Strony

15.10.2017

Awantura o książkę: "Perswazje" Jane Austen

Najpierw była "Lalka" Prusa, potem "Cząstki elementarne" Houellebecq'a, teraz znów klasyka - trzecie spotkanie z "Awanturą o książkę" poświęcamy "Perswazjom" Jane Austen, powieści uznawanej za najlepszą w dorobku angielskiej pisarki, opublikowanej pośmiertnie w 1817 roku. 
Tym razem wstęp do Awantury stanowią krótkie refleksje o "Perswazjach", spisane przez organizatorki blogowego cyklu: Pyzę PruskąKarolinę z bloga Niekoniecznie Papierowe oraz przeze mnie. Zapraszamy do lektury i... do awantury!

Pyza: Po lekturze „Rozważnej i romantycznej” wspominałam, że Jane Austen zdawała się lubić testowanie wyjściowo podobnych ustawień w różnych okolicznościach, przestawiając postaci, grupując je i stawiając w innych sytuacjach. Gdybym tak chciała opisać „Perswazje” – nic zresztą dziwnego, że dla wielu to najlepsza powieść autorki – to tutaj startujemy już z trochę innego niż zwykle punktu wyjścia. Nie kibicujemy wszak spotkaniu bohaterów w ogóle, ale czekamy na ich ponowne zetknięcie się. Nasz zamknięty w sobie kawaler nosi prócz nieśmiałości zranioną dumę jak tarczę – bohaterka, choć znowu mamy do czynienia z nie taką znowu majętną siostrą, na której dobre zamążpójście w gruncie rzeczy tak naprawdę nikt specjalnie nie liczy, dobrze wie, gdzie lokuje uczucia i dorasta do tej myśli. Nawet nasz tutejszy czarny charakter nie jest taki znowu czarny, bo jego zakulisowe działania ostatecznie niewiele dają, a że naprawdę dzieją się zupełnie zakulisowo, to i też nie muszą jakoś bardzo nas, jako czytelników, dotknąć. Ciekawa zresztą jestem, czy ktoś faktycznie złorzeczył panu Elliotowi? Ale tak właściwie w tym przyczynku do trzeciej awantury o książkę chciałam napisać tak naprawdę o tym, że „Perswazje” zawierają w sobie bardzo ciekawy poziom odautorski. Bo kiedy Anna mówi w rozmowie o literaturze:
"Tak, jeśli łaska, nie będziemy się powoływać na przykłady książkowe. Mężczyźni mieli zawsze nad nami przewagę w przedstawianiu sprawy według swego gustu. Byli o tyle więcej od nas kształceni; pióro znajdowało się w ich rękach. Nie zgodzę się na to, że książki mogą czegokolwiek dowodzić" [1],
to mówi w gruncie rzeczy i o roli Austen jako pisarki, i zwraca uwagę na bardzo ciekawy problem: że jeśli czegoś w kulturze mamy więcej to niekoniecznie dlatego, że to coś było lepsze i ocalało, ale dlatego, że inne grupy mogły mieć problem z tym, żeby się wyrazić. Ten fragment zresztą jest dla mnie w ogóle bardzo symptomatyczny, bo pozwala spojrzeć trochę inaczej na samą fabułę „Perswazji”, w których – spójrzmy prawdzie w oczy – nie dzieje się aż tak znowu wiele. Nie jest to też napisane tak, by przygryzać paznokcie z wrażenia (i, jeśli dobrze pamiętam widzianą niegdyś w telewizji adaptację, nawet BBC nie oparło się przed dramatyczną sceną biegu ku ukochanemu, by cośkolwiek urozmaicić akcję). Głównie bowiem jesteśmy blisko Anny i jej życia wewnętrznego, śledzimy jej myśli, tok rozumowania, dochodzenie do tego, że nie powinno się przyzwalać, by inni mieli aż tak wielki wpływ na nasze życie (niezależnie od tego, czy chcą dobrze, jak lady Russell, czy też ich motywacje – jak rodziny Anny – bywają, hm, rozmaite). I, pamiętając o słowach z przytoczonego przeze mnie cytatu, nic wówczas dziwnego. 

