Strony

22.05.2017

Życie opowiedziane: "Lala" Jacek Dehnel

Historia, ta wielka, lubi się powtarzać, a historie mniejsze wolą być powtarzane. Jeśli ma się apetyt na słuchanie opowieści choć w połowie taki, jak tytułowa Lala - bohaterka książki Jacka Dehnela - miała na ich opowiadanie, to będzie się "Lalą" oczarowanym. Ci, którzy znają już młodzieńczą powieść pisarza, mają okazję nacieszyć się nią po raz wtóry - w dziesiątą rocznicę wydania zyskała nowe, jubileuszowe szaty. Ale jej sednem jest, tak dziś, jak i dekadę temu, magia słowa opowiedzianego.
"Lala" to historia Heleny Karpińskiej, babci pisarza, przez nią samą zrelacjonowana. Narratorem powieści są babcine wspomnienia, których można bohaterce zazdrościć tak samo jak gawędziarskiej swady. Życie nieustannie opowiadane zostało wysłuchane i skrupulatnie spisane przez wnuka Lali, pisarza-kolekcjonera okruchów przeszłości. Pod jego piórem rodzinny przekaz zamienia się w fascynującą podróż przez pamięć, przeszłość i drzewo genealogiczne. Sagę kilku pokoleń rodu Broklów i Karnauchowów otwierają losy pradziadków pisarza: Leopolda Brokla, właściciela automobilu i cukrowni oraz jego żony, Wandy z Dziewiątkiewiczów - kobiety skromnego wzrostu, acz wielkiego ducha, która wyrwała męża z rąk plutonu egzekucyjnego. Ale jej początków należy szukać wcześniej - na tyle wcześnie, na ile sięga ludzka pamięć:
"Historia tak naprawdę zaczyna się, jak zwykle, kawałkami, to tu, to tam, w najróżniejszych miejscach i ciałach, które przeważnie od dawna nie istnieją, a jej szafarką, klucznicą była dotychczas babcia". [1]
Powieściowa narracja dotyka miejsc odległych i zamienia je w mityczne krainy, które zwiedzamy z Lalą-przewodniczką, podróżując z Kijowa do Kielc, z Lisowa do Siedlec, z Siedlec do gdańskiej Oliwy. Zaczynem opowieści jest wszystko: miejsca, ludzie, zdarzenia, te komiczne i smutne; historie przesączają się w "Lali" przez obiadowe serwisy i rodowe sygnety, które, niczym Proustowska magdalenka, zarazem konserwują i ożywiają przeszłość. Życie Lali, bujne i barwne, przypomina filmową opowieść z idealnym balansem czerni i bieli: jest tu i krowa, buszująca w porcelanie, i piorun kulisty jako gwiazda pewnego przyjęcia, są migawki z życia skrzypcowego wirtuoza oraz nietuzinkowe postaci pierwszego i dalszego planu. Bywa idyllicznie:
"Przez okna widać ogród i Kubusia, jak pogryza trawę. Parobek wraca z pola i myje ręce w beczce. W pokoju babci Wandy dziewczyny ze wsi robią pająki ze słomy i kolorowej bibuły, żeby zimą było czym ozdobić dwór przed świętami" [2],
bywa też strasznie, gdy do rajskiego ogrodu Lisowa zagląda wojna, jego mieszkańcy wpadają w tryby historii, a "Lala" zaczyna być nie tylko zapisem dziejów rodziny, ale i życiorysem pewnego nadwiślańskiego narodu. 
"Lala" to rzecz o życiu przeżytym i po wielokroć opowiedzianym, to nieokiełznana narracja o "przedziwnym świecie, który umownie nazywamy przeszłością i który sprytnie umieszczamy za nami - tak jak kiedyś umieszczano raj" [3], to wreszcie wzruszająca historia przemijania, które jest odchodzeniem, ale też, dzięki sile pamięci, nieustającym trwaniem. W efekcie lektura powieści, która - jak czytamy w przedmowie jubileuszowego wydania - pierwotnie miała nosić tytuł "Wszyscy moi obcy ludzie", zostawia czytelnika z poczuciem, iż, od słowa do słowa, jak powtarzał Julek Rogoziński, ci wszyscy obcy ludzie stają się dziwnie znajomi, by nie rzec: bliscy. Spora w tym zasługa rozbudowanego wydania, ilustrowanego zdjęciami z domowego archiwum, okraszonego przypisami i drzewem genealogicznym. Bohaterowie ożywają dzięki fotografiom, a czas, jaki upłynął od premiery powieści, pozwolił na erratę wspomnień. Podobnego mariażu własnej i cudzej pamięci dokonuje zresztą autor "Lali", suflując i dopowiadając puenty babcinym historiom, gdy ich rwący nurt zaczyna występować z brzegów. Nowe wydanie książki wieńczy "Filc" - opowiadanie poświęcone siostrom Zygmunta Karpińskiego, męża Lali. W ten oto sposób rodzinna saga zyskuje symboliczną pełnię - linia po kądzieli łączy się z tą po mieczu w jedno drzewo, wiecznie zielone dzięki magii pamięci, miłości i opowieści.
Dać się uwieść czarowi powieści Dehnela to jak otworzyć zaczarowane drzwi w starej szafie i odkryć, że - niczym w Narnii lub w arkadyjskim Lisowie - prowadzą one tam, skąd przyszliśmy: ku błogim początkom i zaraniom wszystkich wartych wysłuchania historii. Właśnie takich jak "Lala".
Dehnel, J. (2017). Lala. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa
[1] Ibidem, str. 10;
[2] Ibidem, str. 92;
[3] Ibidem, str. 64.

