Strony

19.06.2017

Po nitce do Prusa: "Prus. Śledztwo biograficzne" Monika Piątkowska

Aleksander Głowacki, nielicznym znany jako Jan w Oleju, wielu - jako Bolesław Prus, nie jest wdzięcznym obiektem historycznych dociekań. Począwszy od lat dwudziestych ubiegłego wieku - premiery pierwszej biografii pisarza autorstwa Ludwika Włodka, rozwikłania tajemnic Prusa podejmowali się kolejni zafascynowani nim prozaicy i historycy literatury. Do tego grona dołączyła Monika Piątkowska, dziennikarka i politolog, która obszernym dziełem "Prus. Śledztwo biograficzne" odświeża pamięć polskiego czytelnika o autorze "Lalki". Czy wspomniane w tytule śledztwo zdradza nieznane dotąd sekrety genialnego prozaika?
Piątkowska przedstawia dzieje Prusa z zacięciem właściwym raczej psychologom niż dziennikarzom - interesuje ją przede wszystkim emocjonalne CV pisarza i przełomowe - ważne lub trudne - momenty jego historii. Z psychologiczną wymową biografii współgra stawiana przez Piątkowską teza, zgodnie z którą wielu śladów życia Prusa można szukać dziś jedynie w jego twórczości. Tam jednak, gdzie czytelnikowi należałoby się uzasadnienie przyjętej metody, autorka stwierdza kategorycznie:
"Jako dojrzały pisarz Aleksander czerpał materiał literacki niemal wyłącznie ze swojej biografii. Nie miał daru imaginacji i nie potrafił oderwać fabuły od własnych przeżyć (...). Choć nie było to celem Aleksandra, jego twórczość siłą rzeczy stała się kroniką jego własnego życia i życia jego bliskich i nierzadko stanowi dziś w tej materii jedyne źródło wiedzy". [1]
Stawianie znaku równości między literaturą a życiem jest, z definicji, kwestią dyskusyjną. Z czytelniczego punktu widzenia, przykładanie biograficznego klucza do kart "Lalki", "Emancypantek" czy "Kłopotów babuni" lepiej traktować jako fascynującą analizę dzieł Prusa - którą jest w istocie - niż "twarde" dane dotyczące biogramu ich twórcy. 
Na szczęście, i z większą korzyścią dla czytelnika, Piątkowska czerpie garściami z archiwów i źródeł z epoki. Cennym świadectwem są wspomnienia współpracowników i przyjaciół pisarza - jak choćby te Stefana i Oktawii Żeromskich. "Śledztwo biograficzne" pokazuje dwoisty obraz Prusa: w młodości kawalarz, piszący sprośne wierszyki, uczeń zdolny, choć łamiący szkolny regulamin; później dobrotliwy staruszek, który pod uśmiechem kryje duszę cierpiącą, niezrozumiałą przez współczesnych - i przez nich niedocenioną. Z relacji Piątkowskiej wyłania się pisarz powszechnie nieznany: odbrązowiony, ujawniający długą listę słabości, fobii i chorób. Ich przyczyn autorka upatruje w trudnym dzieciństwie twórcy "Faraona", przedwczesnej śmierci matki i wędrówce przez domy kolejnych krewnych, która umacniała w Aleksandrze poczucie bycia dzieckiem niechcianym i niekochanym. 
Tłem biogramu Prusa jest obraz minionej epoki - sam arcyciekawy, pozwala lepiej zrozumieć głównego bohatera. Bo był on, ponad wszystko, dzieckiem swoich czasów: nastoletnim powstańcem styczniowym, zadłużonym literatem i kronikarzem Warszawy, marzącym - podobnie jak współcześni mu Sienkiewicz i Witkacy - o wielkiej sławie. W cieniu jego życiorysu znajdziemy, między wieloma innymi, informacje o tym, jak wyglądał zatwierdzony przez cara Aleksandra dziewiętnastowieczny mundur urzędnika pocztowego (pocztowcy mieli "ciemnozieloną bluzę zapinaną w wersji galowej na jeden rząd, a w wersji codziennej na dwa rzędy żółtych guzików, z karmazynowym kołnierzem, noszoną do gładkich spodni, butów ze srebrnymi ostrogami i charakterystycznego kapelusza" [2]), co zapisywano krewnym w testamencie, poznamy też salonowe życie ówczesnej Warszawy z jego plotkami i anegdotami.
Do zalet "Śledztwa biograficznego" należy zaliczyć obszernie cytowane, nieznane powszechnie fragmenty twórczości Prusa, które znajdują się dziś w Muzeum pisarza w Nałęczowie: rękopisy poematów miłosnych, wyjątki z korespondencji i prywatnych zapisków tworzonych w notesach i tzw. zeszytach do kompozycji. Utrwalony przez lata wizerunek tego, który dał literackie życie Wokulskiemu i Łęckiej - stojącego na uboczu, skromnego starszego pana - w wyniku śledztwa Piątkowskiej ulega modyfikacji. Nowa biografka pokazuje pisarza bez lukru i wymuszonej literacką poprawnością cenzury, zachowując przy tym ciekawość i szacunek dla obiektu swych badań. To niemała zasługa, stworzyć pełnowymiarowy portret najbardziej tajemniczego polskiego prozaika, który postanowił "Nie dawać się poznać pod żadnym względem" [3]. I który słowa dotrzymał.
Piątkowska, M. (2017). Prus. Śledztwo biograficzne. Wydawnictwo Znak, Kraków.
[1] Ibidem, str. 18;
[2] Ibidem, str. 56;
[3] Ibidem, str. 149.