Karolina: Czekałam z niecierpliwością na trzecią Awanturę o książkę, bo „Perswazje” miałam od dawna na liście do przeczytania. Zdecydowanie za długo! Szczerze się jednak martwię, Marto i Pyzo, czy znajdziemy w tej powieści Jane Austen coś, o co będziemy się mogły poawanturować?
Jestem ogromną fanką głównej bohaterki. Anna Elliot ma dwadzieścia siedem lat i pewien bagaż doświadczeń. Oczywiście, ma przed sobą jeszcze trochę życia, ale złamane serce, odrzucone oświadczyny i kłopoty finansowe rodziny sprawiają, że nie jest ona beztroskim dziewczęciem. Jest mądrą, cichą i ogromnie cierpliwą osobą. Powiem Wam szczerze, że normalnie irytowałaby mnie potwornie jej uległość. Bo ileż można wysłuchiwać narzekań ze strony hipochondrycznej młodszej siostry (która wcale źle nie ma: mąż, dzieci, dom), znosić zniewagi słowne (i nie tylko) od starszej Elżbiety, mierzyć się ze snobistycznymi uwagami ojca, pomagać i nie dostawać za to nawet podziękowań. Na całe szczęście w tej pokorze Anny nie ma naiwności, raczej świadoma decyzja. Bo panna Elliot jest całkiem bystrą obserwatorką, może trochę jak sama Jane Austen? Nie ufa zbytnio przyjaciółce siostry, pani Clay, a i ma swoje podejrzenia wobec kuzyna Elliota. Gdy jednak przychodzi do podjęcia ważnej decyzji i zawalczenia o siebie robi to bez wahania i nie szukając wsparcia u innych. Podoba mi się ogromnie, że przemiana bohaterki w „Perswazjach” nie dzieje się na naszych oczach, w ciągu kilku dni czy miesięcy, ani pod wpływem mężczyzny czy jego zachowania. Anna dojrzała zanim ją poznajemy, przez wiele lat, które spędziła bez swojego ukochanego, akceptując samotne życie i próbując ułożyć je sobie jak najlepiej. W języku angielskim funkcjonuje piękne określenie o znajdowaniu własnego głosu (to find one’s voice) i nie mogę znaleźć lepszego dla opisania rozwoju głównej bohaterki. Bo gdy Anna dostaje drugą szansę, wykorzystuje ją w pełni.
Oczywiście, i ta powieść Jane Austen jest niepoprawnie romantyczna: dwoje ludzi spotyka się po latach, wciąż żywiąc do siebie uczucia, tak silne, że nie związali się z nikim innym. Wiecie, że w ogóle mnie to nie irytuje? A to wszystko przez ten list! Mówcie sobie co chcecie, ale to jedno z najpiękniejszych epistolarnych wyznań miłości. I będę tu purystką - najlepiej brzmi w oryginale. Kupuję ten romantyzm w całości.
Ogromnie polubiłam też Fryderyka Wentwortha, bo nie dość, że to mężczyzna stały w uczuciach, mocno związany z przyjaciółmi, uczynny, uprzejmy, dobrze wychowany, to jeszcze potrafi przyznać się do błędu! Czy to w liście, czy później w rozmowie z Anną, gdy z rozbrajającą szczerością wyznaje, że nie rozumiał jej zachowania osiem lat wcześniej. Do tego wszystkiego darzy ją ogromnym szacunkiem i podziwem, będąc chyba jedyną postacią, która widzi w niej mądrą, zaradną i wciąż piękną kobietę.
„Perswazje” cenię też za doskonałe sceny, będące prawie gotowym scenariuszem filmowym. Zdecydowanie najbardziej mistrzowska jest sekwencja rozmowy Anny z kapitanem Harvillem. Nie dość, że rozmowa między bohaterami dotyczy kilku tematów, bo nie chodzi tu tylko o uczucia kobiet i mężczyzn, ale też o ich rolę i wzajemne postrzeganie w społeczeństwie (kilka zdań można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością uznać za opinie samej autorki) to nie mniejszą rolę odgrywa tu kapitan Wentworth. Siedzący z boku, zajęty pisaniem listu, ale całym sobą chwytający każde wygłoszone przez Annę słowo.
Do tego wszystkiego dochodzą doskonałe postaci drugoplanowe, Anna jako najważniejszy głos - narratorka całej opowieści, pięknie odmalowana wieś, trudne położenie kobiet w angielskim społeczeństwie XIX w. i bardzo dobra ekranizacja z 1995 roku. Nie mam się czego przyczepić.