21 komentarzy:

  1. Kusisz niesamowicie. Lalę czytałam dość dawno temu. Było to pierwsze, jakże udane spotkanie z pisarzem, a do tego pisarzem współczesnym- co w moim przypadku nieczęsto się zdarza, bo bliżej mi z tymi, którzy są już po drugiej stronie. Ilekroć czytam historie prawdziwe zawsze mam jakieś własne wyobrażenia postaci, dobrze jest skonfrontować je z rzeczywistością. Dlatego czuję się zachęcona do nabycia i przeczytania nowej uzupełnionej wersji Lali, zwłaszcza, iż tę pierwszą czytałam pożyczoną. Podczas niedawnej majówki spotkałam w Warszawie autora, ale ponieważ nasza znajomość jest raczej jednostronna nie miałam odwagi zaczepiać pisarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja kuszę, to Lala! Rozszerzone wydanie jest bardzo eleganckie, a zdjęcia i przypisy nadają historii nowe oblicze. Wiele kwestii znalazło w przypisach rozwinięcie, pojawiają się sprostowania i nieznane dotąd szczegóły - i pewnie dlatego inaczej czytało mi się "Lalę" po raz drugi, po latach. Inaczej, czyli jeszcze lepiej.
      Zazdroszczę spotkania! Ja nie mam takiego szczęścia - w kwietniu były dwa spotkania w Warszawie i za każdym razem coś krzyżowało mi plany. Szkoda, że nie porozmawiałaś z panem Jackiem, szkoda! Ale w podobnej sytuacji mnie też opuściłaby pewnie odwaga :-)

      Usuń
  2. Jak na razie najlepsza powieść Dehnela, też się "Lala" podobała, choć nie ma co ukrywać, Dehnel to nie Myśliwski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekajmy trzy, cztery dekady, może Dehnel też napisze traktat o łuskaniu ;-) Albo wstrzymajmy się do jesieni - jest szansa na Nike!

      Usuń
  3. Kiedyś czytałam i „Lalę”, i „Filc” (znajdował się w zbiorku „Rynek w Smyrnie”). Powieść bardzo mi się podobała, opowiadanie – nieco mniej, bo treść była ciekawa, ale językowi brakowało lekkości. Ciekawe, czy teraz zostało poprawione, czy trafiło do książki w pierwotnej wersji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Rynek w Smyrnie" czytałam, ale nie przypominam sobie "Filcu" z tego zbioru - pamięć już nie ta! W przedmowie do "Lali" autor pisze jedynie, że uzupełnił wydanie wcześniejszym "Filcem" - można więc przypuszczać, że to niezmieniona wersja. W każdym razie, mam podobne wrażenia: "Lala" wciąż świetna, opowiadanie czyta się, owszem, z przyjemnością, ale to już nie to :-) Powieść powstała 3 lata później, może czas oszlifował pióro? ;-)

      Usuń
  4. Zaczarowane drzwi w starej szafie... jedno zdanie, a tak wiele obiecuje i tak mocno zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam, bo warto "Lalę" przeczytać!

      Usuń
  5. Jestem oczarowana Twoją recenzją:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Do tej pory nie miałam swiadomości, żę to może być fascynująca opowieść. Przekonałaś mnie swą opinią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo - a drugie spotkanie z książką nie zepsuło tych wspomnień. Wręcz przeciwnie :-)

      Usuń
  8. Aj, a w moim przypadku Dehnel to wciąż wyrzut sumienia. Na półce leży i czeka "Saturn" (w dodatku z autografem nabytym po spotkaniu z autorem), dzisiaj odebrałem "Krivoklata". Mam nadzieję, że uda mi się zmobilizować, by jeszcze w tym roku poznać pióro Dehnela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie perełki, w dodatku z autografem - nic, tylko czytać!

      Usuń
  9. Czytałam w zeszłym roku i podobało mi się, ale jednak coś mi w tej "Lali" nie pasowało. Otóż, gdy narrator oddaje głos tytułowej Lali książkę czyta się z wypiekami na twarzy - na szczęście jest tak przez większą część powieści, ale chwilę później mamy do czynienia z jakimiś sentymentalnymi wynurzeniami autora, które mnie osobiście nie pasowały, gdyż były tylko autopromocją.

    Ciekawa jestem innych książek Jacka Dehnela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tę, i wszystkie inne gorąco polecam.
      Które fragmenty masz na myśli? Jedyne, co mogłabym w "Lali" nazwać autopromocją, to moment, w którym autor wspomina, gdy w wieku lat kilku lubił być całowany po rękach przez ciotki i znajome babci ;-)
      I może podkreślenie, że, jak na kilkulatka, miał ponadprzeciętną wiedzę o książkowej klasyce - w co można uwierzyć bez autopromocji ;-)

      Usuń
  10. Szczerze mnie zaciekawiłaś. Gdyby nie recenzja sama nie sięgnęłabym po tę książkę, dzięki!:) Zgaduję, że książka doprowadza do refleksji na temat uciekającego czasu, rodziny.. To tak samo jak książką, która ostatnio mnie pochłonęła - "Zatrzymać dzień". Piękna prawdziwa opowieść. Szczerze polecam jako kolejną lekturę :) I czekam na kolejne recenzje. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie - nie znałam tej książki, wygląda ciekawie :-)

      Usuń
  11. Ciekawy temat książki :-D . Podoba mi się Twój sposób pisania recenzji. Ja mogę polecić całkowicie inną książkę, ale moją ulubioną " Zatrzymać dzień". Ma w sobie coś magicznego. Jej treść oraz sposób wydania są inne niż wszystkie, wręcz zaskakujące. Polecam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń