie ma ponurej aury. Uwielbiam spacerować podczas mgły, deszczu czy śniegu.
      A czemu każda ma nie poprawiać humoru? Są takie, które z założenia poprawiają humor (bo albo są lekkie, albo traktują o osobach, które mimo przeciwności dały sobie radę), i są takie które poprawiają ci humor bo "ty nie masz takich problemów". :D Wszystko to kwestia podejścia.

      Usuń
    3. Śnieg nie jest ponury - tu się zgadzamy (o ile nie jest pośniegowym błotem).
      Zazdroszczę impregnacji na książkowe smutki! Gdy czytam niewesołą książkę i wczuwam się w położenie bohatera, to, siłą rzeczy, zarażam się smutkiem. I dzieje się to zanim pocieszy mnie fakt, że nie jestem Wokulskim albo Kareniną :D

      Usuń
    4. Ja w ogóle mało empatyczny jestem. ;)

      Usuń
    5. Don't worry, czytanie rozwija empatię ;-)

      Usuń
  9. Ja mam ochotę wrócić do Wawrzyńca Pruskiego i jego dwóch książek: "Jędrnych kaktusów" i "Ballady o chaosiku". Poza tym uważam, że niebezpiecznie jest jeździć samochodem z włączonym audiobookiem "Piotrek zgubił dziadka oko ..." Krystyny Legut :D Poza tym nieźle bawiłem się przy "Tak trudno być mną" Dagmary Półtorak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rozweselające podpowiedzi! (znam - ze słyszenia - jedynie nazwisko Pruskiego). Jeśli zdarzy mi się przejażdżka samochodem z włączonym audiobookiem (rzadko książek słucham), będę pamiętać, żeby na wypadek wszelki, zająć miejsce pasażera, a nie kierowcy ;-)

      Usuń
    2. Dziś zakupiłem Les farfocles w ebooku. Zbadamy poziom uchachania dziełem :P

      Usuń
    3. Dałabym lajka, gdybym mogła! Mam nadzieję, że śmiechometr zwariuje ;-) Wesołej lektury!

      Usuń