Marta: Lektura "Perswazji" Jane Austen pozostawia wrażenie déjà vu: konstrukcja świata przedstawionego obywa się bez niespodzianek. Na obrazku z życia wyższych sfer początku XIX wieku gdzieniegdzie kłębią się chmury, które szybko opuszczają angielskie niebo: miłosne manewry kończą się happy endem, finansowe troski przemijają wraz z korzystnym mariażem, a przywary bohaterów zostają bezlitośnie wyśmiane. To kojący, bezpieczny świat, powie ktoś. To powieści, które niczym nie zaskakują, doda inny - i obaj będą mieć rację.
W "Perswazjach" status dobrej bohaterki przynależy Annie Elliot - dziewczynie skromnej i szczerego serca, córce próżnego baroneta, która uległa tytułowym perswazjom. Pod wpływem przyjaciółki domu zerwała zaręczyny z obiecującym, lecz pozbawionym finansowego zaplecza młodzieńcem, przyszłym kapitanem Marynarki Wojennej. Czytelnicy znający spuściznę angielskiej powieściopisarki doskonale wiedzą, że pytanie o zjednoczenie ex-narzeczonych jest retoryczne. Austen-romantyczka nie pozwala zardzewieć starej miłości: usuwa jej spod nóg przeszkody, oddala intrygantów.
W Austen zdają się walczyć dwie natury - idealistki, każącej czytelnikowi wierzyć, że szczęście jest nagrodą dla ludzi dobrych i prawych oraz złośliwej satyryczki. Może dlatego jej powieściom tak chętnie przyczepia się łatkę "romansideł"? Może nieustanne "amor vincit omnia" zasłania głębszy sens opowiadanych przez nią historii? "Perswazje" to urokliwa rzecz o miłości, ale również - a może przede wszystkim - opowieść o dojrzewaniu, kobiecym wybijaniu się na niepodległość, o walce o samostanowienie. Pisarka zadaje ważne i dziś pytanie: czy uległość charakteru - cecha niezmiennie przypisywana płci pięknej - wyklucza szczęście i życiowe spełnienie? A ja spytam, czy uniwersalna kwestia kobieca, w połączeniu z głębokim - głębszym, niż w poprzednich powieściach - namysłem nad życiem wewnętrznym bohaterki, wystarcza, by nazwać "Perswazje" najlepszą książką Austen?
Szkoda, że nie przeczytamy powieści Austen bez happy endu. Lub takiej, w której głównym bohaterem byłby mężczyzna - bardziej przewrotnej, zaskakującej, pozbawiającej złudzeń. To już nie byłaby Austen - ktoś powie. Możliwe. Ale jaka byłaby przyjemność!
Austen, J. (2015). Perswazje. Świat Książki, Warszawa.
Tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Seria: Angielski ogród
[1] Ibidem, str. 236.

49 komentarzy:

  1. Książka stoi na półce <3 świetny pomysł na post - takie awantury książkowe to fajna sprawa :D

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajna! "Awantury" świetnie mobilizują do przeczytania książek, które inaczej jeszcze długo stałyby na półce ;-)

      Usuń
  2. Ha, ale ten świat w "Perswazjach" to wcale nie jest do końca ten spokojny świat ziemiaństwa bądź zalegających w Bath, "u wód", przedstawicieli szlachty -- a w każdym razie nie do końca. To, co mnie uderzyło w tej powieści Austen to jej czasowość: nie mamy wątpliwości, kiedy dzieje się akcja i co najbardziej umeblowało życie bohaterów. A tym czymś była niedawno zakończona wojna. O wojnie się wspomina z niechęcią (bo lęk o bliskich), z rozczarowaniem (bo szybciej się wówczas robi karierę) lub nadzieją (że jeszcze jakaś będzie -- vide kariera). W innych powieściach Austen mamy sugestie, tutaj autorka bardzo otwarcie całą rzecz porusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nie jest: chmury są, ale szybko znikają, właściwie od początku wiadomo, że wszystko dobrze się skończy. Baronet z córką, będący na "wygnaniu" w Bath, nie odczuwają zbytnio trudów swego położenia: wynajmują rezydencję w "lepszej" części miasta, bywają na koncertach, wydają przyjęcia. Sedno u Austen jest niezmienne - ten świat jest w gruncie rzeczy sielankowy, kłopoty przejściowe, nikomu większa krzywda się nie dzieje.
      O ile pamiętam, to wszystkie powieści Austen mają konkretne zakotwiczenie w czasie - dokładnie wiadomo, w którym roku zaczyna się opowieść. Mam wątpliwości, czy np. na kłopoty finansowe Elliotów wpłynęła wojna, czy rozrzutność i brak odpowiedzialności baroneta-seniora, mająca więcej wspólnego z jego charakterem niż zawirowaniami epoki - jak myślisz, Pyzo?

      Usuń
    2. Ale tylko dlatego, że im się tak wydaje -- Anna widzi, że to jest jednak bądź co bądź upadek i że nie bardzo jest się czym cieszyć. Z tymi chmurami też się nie zgodzę, bo bardzo wyraźnie motyw wojny powraca, właściwie nie ma rozdziału, żeby ktoś nie wspomniał o tej dawnej albo nie wyraził nadziei na nową. W innych powieściach mamy zasugerowane, co się dziać może (na przykład przez przybycie regumentu w "Dumie i uprzedzeniu"), ale nie jest to tak wyraźne jak w perswazjach. Co do kłopotów finansowych, to tutaj Austen jasno mówi, że to śmierć pani Elliotowej i to, że nie mogła już hamować małżonka, sprowadziły problemy na rodzinę ;-).

      Usuń
    3. Austen często wyraża zdanie, że odpowiednia żona to skarb dla męża. Gdyby ten i ów miał bardziej rozsądną żonę, to stałby się lepszym człowiekiem, nie wydawał ponad stan i znalazł w życiu szczęście.