17 komentarzy:

  1. Znasz moje zdanie na temat biografizmu, więc nie mogę powiedzieć, by podejście autorki mnie zachęciło do przeczytania tej pozycji. Natomiast na słowo "odbrązowienie" reaguję jak Reksio na szyneczkę, więc któż wie, może kiedyś w bibliotece rączka mi powędruje ku książce pani Piątkowskiej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam rączce, żeby powędrowała ;-) A jeszcze bardziej, żeby sięgnęła po "Emancypantki"! Mam wrażenie, że spodobałaby Ci się ta książka - opowieść o Madzi Brzeskiej ma w sobie wiele uroku. Co najmniej tyle, co "Panie z Cranford". Może nawet więcej! :-)

      Usuń
    2. A wiesz, że nawet niedawno o tym myślałam? Pewnie przez wzgląd na to nowe, śliczne wydanie ;) Jeśli jednak miałabym sięgać po Prusa, wolałabym zacząć małymi kroczkami - od nowel. "Emancypantki" mogą spowodować zbyt duży szok po takim długim odpoczynku od polskiej literatury (zwłaszcza pozytywistycznej).

      Usuń
    3. Wydanie jest ładne, i to bardzo - ale zawartość jeszcze lepsza, gwarantuję! Wydaje mi się, że łatwiej polubić Prusa dzięki "Emancypantkom" niż dzięki nowelom. A poza tym, czy dobrze pamiętam, że nie przepadasz za krótkimi formami? ;-)

      Usuń
    4. Ale te strony mnie przerażają - to jak powtórka z "Lalki"! (którą zachwycona nie byłam). Dobrze pamiętasz;) choć nowele Prusa czytałam na studiach i wspominam je całkiem miło. Ale z pewnością masz rację i będę musiała wziąć to pod uwagę sięgając po Prusa (kiedyś). Choć może nie tak znowu kiedyś, bo postanowiłam sobie zrobić polski miesiąc czytelniczy - Dehnel poszedł na pierwszy ogień, a co dalej, to zobaczymy ;)

      Usuń
    5. "Emancypantki" są dużo, dużo lepsze niż "Lalka"! (wiem, wygłaszam niepopularną opinię, ale możesz mi zaufać ;-) ). A czyta się je niemal tak szybko jak porównywalne gabarytowo "Middlesex" Eugenidesa :D (wytoczyłam ciężkie działo, ale do dobrego namawiam!).
      Wakacje z Dehnelem? Bosko :D Z podszytą odrobiną niepokoju niecierpliwością oczekuję wieści z lekturowego frontu!

