Strony

01.02.2018

Z dziennika neurotyka: "Bez dogmatu" Henryk Sienkiewicz (oraz Walentynki z Prusem!)

Arystokrata z europejskim paszportem i milionami po ojcu, sceptyk do potęgi, dziecię fin de siècle'u z atrofią woli i życiem pod kreską - oto Leon Płoszowski. Nazywane "dziennikiem pierwszego polskiego dekadenta końca dziewiętnastego wieku", Sienkiewiczowskie "Bez dogmatu" powstało po ogromnym sukcesie Trylogii, na skutek zmęczenia autora "Potopu" tematyką historyczną i zwrotu w stronę powieści psychologicznej. Zamiast szczęku oręża i tętentu końskich kopyt na bitewnych polach, słychać w "Bez dogmatu" skargę arystokraty, który w drobiazgowych zapiskach, prowadzonych od stycznia 1883 do grudnia 1884 roku, obnaża przed czytelnikiem nieszczęśliwą duszę.  
Wychowany za granicą, kształcony w najlepszych szkołach, wcześnie osierocony przez matkę - jest Płoszowski jednym z tych, którym pieniądze szczęścia nie dały. Przeciwnie: dziedziczny majątek go rozleniwił, uczynił egzystencję nieznośną. Podobnie uciążliwe mogą współczesnemu czytelnikowi wydać się te - liczne zresztą - fragmenty dziennika, w których jego autor docieka przyczyn zobojętnienia i dokonuje wiwisekcji swej bezwolnej postawy. Trudno mu jednak nie współczuć, gdy z bezradnością skazańca wyznaje:
"Nie umiem sobie wyobrazić siebie za rok, za dwa lub trzy. Co ja będę robić? Zupełna bezcelowość powinna wyłączać z życia. Właściwie mówiąc, dla mnie nie ma miejsca nigdzie". [1]
I rzeczywiście, mimo podróży do europejskich metropolii, eskapad na Włoską Riwierę, mimo bywania "u wód" i w uzdrowiskach - Płoszowski-kosmopolita czuje się obcy pod każdą szerokością geograficzną. Nadzieją na życiową przystań wydaje się być Anielka - gdy imię tej pięknej szlachcianki po raz pierwszy pojawia się na kartach dziennika, ten zmienia się z analizy udręczonego umysłu w transkrypcję dziejów tragicznego uczucia. Zamiast ulec wdziękom słowiańskiej heroiny - na co ma zresztą ochotę - i matrymonialnym planom, jakie ma wobec bratanka ciotka Płoszowska, Leon ucieka do Italii, gdzie spotyka "piękną jak dzieło sztuki" mężatkę, Laurę Davisową...
Introspekcja Płoszowskiego wprowadza czytelnika w obyczajowo-społeczne tło epoki: poznajemy życie ziemiańskiego dworu, styl bywania ówczesnych "wielkich i możnych", zyskujemy wgląd w koloryt dziewiętnastowiecznej stolicy i wiejskich peryferii. Dziennikowe rozterki to, na szczęście, nie tylko Leonowe "ja", to również zaskakująco trafny - i niepokojąco aktualny - obraz kondycji ówczesnego społeczeństwa i ciemnych stron człowieczej natury. Sienkiewicz jawi się w "Bez dogmatu" jako wytrawny znawca nie tylko męskich niepokojów, ale i symptomów "chorych", dekadenckich czasów. Stworzoną przez niego postać bezczynnego dandysa trudno nazwać dzieckiem epoki. Leon to raczej uniwersalny everyman - jego cechy znajdziemy u wielu współczesnych "Płoszowskich", którzy oblali egzamin z życia.
Do niedostatków pierwszej polskiej powieści psychologicznej należy powszechny zarzut wobec konstrukcji Sienkiewiczowskich postaci - ich schematyczność. W "Bez dogmatu" dotyczy on zwłaszcza kreacji kobiecych - Anielka jest tu ledwie naszkicowana, a z cienia, w którym stoi, wyłania się nie tyle rasowa heroina, co jej "anielskie" atrybuty: dogmaty, zasady i wiara. Krążące w orbicie Leona Laura i Klara są równie jednowymiarowe, ich obecność na kartach powieści jest podrzędna wobec kreowanej przez pisarza tezy.
Jeśli nie uwiera Was powieściowy dydaktyzm (Sienkiewicz napisał tę powieść ku przestrodze - oto, do czego prowadzi życie b e z  d o g m a t u, bez celu i drogowskazu), jeśli nie nuży analiza stanów cudzej duszy, przeczytajcie "Bez dogmatu". A jeśli uwiera i nuży - przeczytajcie tym bardziej. Bo czy nie każdy jest - a przynajmniej bywa - jak Płoszowski,"jak ów ptak, który wlecze jedno skrzydło po ziemi"? [2]
Sienkiewicz. H. (2015). Bez dogmatu. Ossolineum, Wrocław.
[1] Ibidem, str. 464;
[2] Ibidem, str. 429.

PS Razem z Karoliną z Niekoniecznie Papierowe i Pyzą z Pierogów Pruskich serdecznie zapraszamy na kolejne wspólne czytanie Prusa - po "Lalce" i "Emancypantkach" przyszła kolej na "Placówkę". A ponieważ kochamy Prusa, dyskusję o lekturze zaplanowałyśmy na 14. lutego. Do odczytania w Walentynki na blogu Pyzy!