      Usuń
    4. Tak, tak! Mnie też uderzyło, że wojna ma takie znaczenie dla fabuły i bohaterów "Perswazji". Spotykamy przecież wielu kapitanów i admirałów, którzy swoje wycierpieli (chociażby taki Benwick), ale którzy też dzięki niej zdobyli pieniądze i pozycję. Sam Fryderyk jest dość nietypowym, jak na Austen, wybrankiem, swego rodzaju self-made man'em.

      Mnie postępowanie kuzyna Elliota zniesmaczyło, ale fakt, że o jego okropnych intencjach dowiadujemy się w pełni dopiero pod koniec powieści, gdy już wiemy, że wszystko musi się dobrze skończyć. Ciężko więc mu złorzeczyć.

      A na koniec spytam się otwarcie, to jest najlepsza powieść Jane Austen? :)

      Usuń
    5. @Piorun w rabarbar, zdecydowanie pani Elliotowa zasila panteon tych rozsądnych żon :-).

      @Niekoniecznie Papierowa, no właśnie, w końcu odradzano go Annie, bo nie wierzono w jego perspektywy na majątek -- a ten zbił, było nie było, właśnie na wojnie.

      Ha, doskonałe pytanie! Przyznam, że nie umiem chyba jednoznacznie odpowiedzieć... A według Was?

      Usuń
    6. Pyzo, chmury są metaforą zawirowań sercowych i finansowych - nie miałam na myśli wojny. No właśnie, Elliotowa "hamowała" rozrzutność męża. Czyżby baronet nie zdecydował się na powtórny ożenek między innymi dlatego, żeby nie mieć już nad sobą podobnej kontroli?
      Czyli jeśli już wojna u Austen, to rozumiana podobnie jak u Prusa: bardziej jako okazja do zbicia majątku, zrobienia kariery, niż siejąca strach groźba?
      "Perswazje" przegrywają według mnie choćby z czytanym niedawno "Opactwem Northanger" :-)

      Usuń
    7. @ Niekoniecznie Papierowa: dla mnie "Perswazje" lokują się gdzieś za "Mansfield Park", "Rozważną i romantyczną" oraz "Dumą i uprzedzeniem", chociaż wszystkie książki Austen bardzo lubię i cenię. Może to dlatego, że jednak ta idealność Anne trochę mi przeszkadza? Brakuje mi u niej jakiejkolwiek zmiany do zaobserwowania...

      Usuń
    8. A dla mnie Anna jest jedną z najciekawszych bohaterek Austen: starszą, doświadczoną i przechodzącą tę wewnętrzną przemianę. I wcale nie idealną, bo swoje za uszami ma, owszem, zależy jej na tym, by otoczenia nie krępować, ale nie jest tak, że we wszystkim i zupełnie mu ustępuje. Dla mnie właśnie o tym jest ta książka: o uczeniu się asertywności ;-).

      Usuń
    9. Pyzo, chociaż zasadniczo utrzymuję swoją wersję idealnej Anny (ale najbardziej w takich dyskusjach lubię to, że możemy się ze sobą nie zgadzać i przez to rozmowa jest ciekawsza), to nigdy dotąd nie patrzyłam na nią, jak na osobę uczącą się asertywności. Owszem, kobietę dojrzałą i świadomą, co jest dla niej ważne - jak najbardziej. Ale czy to jest już asertywność, zwłaszcza że objawia się tylko w jednym przypadku? I to wtedy, gdy już zniknęły przeszkody sprzed lat?

      Usuń
    10. Będę wkładała kij w mrowisko ;-). No bo: naprawdę zniknęły? Owszem, Fryderyk jest bogatszy i starszy niż był, a rodzina Anny z kolei raczej zaczyna się chylić ku upadkowi, ale to od decyzji samej Anny zależy, jak to będzie wyglądało. Lady Russel nadal chętniej widziałaby ją przy kimś innym, Elliotowie są tak samo paskudnie snobistyczni jak byli, jedynie Croftowie dają jakąś nadzieję, no ale to rodzina zainteresowanego ;-).

      Usuń
    11. Wkładaj, wkładaj :-) Może nieco pochopnie napisałam, że przeszkody zniknęły, ale na pewno się zmniejszyły. Fryderyk osiągnął już pewną pozycję i majątek, a to było głównym źródłem dawnych obiekcji lady Russel. A i sir Walter wcale obecnie nie myśli, że córka robi złą partię (a nawet uznaje, że znakomita prezencja przyszłego zięcia stanowi rekompensatę za jego nienajlepsze urodzenie)

      Usuń
    12. No właśnie tak sobie pomyślałam, że w gruncie rzeczy pan Elliot to jest taka postać, która żyjąc odklejona od rzeczywistości wygłasza sądy w podobnej manierze, więc w gruncie rzeczy to jest taka nagroda pocieszenia (bo sir Walter widzi, że przecież nikt się nim i jego zdaniem tak aż znowu nie przejmuje, więc raczej sam sobie tłumaczy ewentualną zaletę przyszłego zięcia, a nie że ma to jakiś wpływ na rzeczywistość). Dla mnie to, co jest kluczowe w całym tym zjawisku, to właśnie decyzja Anny, wynikająca z tego, że bohaterka przepracowała w sobie przeszłe wydarzenia, zaczęła się inaczej przyglądać rzeczywistości i może tę decyzję podjąć.

      Usuń
    13. Dla mnie Sir Walter to taka chorągiewka na wietrze. Najpierw kategorycznie twierdzi, że w jego posesji nie może zamieszkać nikt związany z marynarką, a gdy okazuje się, że specjalnie nie ma innego wyjścia, twierdzi, że admirał to fantastyczny najemca. I tak jest też trochę z wybrankiem Anny, gdy ona już podjęła decyzję, on dorabia sobie do tego teorię, że w sumie to sam popierał taki wybór.

      Zgadzam się z Pyzą, że Anna uczy się asertywności, a właściwie jak ją pokazać. Jeszcze chyba nikt nie wspomniał tu o ważnej scenie, jaką jest wypadek Luizy. To wtedy okazuje się, że Anna, na którą normalnie nikt nie zwraca uwagi, jako jedyna potrafi zachować się racjonalnie i zorganizować działania całej grupy ludzi.

      Usuń
    14. Plusem jest i to, że Anna (ta 27-letnia Anna) zdaje się nie przejmować opinią ojca: odwiedza panią Smith pomimo jego jawnych szyderstw na temat "biednej, pospolitej wdowy".

      Usuń
  3. A nie macie wrażenia, że Anne jest jedyną bohaterką Austen praktycznie pozbawioną wad? Zero egoizmu, zawsze pragnie być pożyteczną dla innych, podporządkowuje się rodzicielskiej władzy ojca (oraz, w pewnym sensie, również sióstr) i lady Russel. Do tego inteligentna, pogodzona ze swoim życiem, a przy tym wcale nie słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to wynika z tego, że większość bohaterek Jane Austen jest opisana tak, żebyśmy mogli śledzić ich przemianę krok po kroku? Mają więc wady, z których wyrastają. W "Perswazjach" Anna jest już dojrzałą kobietą i ma za sobą błędy młodości. Nie do końca też zgadzam się, że uległość jest zaletą, w końcu to przez nią złamała serce sobie i Fryderykowi.

      Usuń
    2. Moim zdaniem prym wiedzie tutaj Fanny z "Mansfield Park", Anna jednak ma swoje za uszami, ta jej uległość jest przecież przedstawiona jako wada wynikająca z niedojrzałości, coś, czego bohaterka musi się pozbyć, by uzyskać szczęście.

      Usuń
    3. Piorunie, do grona idealnych dodałabym jeszcze kapitana Wentwortha, oczywiście ;-)

      Usuń
    4. Myślę, że akurat tutaj uległość jest przedstawiona przez samą Austen jako zaleta. Szacunek wobec osób, którym Anne jest go winna, czyli ojca i lasy Russel, na pewno nie może być wadą. Fakt, może za bardzo się przy nim zagalopowała, bo przecież żadne z nich nie zabroniło jej jednoznacznie małżeństwa z Fryderykiem, ale nawet po latach Anne uznaje, że w tamtym momencie postąpiła słusznie.

      Usuń
    5. Czyli Anna i Fryderyk to para idealna: ludzi już ukształtowanych i postępujących słusznie. Taki trochę wzorzec z Sevres? ;-)

      Usuń
    6. Oczywiście ;-) Perfekcyjni byli też Emma i pan Knightley (Emma zyskuje to miano dopiero, gdy dostrzega, jakiego zamieszania była przyczyną). Taka kreacja postaci służy idealistycznej wizji świata, w której dobrze rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom. Owszem, w "Perswazjach" marsz weselny usłyszeli nie tylko Anna i Fryderyk, ale w gruncie rzeczy jest oczywiste, że pozostałe związki (Luizy Musgrove i Benwicka, Henrietty i Haytera czy wreszcie Elliota jr i pani Clay) mogą być równie nieudane, jak pełne wad są osoby, które je tworzą.
      Co do uległości Anny - faktycznie, można ją różnie oceniać. Anna nie tylko uznaje, że odrzucenie Fryderyka było poniekąd jedynym wyjściem (jeśli nie słusznym, to przynajmniej mniej niebezpiecznym niż poślubienie człowieka bez finansowego zaplecza), ale wyraża obawę - już jako 27-latka - że lady Russell była w mocy przekonać ją do poślubienia... kuzyna Elliota! Zaczynam mieć wątpliwości, jak to jest z tym jej dojrzewaniem...

      Usuń
    7. No nie wiem z tym przekonaniem: Anna widzi, że w pewnym określonym splocie okoliczności mogłaby stać się narzeczoną Elliota (to zresztą sytuacja analogiczna do tego, co dzieje się między Fryderykiem a Luizą) i to ją przeraża -- nie z powodu uległości, ale z powodu stosunków społecznych, w których funkcjonuje. Podobnie mam wątpliwości co do idealności Fryderyka, bo on owszem, jest dobrze postrzegany przez towarzystwo jako człowiek przystojny, ale nie jest już mu tak bardzo po drodze jeśli chodzi o poglądy, stan majątku, zapatrywanie na rzeczywistość i tak dalej.