      Usuń
    6. Mam nadzieję, że długo myślałaś, zanim opublikowałaś tę odpowiedź! Ale skoro tak prosto z mostu wyłożyłaś kartę "Middlesex", to z pewnością nie jest to bezpodstawne porównanie. No i skoro lepsze od "Lalki"... Ty to potrafisz namieszać w głowie! :D
      "Saturn" przeczytany, wieści niebawem ;). A teraz przyszła pora na "Krivoklata" - po Twojej recenzji oczekiwania mam wysokie :)

      Usuń
  2. No właśnie mnie, jak wiesz, ten swoiście rozumiany klucz biograficzny zupełnie nie wziął, mam też problem z tym czerpaniem garściami, bo tych garści tam jest dość mało -- natomiast zgadzam się, że z dużą korzyścią dla książki jest cytowanie i analiza notatek Prusa, zwłaszcza notatników ćwiczeniowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam wątpliwości co do utożsamiania literatury z życiem. Jeśli chodzi o materiały źródłowe, to broniłabym zdania, że trochę ich jednak mamy: wspomnienia, pamiętniki, cytaty z "Dziennika psychologa" Ochorowskiego, listy Sienkiewicza, dzienniki Żeromskiego, relacje jego żony, fragmenty ówczesnej prasy, w tym Kronik Prusa... Oczywiście, chciałoby się więcej, bo to jest najlepsze. Mam wrażenie, że można lepiej (d)ocenić "Biograficzne śledztwo", jeśli zna się poprzednie biografie pisarza. Dla mnie ta najnowsza była pierwszą, ale chyba nie ostatnią!

      Usuń
  3. Czytałem już recenzję u Pyzy i już tam nabrałem niechęci względem tego biografizmu. Tu czary goryczy przepełnia stwierdzenie "Nie miał daru imaginacji...". Nie bardzo rozumiem, jak można tak napisać o takim prozaiku. Rozumiem, że mógł czerpać intensywnie ze swojej biografii, ale takie kategoryczne stwierdzenie to dla mnie bardzo gruba przesada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We mnie też coś się burzy na widok twierdzenia Piątkowskiej, że taki pisarz jak Prus nie miał daru imaginacji. Przecież wystarczy przeczytać jedną z jego powieści, by stwierdzić, że wyobraźnię miał ogromną. Umiał się wczuwać w najróżniejsze postacie – męskie, kobiece, dobre, mściwe itd. W "Placówce" pokazał na przykład, jak wielkie uczucia macierzyńskie może mieć kobieta chora psychicznie. A przecież nie był ani kobietą, ani osobą chorą psychicznie. :)

      Usuń
    2. Agnieszko, Qbusiu: ja również uważam ten osąd za przesadzony - dlatego go zacytowałam. Nawet gdyby założyć, że twórczość Prusa była inspirowana życiem, to przecież poddawał swoje doświadczenia artystycznej obróbce, do czego potrzeba niemałego talentu - oraz imaginacji. Na szczęście to jedyna tak kategoryczna odautorska opinia w tej biografii.

      Usuń
    3. P.S. "Placówkę" planujemy przeczytać w ramach międzyblogowej akcji jesienią :-)

      Usuń
  4. No, no, autorka postawiła mocno dyskusyjne tezy. To zdanie o braku imaginacji jest mocno niefortunne, ale rozumiem chyba sens, jaki chciała zawsze w tym sformułowaniu badaczka. Faktycznie są bowiem literaci, którym pisze się zdecydowanie łatwiej o rzeczach, których doświadczyli. Są też geniusze, którzy bez problemów kreują zupełnie nową rzeczywistość, zapożyczając przy tym bardzo niewiele z tego, co ich otacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie było, wyszło - no właśnie - dość niefortunnie. Ale chciałabym podkreślić, że ta biografia ma również swoje plusy, o których piszę w dalszej części recenzji :-)

      Usuń
  5. Nie czytałam żadnej biografii Prusa, więc myślę, że ta mogłaby być punktem wyjściowym do "wstępnego zapoznania się" z pisarzem, którego utwory Lala, czy Emancypantki czytałam z niekłamaną przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie "Śledztwo..." również jest pierwszą biografią Prusa. Myślę, że jest dobra na rozgrzewkę - zwłaszcza przed podróżą do Nałęczowa! ;-)

      Usuń