Strony

05.01.2016

Półmetek bitwy zwanej życiem: "Moja walka. Księga 3" Karl Ove Knausgård

Dzieciństwo - arkadyjska kraina szczęścia i beztroski - króluje na kartach powieści. Bywa oazą łagodności, do której tak przyjemnie wraca się we wspomnieniach. Zdarza się, że - tak w życiu, jak w literaturze - jest koszmarem i udręką. Czasem początkowi naszej egzystencji towarzyszy nieszczęście wojny, choroby, cierpienie lub brak - rodzicielskiej miłości i obecności.
W trzecim tomie "Mojej walki" Karl Ove Knausgård łączy te dwie wizje dzieciństwa w niepokojącą, bajkowo-przerażającą całość. Podobnie jak w księgach poprzednich, także i tę rozpoczynają filozoficzne rozważania. Tym razem o pamięci, bo to ona jest nośnikiem wspomnień:
"Wszystko, co pamiętam z pierwszych sześciu lat swojego życia, wszelkie zachowane zdjęcia i przedmioty z tego czasu, przyciągam do siebie, one stanowią istotną część mojej tożsamości, wypełniają pusty i pozbawiony wspomnień skraj mojego "ja" sensem i ciągłością. Z tych wszystkich ułamków i kawałeczków zbudowałem sobie jakiegoś Karla Ovego, jakiegoś Yngvego, jakichś rodziców, jakiś dom w Hove i jakiś dom na wzgórzu Tybakken, jakichś dziadków ze strony ojca i ze strony matki, jakieś sąsiedztwo i jakąś gromadę dzieciaków. Tę prowizoryczną, przypominającą slums budowlę nazywam swoim dzieciństwem".*
Norwegia, lata siedemdziesiąte. Para z dwójką dzieci  - przyszłym autorem "Mojej walki" i jego starszym bratem, Yngvem - przeprowadza się z Oslo na południe kraju, aby zamieszkać w czerwonym domu z białymi ościeżnicami, w środku lasu i w środku wyspy Tromøya. To tutaj Karl Ove stworzy mikrokosmos swojego dzieciństwa. To tu wszystko zdarzy się po raz pierwszy: przyjaźń i miłość, pierwszy dzień w szkole i na basenie, pierwsze zachwyty i rozczarowania, rozpacze i radości. Osiedle niewielkich domków, na którym czuć zapach pobliskiego morza, stanie się centrum jego świata, a wraz z nim miejsca-symbole, w których toczy się dzieciństwo: las z wysypiskiem śmieci, zatoka Ubekilen, sklep B-Max oraz stacja benzynowa Fina. Z pozoru wszystko wygląda tak, jak powinno - latem gra się w piłkę lub przesiaduje na gałęzi bezpańskiej wiśni, zimą jeździ się na łyżwach po jeziorze Tjenna. To, co dobre, zdaje się trwać wiecznie, a przykre konsekwencje dziecięcych psot i psikusów mijają równie szybko, jak płynie czas, gdy jest się dzieckiem. Kończą się areszty domowe i kary, mijają zawieszone tygodniówki, więc można znów iść do sklepu i brzęczące w kieszeni monety wymienić na torebkę ulubionych cukierków.
Nie dajmy się jednak zwieść - to nie jest zwyczajna powieść wspomnieniowa, w której niedoskonałość pamięci zaciera kontury zdarzeń, a nostalgia wybiela zwyczajowe przykrości. Pierwsze rysy na tym z pozoru spokojnym obrazku pojawiają się pod postacią dziecięcych lęków. Mały Knausgård boi się psów, odgłosów wydawanych przez rury w łazience oraz mitycznego "wodnika z zatoki", który porywa dzieci. Ale to nic wobec przerażenia, jakie wzbudza w chłopcu apodyktyczny, nieznoszący sprzeciwu ojciec. Paraliżujący lęk przed jego wybuchami gniewu i karzącą ręką kładzie się cieniem na dzieciństwie Karla Ovego:
"U Geira to matka była surowa, a ojciec łagodny, u Daga Lothara oboje byli łagodni, ojciec może trochę surowszy. U reszty to ojcowie byli surowi, a matki łagodne. Ale nikt nie był równie surowy jak mój tata, tyle wiedziałem na pewno".**
Bezwzględnie szczery, powściągliwy styl narratora, który znamy z dwóch poprzednich tomów autobiograficznej sagi, jest świetną przykrywką dla emocjonalnego ładunku przekazywanych treści. Ta z pozoru beznamiętna relacja sprawia, że figura ojca, choć widoczna jedynie w tle, niepostrzeżenie wysuwa się na pierwszy plan. I nie pozwala o sobie zapomnieć:
"Dla mnie liczyło się tylko to, że nie ma go w domu. Ale (...) tata wciąż był tam obecny w jakiś dziwny sposób, myśl o nim raziła mnie jak piorun, jeśli nabrudziłem w przedpokoju albo nakruszyłem na stół przy posiłku, czy choćby wtedy, gdy przy jedzeniu gruszki pociekł mi po brodzie sok. Nie potrafisz nawet zjeść gruszki, żeby nie brudzić, chłopcze? - rozlegał się w moich uszach jego głos".*** 
Te nieliczne chwile, w których udaje się oddalić od ojca, po latach Knausgård nazwie szczęściem.
Jeśli szukamy Proustowskiej magdalenki i potrzeba nam wsparcia dla własnej pamięci, trzecia księga "Mojej walki" to dobry przewodnik po zapomnianych ścieżkach dzieciństwa. Nie ma znaczenia, że nie spędziliśmy go na norweskiej wyspie, jedząc na obiad befsztyki z wieloryba - dzieciństwo Knausgårda jest naszym dzieciństwem. Ten tom "Mojej walki" jest jak szablon, który można przyłożyć do dowolnej mapy pamięci, aby wydobyć z niej zapomniane zdarzenia i emocje, których każdy z nas doświadczył na początku drogi. To inspirowana życiem, uniwersalna proza, która hipnotyzuje, wciąga i uzależnia. Przeglądamy się w niej jak w lustrze. Zaburzona chronologia życiorysu odzwierciedla niedostatki naszej pamięci. Autor stawia pomnik dzieciństwu dopiero w trzecim tomie cyklu, jakby chciał powiedzieć, że pamięć chadza własnymi drogami, kierując się kodem wspomnień i emocji, które pojawiają się nieproszone i znikają jak chcą, i kiedy chcą.
Trzecia księga kończy się w momencie, gdy autor wkracza na drogę dojrzewania. Papierkiem lakmusowym kiełkującej dorosłości są oglądane w ukryciu pornograficzne pisma, obsesyjne zainteresowanie płcią przeciwną i pierwszy dezodorant, sprezentowany przez matkę - symboliczne pożegnanie z dzieciństwem. Z poprzednich tomów wiadomo, że dorosłość nie uzdrowiła relacji Knausgårda z ojcem. Możliwe, że wszystko, co dobre, jeszcze przed autorem - i przed czytelnikami, bo "Księga 3" to dopiero półmetek monumentalnej, liczącej sześć tomów sagi o walce, potocznie zwanej życiem.
Szczęśliwy dom rodzinny wyposaża w siłę - najlepszy kapitał na dalszą drogę. Wiemy, że Knausgård takiego spadku nie otrzymał. Dlatego w kolejnych tomach nadal będzie toczył swą bitwę, a czytelnik przekona się, czy życie dla tego norweskiego pisarza będzie równie łaskawe, jak literatura. Tymczasem - walka trwa.
  
Knausgård, K.O. (2015). Moja walka. Księga 3. Wydawnictwo Literackie, Kraków
Tytuł oryginalny: Min kamp. Tredje bok. Roman
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
*Ibidem, str. 17;
**Ibidem, str. 83;
***Ibidem, str. 429. 

18 komentarzy:

  1. Chyba jednak nie dla nas :)

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie zachęciłam do lektury. Bo warto!

      Usuń
  2. Sześć tomów trochę przeraża, ale gdybym je dorwała z pewnością by mnie nie zawiodły. Twoja opinia znakomicie zachęca.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przerażaj się objętością - kolejne księgi pochłania się błyskawicznie (jak każdą dobrą literaturę). Poza tym, ukazują się w rozsądnych odstępach czasowych, co pozwala dawkować lekturę :-) Jak dotąd, ukazały się trzy tomy - i walka, i czytanie jest więc na półmetku.

      Usuń
  3. Od dłuższego czasu ten tytuł przewija się przed moimi oczami, mignął mi gdzieś na stronie wydawnictwa, na przeróżnych blogach, a ja nadal nie wiem, o co chodzi. I o ile zwykle czytelnicze mody mnie nie dotyczą, a wręcz stronię od wszystkiego, co jest na topie, tak muszę przyznać, że ta moda mi się podoba. Szał na inteligentną, wymagającą literaturę niesamowicie mnie cieszy i z pewnością skłania do sięgnięcia po ten tytuł. Tym bardziej, że znalazł się u Ciebie, co - ze względu na spore podobieństwo książkowego gustu - jest dla mnie swojego rodzaju wyznacznikiem jakości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, że pewien Norweg wziął na warsztat swoje - skądinąd dość zwyczajne życie - i zrobił z niego kawał dobrej literatury ;-)
      A całkiem poważnie: nie on pierwszy, i z pewnością nie ostatni, ale to właśnie "Moja walka" sprawiła, że wpadłam jak śliwka w kompot! Od pierwszego tomu. Nieczęsto trafia się tak wciągająca, współczesna literatura.
      To prawda, mamy podobny książkowy gust, dlatego jestem pewna, że "Moja walka" Ci się spodoba :-) Przeczytaj koniecznie!

      Usuń
  4. Fascynuje mnie to, ile można wyciągnąć z wydawałoby się przeciętnego życiorysu przeciętnego człowieka. Ciągle odkładam lekturę książek Knausgårda, bo chciałabym móc się im całkowicie poświęcić, a nie podczytywać je w wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie fenomen "Mojej walki" - historia zwyczajnego życia, ale opowiedziana tak, że nie można oderwać się od lektury! No i bonus dodatkowy - całe sześć tomów, aby się nią delektować.
      Można "Moją walkę" podczytywać w wolnym czasie, ale trzeba go mieć naprawdę sporo, bo jak już się zacznie, to po prostu nie można przestać! ;-)

      Usuń
  5. Nie czytałam tej serii, ale widzę, że autor zafundował dokładny opis swoich wspomnień i do tego, nie są to tylko suche fakty z dzieciństwa, ale prawdziwe emocje, strach... Jestem przekonana, że i mi dobrze by się czytało "Moją walkę". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się skusisz, to myślę, że się nie zawiedziesz. To wciągająca powieść, którą szybko się czyta. Czy raczej: "pochłania" ;-)

      Usuń
  6. Podobnie jak Franca - chyba kiedyś sięgnę po tę powieść właśnie po to, żeby przekonać się, jak to możliwe, że to się udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po prostu sekret dobrej literatury - opowiedzieć o czymś zwyczajnym, ale zrobić to tak, żeby czytelnik nie mógł oderwać się od lektury. Jestem ciekawa, czy staniesz się fanem "Mojej walki".

      Usuń
  7. Bardzo przekonująco zachęcasz, ale od pewnego czasu boję się książek chwalonych przez wszystkich. Zastanawiam się, czy "Moją walkę" można czytać nie po kolei, czy też znajomość poprzednich tomów jest konieczna do zrozumienia tego trzeciego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, znam ten strach. I nie chodzi o to, że stracę czas, bo książka mnie się akurat nie spodoba, ale o wygórowane oczekiwania, z jakimi zaczynam zachwalaną przez wszystkich lekturę. A tego nie lubię, wolę, gdy książka mnie zaskakuje, a ja, zaczynając ją, jestem jak "tabula rasa". "Moją walkę" zaczęłam czytać na długo przed "erą bloga", gdy cudze opinie o książkach nie docierały do mnie w takiej ilości, jak obecnie. Zatem możesz mi zaufać - chwalę szczerze i bezinteresownie! ;-) Myślę, że naprawdę warto.
      Knausgård nie jest nadmiernie przywiązany do chronologii w prezentowaniu swojego życiorysu. Księgi 1 i 2 były poświęcone jego dorosłości (druga, moim zdaniem szczególnie udana, prezentowała go w roli ojca i męża), 3 to powrót do dzieciństwa. Można bez większych obaw zacząć czytać "Moją walkę" w dowolnej kolejności - a jeśli ktoś lubi porządek, proponuję, żeby na pierwszy ogień poszła właśnie "Księga 3" :-)

      Usuń
  8. Może kiedyś skuszę się... zapowiada się obiecująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już Księga 1 była obiecująca i, co ważne, obietnica dobrej literatury - dotrzymana!

      Usuń
  9. Bardzo się cieszę, że tom III poszedł w tą stronę - właśnie takiego nawiązania do sylwetki brakowało mi w I części. Wyczuwało się przecież ten nieokreślony strach (?) przed ojcem- cały czas czekałam na opis jakiegoś WYDARZENIA z dzieciństwa z nim związanego - ale w końcu go nie otrzymałam. W każdym bądź razie wierzyłam, że autor jeszcze do tego wróci... Książka już czeka na półce, znalazłam pod choinką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, księgi 1 i 2 jedynie zarysowały relację autora z ojcem, ale przyczyna ich wzajemnej niechęci nie została wyjaśniona - aż do teraz. Muszę przyznać, że tajemnicza kwestia ich skomplikowanych wzajemnych relacji skutecznie podtrzymywała napięcie w tej, skądinąd przecież wcale niesensacyjnej, sadze.
      Fajny prezent dostałaś pod choinkę ;-) Czekam na Twoją opinię!

      Usuń