      Usuń
    8. Koło się zamyka, przecież stosunki społeczne wymuszały (na kobietach) uległość, potęgowały tę ich, jakże pożądaną, cechę. A lady Russell była ich wyrazicielką: niby miała dobre intencje, ale ich źródła brały się z przekonania o wadze majątku i tzw. urodzenia. Anna ewidentnie obawiała się ponownych perswazji i to jest powiedziane wprost: "Anna mogła tylko przyznać w głębi serca, że istniała możliwość, by nakłoniono ją do małżeństwa z panem Elliotem, i aż się wzdrygnęła na myśl o nieszczęściu, jakie musiałoby z tego wyniknąć. Istniała możliwość, że namówiłaby ją do tego lady Russell" (str. 212).
      Próżne towarzystwo nie akceptuje Fryderyka, ale narrator(ka) jest mu bardzo przychylny(-a) :-)

      Usuń
  4. Karolino, mam podobne odczucia: o dziwo, bardziej irytowała mnie niefrasobliwość Emmy z "Emmy" ;-) niż pokora panny Elliot. Jeśli to świadomy wybór, a nie naiwność, jak piszesz, tym większy podziw należy się tej bohaterce. Spójrzmy prawdzie w oczy: niewiele kobiet w sytuacji Anny mogłoby zachować podobny hart ducha i życzliwość. Utrata narzeczonego - wbrew własnej woli - zostawiła w niej żal, ale ani śladu frustracji czy zgorzknienia. Ten niemal "nadludzki" rys charakteru Anny, w połączeniu z regułą krystalicznej "czystości" głównych bohaterów sprawia, że ten powieściowy idealizm zaczyna mnie trochę uwierać. Bo książka realistyczna, z elementami satyry, celnych społecznych obserwacji, a zakończenie jak z bajki: muślin, koronki i marsz weselny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jest tam i pani Clay w roli utrzymanki (ziarnko gorczycy) i stracone zachody miłości (własnej) Elżbiety i pana Elliota, i nie taka znowu zachwycona opinia publiczna ;-).

      Usuń
    2. Ha, no właśnie, Pyzo! To tylko potwierdza regułę: idealna para głównych bohaterów, dla której kontrastem jest pełne przywar i słabostek tło. Anna "wyrasta" z uległości - zresztą tę cechę można złożyć na karb błędów naiwnej młodości - podczas gdy próżność jej ojca i sióstr czy dwulicowość kuzyna Elliota to cechy stałe i, zdaje się, dobrze "umocowane". Anna była kiedyś głupiutka, oni - ci inni - nadal są ;-)

      Usuń
    3. Idealny romantyzm w przypadku głównej pary nie razi mnie biorąc pod uwagę wszystko inne co Jane Austen zawarła w "Perswazjach". W tym odautorskie uwagi, o których wspominała Pyza. I to, że jednak minęło osiem i pół roku zanim Anna i Fryderyk dostali drugą szansę. Poza tym u Austen to wszystko naturalnie i ładnie wpisuję się w jej styl i konwencję. Pamiętam swój szok przy "Wichrowych Wzgórzach", gdzie piękne zakończenie nijak się ma do wydarzeń powieści. I pamiętam też, dyskusję z Pyzą na ten temat: może w tamtych czasach inaczej się nie dało? I była to cena za opublikowanie książki?

      Usuń
    4. Fakt, że minęło osiem (!) lat, a oni nadal na siebie czekają, wciąż o sobie myślą - to dopiero idealizm, naiwność i niepoprawny romantyzm! :P Podobna historia napisana dzisiaj znalazłaby się w dziale "sci-fi" ;-)
      Żeby dodać trochę rumieńców naszej dyskusji, chciałam napisać jedno: znając jedną powieść Austen, w zasadzie zna się wszystkie. Ta konwencja (żeby nie nazwać jej "schematycznością") może być zaletą, ale może być również wadą. To są, owszem, urokliwe opowiastki, ale ich słodki idealizm momentami zbytnio przesłania cenną społeczną wymowę.
      A na marginesie: znacznie więcej równie smakowitych odautorskich uwag jest w "Opactwie Northanger". Dodatkowo Austen wygłasza je z perspektywy narratorki-autorki, a nie, jak tutaj, pośrednio.

      Usuń
    5. Zgadzam się z Niekoniecznie Papierową i powiem nawet więcej: to nie jest idealizm, to jest znowu wypadkowa tego, w jakich czasach i nastrojach społecznych żyją bohaterowie (a to osiem lat niekoniecznie da się przełożyć na osiem lat teraz: to było osiem lat, w trakcie których bohaterowie dorośli, zmieniły się ich poglądy, bo zobaczyli, jak świat może wyglądać, no i to były też lata wojny, blokady ekonomicznej Wysp i tak dalej). Austen daje im szczęśliwe zakończenie raczej jako możliwość, niż jako pewność, ja to tak odczytuję.