12 komentarzy:

  1. Ech, przyznaję, że jeśli chodzi o dorobek Sienkiewicza to poprzestałem na Trylogii i "Krzyżakach" (no i za młodu trafiło się jeszcze "W pustyni i w puszczy"). Pora chyba wyjść spoza tego zaklętego, lekturowego kręgu i przekonać się, o czym to pan Henryk jeszcze pisał. "Bez dogmatu" wydaje mi się tym ciekawsze, że jak przytaczasz uchodzi za "dziennik pierwszego polskiego dekadenta końca dziewiętnastego wieku".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobra myśl, popieram! ;-) Poszerzanie listy Sienkiewiczowskich lektur zaczęłam od "Rodziny Połanieckich". Spodobało mi się, więc niedawno przeczytałam "Bez dogmatu", a teraz mam ochotę na "Wiry". Właściwie to wróciłabym do "W pustyni i w puszczy" - ciekawe, jak odebrałabym tę książkę po latach...

      Usuń
  2. Moja znajomość z twórczością Sienkiewicza jest dość wstydliwa, ponieważ ograniczyłam się do książek będących lekturami szkolnymi. Nie powiem, że nagle zapałałam chęcią do nadrobienia zaległości, ale nutkę ciekawości we mnie rozbudziłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodziło! Całkiem przyjemnie wspominam czytanego w szkole Sienkiewicza - dla Trylogii zarwałam kilka nocy ;-) Do jego książek wróciłam właściwie przypadkiem - w bibliotece akurat mieli ładne, dwutomowe wznowienie "Rodziny Połanieckich" ;-) Poza tym, coraz bardziej podoba mi się XIX wiek w literaturze, więc Sienkiewicz to dla mnie must-read.

      Usuń
  3. Już się bałam, że po twoim wpisie będę musiała złożyć kolejne zamówienie internetowe. A dopiero co przybyły Zgiełk czasu, Iłła oraz Jaka piękna iluzja. A nie muszę, jedynie dlatego, iż Bez dogmatu przeczytałam całkiem niedawno. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie ta powieść. Zaskoczyła, bo tak przywykłam do Sienkiewiczowskich ku pokrzepieniu ... ze zupełnie nie spodziewałam się powieści quasi psychologicznej. To prawda, że portrety kobiet są dość blade, za to postać Leona jest pełnokrwista, choć tak wkurzająca swym "rozmemłaniem", że rzadko się takich facetów (w literaturze) spotyka. Ach jakże on mnie drażnił. Chyba muszę sobie odświeżyć, aby parę słó skrobnąć u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczułam się jak prawdziwa influencerka ;-) Piękne książki kupiłaś, ciekawa jestem jak spodoba Ci się "Zgiełk czasu" - czy to będzie Twój pierwszy Barnes?
      To prawda, to zupełnie inny Sienkiewicz. Podobnie jak "Placówka", którą teraz czytam, jest całkowicie odmienna od tego, do czego przyzwyczaił mnie Prus. Ciekawe, że Leon najczęściej budzi irytację - poza kilkoma opiniami o naturze Polek ;-), jego literacki dziennik nie wyzwolił we mnie silniejszych emocji. A sam Płoszowski budził raczej współczucie, niż rozdrażnienie - pewnie dlatego, że mam miękkie serce ;-) Żal mi było nawet Dmitrija z "Braci Karamazow"...

      Usuń
    2. Widzę że koleżanka też zrobiła sobie blogowakacje :-) I ja także. Budimex po raz pierwszy. Zaciekawił i owszem. Chętnie wrócę do niego. Miękkie serce to jak mawiają....też mam miękkie, ale Leon mnie drażni mocno, choć trza przyznać że panna też nie zachwyca, ale gdybyś była bardziej charakterna czy postępowanie Leona byłoby inne. Wątpię.

      Usuń
    3. Jak można zamienić Barnes na Budimex? to tylko tablet potrafi :)

      Usuń
  4. Skończyłem niedawno "Draculę" Brama Stokera i tam też bardzo ważnym motywem była moralność i wierność zasadom. Tylko niezłomni dżentelmeni o czystych intencjach mogli wygrać z pradawnym złem. Sam hrabia zaś był symbolem właśnie zespucia i seksualnego rozpasania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Stokera - urocza ramotka ;-) Nie przyszłoby mi jednak do głowy, żeby Włada Palownika do Płoszowskiego porównać ;-)

      Usuń
  5. Leona najlepiej opisał Bobkowski w "Szkicach piórkiem" : "Leona Płoszowskiego należałoby przegrzmocić pokrzywami po gołym tyłku, wsadzić mu głowę do wody z lodem i przez pięć dni karmić solonymi sardynkami nie dając mu nic do picia. Po czym zapędzić do uczciwej pracy."
    Czytałam "Bez dogmatu" na studiach i pamiętam tylko tyle, że Leona miałam ochotę, cóż, zlać pokrzywami po gołym tyłku ;), a samą książkę wywalić przez okno. Mało która lektura tak mnie wymęczyła. I pewnie już do niej nie wrócę, by przekonać się, czy rzeczywiście z Sienkiewiczem jest coś nie tak, czy ze mną ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie został Leon podsumowany! ;-) Zgodzę się z sugestią uczciwego (i najlepiej wyczerpującego fizycznie) zatrudnienia - chłopak, zmęczony po pracy, nie miałby sił na myślenie o głupotach. Tym bardziej na skakanie z kwiatka na kwiatek!
      Chciałabym, żeby bohater literacki potrafił mnie zirytować. Jak na razie, niestety, udaje się to przede wszystkim postaciom niefikcyjnym :D

      Usuń