      Usuń
    6. A ja do końca nie jestem przekonana, że rzeczywiście myśleli o sobie cały czas przez te osiem lat, zwłaszcza Fryderyk. Mam wrażenie, że to raczej powtórne spotkanie przypomniało im, czym dla siebie kiedyś byli i cóż... uczucie rozkwitło na nowo.

      Usuń
    7. Marto, trochę tak jest, że jak się zna jedną powieść Jane Austen, to zna się częściowo wszystkie pozostałe. Ale czy właśnie "Perswazje" nie odbiegają(bardziej niż inne powieści) od schematu? Mamy tu dojrzałych bohaterów, którzy dostali drugą szansę, Fryderyk nie jest żadnym arystokratą, Anna młodym dziewczęciem, narracja prowadzona jest z perspektywy głównej bohaterki i to jej oczami widzimy pozostałych. Do tego wyższe sfery są w "Perswazjach" bardzo mocno skrytykowane, to kapitan Wentworth, jego przyjaciele i rodzina mają pozytywne cechy. Są uprzejmi, lojalni, godni zaufania, a do tego wcale nieźle oczytani.

      Usuń
    8. Osiem lat to kawał czasu - teraz nawet większy niż 200 lat temu ;-) Dziś w osiem lat można kilka razy stanąć na ślubnym kobiercu i tyle samo razy się rozwieść. I dorosnąć w osiem lat też można, i poglądy zmienić, a przynajmniej kilka razy spróbować ;-)
      Karolino, w pewnym sensie ten znany schemat zostaje tu przełamany. Ale w tym bardziej "Austenowskim" - miłość z happy endem nagrodą dla szlachetnych ludzi - "Perswazje" są podobne do poprzednich jej dzieł. A krytyka wyższych sfer to też nie jest novum - chyba od początku Austen dała się poznać jako cięta satyryczka. I, nie ukrywam, w tej roli lubię ją bardziej - te wszystkie urocze złośliwości, te prztyczki w nos - nigdy nie okrutne, lecz zawsze zasłużone! :-)

      Usuń
    9. @Piorun_w_rabarbar: co do Fryderyka, zgoda. On spędził te lata na morzu, zajęty "dorabianiem się". Nie tylko praca, jak myślę, ale i urażona duma nie pozwalały mu myśleć o Annie. Z nią sprawa przedstawiała się odmiennie - swą sytuacji (czy sytuację kobiet w ogóle) przedstawiła w rozmowie z Harvillem. Jakby nie było, Austen udowadnia, że stara miłość nie rdzewieje - a to przecież 100% romantyzmu w romantyzmie ;-)

      Usuń
  5. Czytam i czytam Wasze spostrzeżenia i co raz bardziej popadam w zdumienie. Czy naprawdę nie ma nikogo, kto odważyłby się powiedzieć, że "król jest nagi" i książka jest po prostu nudna i Austen eksploatuje po raz kolejny pomysły, które testowała już wcześniej. Że, by pozostać w angielskich klimatach, o ile bohaterowie "Dumy i uprzedzenia" mogliby pozować do obrazów Gainsborougha, to postacie z "Perswazji" co najwyżej można by znaleźć u Stubbsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nudna" to stwierdzenie zamykające dyskusję ;-) Czytało mi się "Perswazje" przyjemnie i nie mogę powiedzieć, że podziałały na mnie nasennie - książki Austen mają niezaprzeczalny urok. Za to mogę się zgodzić (zresztą piszę o tym wyżej), że powieść jest wtórna, że są tu zgrane schematy. Ale skoro te schematy się sprawdzały, skoro ludzie chcieli (i chcą?) czytać bajki o szczęśliwej miłości, to nie wykluczam, że czytanie wciąż o tym samym dla niektórych może być zaletą, nie wadą.

      Usuń
    2. Oczywiście, lektura jest rzeczą gustu ale już trochę inaczej z twierdzeniem, że to najlepsza z powieści Austen. To dyskusyjny pogląd jeśli się zważy, że gołym okiem z główną bohaterką jest coś nie tak. Zresztą nie tylko z nią.

      Usuń
    3. Ja też uważam, że nie jest to najlepsza powieść Austen - ale za taką uchodzi, więc wypadało wspomnieć.
      Niewątpliwie, Anna wyróżniała się na tle swojego środowiska. Chyba nieczęsto się zdarzało, żeby panna z jej sfer nie przywiązywała wagi do koneksji, nazwisk, majątku i kolejności zasiadania przy stole. Ale cóż, w każdej powieści musi być czarny charakter i, dla równowagi, dobry.

      Usuń
  6. Nie da się zaprzeczyć, że Austen budowała powieści na ogranych schematach ze szczęśliwym epilogiem i "Perswazje" nie są żadnym wyjątkiem, w dodatku to żenujące "słitaśne" zakończenie, a i dobry charakter (rozumiem, że masz na myśli Annę) chwilami mocno szwankuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy nie było tak, jak wspomniała Karolina w jednym z komentarzy - może nie dało się w tamtych czasach inaczej? Może "słitaśne" zakończenie było ceną za publikację książki (zwłaszcza napisanej przez kobietę?).
      Oczywiście, mam na myśli Annę. Odnoszę wrażenie, że intencją Austen było wykreowanie anioła. Anna jest nie tylko prostolinijna, miła, szczera, uczynna i życzliwa wszystkim wokół - jest pozbawiona frustracji, nie ma w niej grama goryczy. Przedstawione jest to na tyle zmyślnie, że czytelnik wierzy, iż jedyną wadą panny Elliot było odrzucenie fajnego faceta na skutek zbytniej uległości. Ale i na tę ułomność czytelnik przymyka oko: to przecież błąd niedoświadczonej młodości, na dodatek szybko naprawiony przez fantastyczne zrządzenie losu.

      Usuń
    2. Niech będzie i tak, ale traktuję to tłumaczenie z dużym przymrużeniem oka bo Austen, z tego co kojarzę, nie wydawała książek pod swoim nazwiskiem więc płeć autora nie miała tu większego znaczenia.
      Rzecz w tym, że Anna chyba mimowolnie wymknęła się Austen spod kontroli i pokazuje w powieści mało sympatyczne rysy - widać to na przykład w stosunku do pani Clay, no i sam stosunek do Fryderyka jest z lekka histeryczny. Jest tego tyle, że chyba sam popełnię wpis na temat "Perswazji", bo gdyby umieścić wszystkie "zarzuty" w komentarzu to pewnie przekroczyłby objętością Twój wpis "inicjujący" :-).

      Usuń
    3. Chętnie przeczytam taki wpis - popełniaj, proszę!
      Ostatnio ćwiczę (z różnym skutkiem) sztukę kondensowania myśli - zwięzłość mojego wpisu była zamierzona ;-)

      Usuń
  7. Jane Austen to dowód na to, że potrafię długo trzymać się czytelniczej urazy. Jeszcze w liceum musiałem w krótkim czasie przeczytać "Dumę i uprzedzenie" w oryginale i była to dla mnie bolesna katorga. Można napisać, że to pewnie przez przymus, ale w moim przypadku raczej tak nie było - bo większość lektur licealnych podobała mi się. Nawet "Nad Niemnem" bezboleśnie mi się czytało. Tak czy tak - od tamtego czasu jakoś od Austen stronię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jeden fan Austen przypada na milion fanek ;-) Spotkać takiego - bezcenne. I chyba niemożliwe :D

      Usuń
  8. Najpierw wypowiedziałam się u Marlowa, iż książka mnie rozczarowała, bo opinie, że najwybitniejsza wyostrzają oczekiwania. Tyle pamiętałam, ale nic poza tym. Ani z fabuły ani opisu postaci, choć książkę czytałam kilka lat temu. Byłam nawet przekonana, iż nie wyraziłam swego o niej zdania na blogu. Tymczasem ups. Przypadkiem nadziałam się na własną opinię i ze zdumieniem przeczytałam, iż odebrałam książkę jako wspaniałe studium postaci i jak z opinii wynika raczej pozytywnie, nie ma mowy o rozczarowaniu. Tak więc sięgnąć po Perswazje muszę raz jeszcze, aby się dowiedzieć, czy polubiłam Annę, czy też mnie irytowała, tym bardziej, iż nie pamiętam z lektury kompletnie nic nawet przeczytawszy cudze i własne opinie. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często ostatnią powieść danego pisarza uznaje się za najlepsze dzieło w dorobku - możliwe, że ta niepisana reguła dotyczy również "Perswazji", stąd łatka "najwybitniejszej". Jestem wyznawczynią innej zasady: jeśli po latach nie pamiętam zupełnie nic z przeczytanej książki, to w 9 na 10 przypadków mogę mieć pewność, że mi się nie podobała. Ale, kto wie, może z Tobą i "Perswazjami" będzie inaczej? Zresztą, nasze opinie o książkach ewoluują z czasem - fajna sprawa, weryfikować je po latach :-)

      Usuń
  9. Nie pamiętam wszystkiego z "Perswazji", musiałabym sobie je przypomnieć, ale została mi w pamięci ogólne wrażenie smutku, morza, tęsknoty i napięcia emocjonalnego. Pamiętam, że bohaterka wydawała mi się dość bezwolna i momentami nudna, ale i tak bardzo jej kibicowałam. Czy to najlepsza z powieści Austen? Trudno powiedzieć. Nie umiem chyba wybrać, wszystkie są mi zbyt bliskie:)

    OdpowiedzUsuń